Wojenny topór znów odkopany

Spór wokół debiutującego w październiku dwutygodnika people "Flesz" na nowo otwiera dyskusję o definicję plagiatu.

Jest naprawdę gorąco. Edipresse już wkrótce zaproponuje nowy, dotychczas nieobecny na rynku prasy format, łączący w równej proporcji 50-50 wiadomości z życia gwiazd z typowo poradnikowym dodatkiem o modzie, urodzie i kuchni. Jednak kilka tygodni temu Bauer wprowadził dość radykalne zmiany do wydawanego przez siebie "Show" – zaczął się ukazywać z dodatkiem o identycznej tematyce jak ta, która ma być krokiem milowym dla Edipresse. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, iż Anna Janicka, od dwóch tygodni szefowa "Show", pracowała wcześniej właśnie nad makietą nowego magazynu "Flesz"...


 

Obie strony konfliktu nie chcą podgrzewać i tak dostatecznie już gorącej atmosfery wokół tytułu, postanowiły zatem zgodnie (sic!) nabrać wody w usta. Z szafy wychynęły zmory dawnych lat, kiedy to wydawnictwa toczyły ze sobą trudne boje, kończące się w sądzie (zarzucenie plagiatu przy okazji nowego layoutu "Przyjaciółki" i wprowadzenie identycznych zmian w "Tinie" czy spór o tytuł miesięcznika "Mama i Dziecko"). A przy okazji na nowo cisną się na usta pytania o cienką granicę między inspiracją a plagiatem.

Magdalena Modrzewska, dyrektor wydawnicza Edipresse, komentuje tą sytuację lakonicznie: "Nasze spory kończyły się w sądzie polubownym, a zarzuty dotyczyły przeważnie łamania zasad uczciwej konkurencji. W obecnym przypadku prezes Edipresse – Zbigniew Napierała – wystosował pismo do prezesa wydawnictwa Bauer, z prośbą o zaprzestanie tych praktyk. Bronimy swoich interesów, a nasze działania są racjonalne".

Z kolei w oficjalnym oświadczeniu wydanym przez Bauera wydawnictwo uznaje zarzuty Edipresse za nieprawdziwe i nielogiczne. W oficjalnym komunikacie można przeczytać, iż "Edipresse, usiłując stworzyć fałszywe wrażenie, jakoby zmiany wprowadzone w czasopiśmie Wydawnictwa Bauer mogły powstać jedynie przy pomocy informacji z zewnątrz, uzyskanych rzekomo z naruszeniem prawa, obraża Wydawnictwo Bauer i jego pracowników".

Obaj potentaci prasowi mają aspirację bycia liderem na rynku pism kobiecych. Stworzenie przez Edpiresse nowego modelu pisma people 50-50 jest nowatorską ideą, która według samego wydawnictwa ma dużą szansę powodzenia – nakład pierwszego tytułu wyniesie 500 000. W tej liczbie kryją się inspiracje wydawcy. Czas pokazał również, że pomysły Edipresse dość szybko znalazły naśladowców u konkurencji. W odpowiedzi na "Vivę" wprowadzoną w 1997 roku G+J wypuścił cokolwiek spóźnioną, acz znaczącą "Galę" (2001). W październiku 2007 Edipresse wprowadziło "Party", na reakcję nie trzeba było długo czekać – już we wrześniu 2008 Bauer odpowiedział "Show". I tak ma być i tym razem – "Flesz", a raczej pomysł na "Flesz" szybko został podchwycony.

A pojęcie plagiatu, o które tu chodzi, jest trudnym przypadkiem do rozsądzenia. Jak mówi Przemysław Adamus, prawnik z kancelarii prawniczej Rachelski i Wspólnicy, definicja tego pojęcia jest płynna: "O plagiacie jawnym mówimy wtedy, gdy utwór lub jego część został przywłaszczony w niezmienionej postaci lub z niewielkimi zmianami (potocznie mówiąc "słowo w słowo"). Natomiast plagiat ukryty polega na przywłaszczeniu sobie istotnych elementów treści cudzego utworu, przy jednoczesnej modyfikacji jego formy".

W przypadku "Flesza" trudno będzie jednoznacznie rozsądzić, czy Bauer faktyczne ukradł ideę Edipresse, każdy może przecież wpaść w jednym czasie na ten sam pomysł, prawda? Bez względu na to, na czyją korzyść sprawa zostanie rozstrzygnięta, jedno jest pewne – podobne przypadki będą zdarzały się nagminnie, a sądy będą miały trudne orzechy do zgryzienia.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.