Niepokój niekoniecznie twórczy

W biznesie TVP zaczęła się "ruchawka". Niebawem czeka nas rewolucja. Być może na całym rynku reklamy TV. Być może nawet taka, która wymknie się pomysłodawcom spod kontroli.

Od kilkunastu dni codziennie bombardowani jesteśmy newsami z ulicy Woronicza, kogo wyrzucili, kto zdążył odejść sam i kto kogo zastąpił. Może już pora na „Wielki test wiedzy o Telewizji Narodowej”, w którym celebryci będą mieli możliwość wykazać się wiedzą na temat przeszłej, teraźniejszej i przyszłej TVP.

Kadry na czas rewolucji

Spojrzenia nowego niezależnego prezesa, który – jeśli dobrze liczę – działał już w ośmiu formacjach partyjnych – sieją strach na korytarzach telewizji. Ten i ów stara się przebić do dworzan prezesa. Ten i ów dziwi się temu. A dziwić się nie ma czemu. Przecież w ostatnich kilkunastu latach przerabiano to na Woronicza już kilkakrotnie. Wystarczy wspomnieć drużynę Roberta Kwiatkowskiego czy bizantyjską gwardię Andrzeja Urbańskiego. Przy nich Kurski (jeszcze?) nie zaskoczył innowacyjnością.

Niezależnie od tego, jaka opcja polityczna jest nam bliższa, rewolucyjne zmiany kadr na Woronicza powinny niepokoić. Choćby dlatego, że nowi specjaliści, którzy codziennie z uśmiechem wkraczają do kolejnych pokoi w gmachu TVP, często nie są osobami, które na profesjonalnej telewizji „zjadły zęby”.  Amatorzy uczyć się i eksperymentować będą za pieniądze widzów.

Niepokoją też bardzo ogólne zapowiedzi Jacka Kurskiego, że z TVP zrobi teraz medium na wzór BBC, bo już pierwsze dni rewolucji pokazują, że robi dokładnie odwrotnie. Nawet uspokajające deklaracje Mateusza Matyszkowicza, nowego szefa TVP Kultura, niepokoją. Chce robić telewizję... punkową, alternatywną. Wiem, że słów Matyszkowicza nie trzeba brać dosłownie, że to tylko metafora, ale i tak niepokojąca. Tak samo niepokoiłyby mnie zapowiedzi „punkowej rewolucji” np. w kanale Arte. Kanał o kulturze – o ile nie jest wąsko sprofilowany – nie powinien być przecież punkowy, hiphopowy czy alternatywny, ale po prostu rzetelny i profesjonalny. Szkoda że Matyszkowicz – menedżer bez doświadczenia telewizyjnego – będzie eksperymentował w najrzetelniej, obok TVP ABC, prowadzonym dotychczas kanale TVP.

A co do burzliwej wymiany kadr... Cóż... Piszę o rynku telewizyjnym (nie tylko w naszym kraju) kilkanaście lat. I niemal każdego dnia przekonuję się, że w tym sektorze działa „prawo zachowania energii” – upraszczając: energia nie ginie, nie znika – i zła, i dobra powraca. Jeśli dziś zwalniasz kogoś, to jutro ktoś zwolni ciebie. Jeśli dziś zajmujesz z uśmiechem czyjeś miejsce, to jutro z uśmiechem ktoś inny zajmie twoje. Jeśli dziś dołączasz do dream teamu A, jutro zastąpi was dream team B. Jeśli dziś cię wyrzucono, to jutro wyrzucą wyrzucającego dziś. W przyrodzie nic nie ginie. W mediach też.

Przed wywrotką

Rynek mediowy w Polsce najbardziej niepokoić powinny zapowiadane zmiany w strategii biznesowej TVP. A o tych nowe władze jak dotąd milczą. Wiadomo – zapewne za chwilę czekają nas „konsultacje społeczne” (nowa władza TVP vs. rynek reklamy), częściowa przebudowa zespołu biura reklamy nadawcy publicznego i wdrażania nowej polityki sprzedażowej. Już zaczęło się sprawdzanie – nie tylko na rynku telewizyjnym – jaki kapitał za medium i reklamodawcą stoi. A przecież – przypomnijmy starą prawdę – kapitał nie ma narodowości. Kto o tym nie pamięta – ten nie zarobi.

Dziś ani strona TVP, ani najwięksi telewizyjni reklamodawcy nie chcą komentować pod nazwiskiem  sytuacji w TVP. Trudno mieć im to nawet za złe. Ale – choć nie usłyszymy o tym w telewizji – ruch już się zaczął. Tajemnicą poliszynela jest, że agencje teraz negocjują z TVP raczej w trybie miesięcznym niż rocznym (bo nikt nie ma pewności co za chwilę się wydarzy), część pracowników biura reklamy TVP czuje niepokój, a najwięksi konkurencyjni nadawcy komercyjni znów poznają czym jest nadpopyt (bo część reklamodawców już teraz obawia się lokować większą część budżetów telewizyjnych u nadawcy publicznego).

Nie wróży to dobrze całemu rynkowi. W tzw. małej nowelizacji ustawy radiowo-telewizyjnej wcielonej ostatnio w życie nie ma przecież mowy o zmianach w polityce reklamowej. Takie zapisy mają pojawić się w tzw. dużej nowelizacji, która ma zostać zaproponowana mniej więcej w połowie roku. Dopiero wtedy – i nowe władze TVP, i uczestnicy rynku reklamowego – tak naprawdę poznają, czym jest rewolucja w telewizji – nie tylko publicznej. I jak wymyka się spod kontroli pomysłodawców.

Jeśli zmiany zaplanowane na połowę tego roku pójdą w zapowiadanym ostatnio kierunku (zmiany abonamentowe, ograniczenie czasu reklamowego, a może nawet selekcja reklamodawców), będziemy świadkami wywrotki na rynku reklamy TV. Jeśli ktoś śledzi zmiany w ostatnich latach na węgierskim rynku telewizyjnym i zawirowania, jakie przechodzi tam np. biznes RTL, wie, jaki scenariusz możliwy jest i u nas. Nawet szczęśliwy nadawca komercyjny – szczęśliwy, bo rewolucja w TVP da mu więcej zarobić na reklamie – pewnej nocy, jeszcze w tym roku, może obudzić się z krzykiem.

 

   

Piotr Machul 123 Artykuły

Zajmuje się tematyką mediową, głównie telewizyjną i radiową. Przeżył kilkuletni romans z copywritingiem. Zdecydowanie woli dziennikarstwo. Dziwne, że nie mieszka w czeskiej Pradze, bo uwielbia to miasto.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.