Panie Przodem

"Panie Przodem" to autorski projekt redakcji "Media i Marketing Polska", którego celem jest promowanie dobrych praktyk w branży i prezentacja unikalnych, kobiecych osobowości w obszarze rodzimego marketingu.

Świnka Rosenthala

Luksusowa marka Rosenthal zaprezentowała jubileuszową kolekcję porcelany Palazzo Roro. Spośród tuzów międzynarodowego projektowania przedmiotów użytkowych do wykonania zadania producent wybrał niespełna trzydziestoletnią Polkę - Ewelinę Wiśniowską.


W sercu stolicy Niemiec, w holu największego domu towarowego w kontynentalnej Europie KaDeWe stanęła instalacja przygotowywana pieczołowicie od wielu miesięcy przez międzynarodowy zespół projektantów i architektów. Wszystko zaczęło się od przegranego przez Waltera Groupiousa zakładu z Philipem Rosenthalem. Twórca Bauhausu miał przygotować w 1968 r. projekt specjalnej zagródki dla ukochanej maskotki domowej Rosenthalów – świnki Roro. Projekt został zrealizowany dopiero w 2016 r. - na setne urodziny Rosenthala. Za jej konstrukcję odpowiada Alex Probst, nad doborem materiałów pracowali projektanci i designerzy z całego świata – m.in. kolektyw projektantów Nya Nordiska.
Wchodzących do galerii przywitały ceramiczne świnki w czterech kolorach, ustawione symetrycznie na belach z sianem. Wnętrze instalacji zasiedlają różowe, czarne, białe i złote Roro, które stanowią integralną część jubileuszowej kolekcji. W dalszej części zagródki prezentowane jest serce kolekcji – biało-złota zastawa stołowa zaprojektowana przez Polkę, niespełna trzydziestoletnią Ewelinę Wiśniowską.   

Talent wyłowiony
Marka Rosenthal sama znalazła Polkę na corocznych targach designu Ambiente we Frankfurcie. Headhunterzy Rosenthala poszukiwali współpracowników do realizacji projektu zastawy z okazji setnych urodzin Rosenthala juniora.
Ewelina jako jedyna nie biegała za headhunterami z papierowym portfolio, tylko zaprosiła Rosenthala do obejrzenia jej ceramicznych projektów przy swoim stoisku w dziale Talents. Na reakcję nie musiała długo czekać. Stylowy geometryczny dzbanuszek i fantazyjny talerzyk, które projektowała wspólnie z kolektywem, który pracował pod okiem Marka Cecuły, spotkał się zasłużonym zainteresowaniem nobliwej marki. Po kilku tygodniach podpisywała już kontrakt na projekt jubileuszowej zastawy. Warto zaznaczyć, że żadna polska fabryka porcelany czy producent ceramiki nie był zainteresowany długofalową współpracą z Eweliną, tłumacząc to jej młodym wiekiem i rzekomo wysokim współczynnikiem ryzyka takiej współpracy. Niewystarczające było dla nich dotychczasowe doświadczenie Eweliny we współpracy m.in. z niezwykłą Katherine Morling, której ceramiczne bibeloty rozchodzą się na całym świecie jak świeże bułeczki, a fani jej talentu czekają na realizację zamówień przez wiele miesięcy. Do polskich projektantów nie przemówiło również wykształcenie Eweliny – dyplom na uczelni Royal School of Arts i Camberwell. Poległa na peselu i uprzedzeniach. Owszem, producenci byli otwarci na przesłanie gotowych projektów, ale bez kontraktu, a tym samym ochrony praw autorskich. Kiedy polscy producenci dowiedzieli się, że Ewelina projektuje dla Rosenthala, zewsząd posypały się propozycje. Tyle że Ewelina jest już milę dalej. Co prawda nie wyklucza współpracy z polskimi producentami, ale mocno wierzy w siłę polskiego designu, więc nastawia się na rynki zagraniczne, choć pracuje zdalnie z warszawskiej Sadyby.
Rosenthala podbiła zapewne prostotą, szacunkiem dla tradycji i jednocześnie innowacyjnością myślenia. Rysunek Roro sporządzony przez Waltera Groupiousa wrzuciła do programu dla projektantów 3D - Rhino. W ten sposób powstał futurystyczny w formie szkielet świnki Roro. Ewelina wykorzystała w projekcie również elementy planowanej zagródki i źdźbła siana, które Roro zapewne przyjąłby z uznaniem. Jako że Rosenthal to marka z potężną historią, nie mogło obyć się bez blichtru i zasłużonego blasku. Na dużych talerzach i misach, a także na wazach i spodkach pod filiżanki mocno grają plamy złota. Na mniejszych i delikatniejszych elementach zastawy na śnieżnobiałym tle porcelany odbija się mocnym akcentem czarny szkielet 3D historycznego Roro. Duże wrażenie robią również jubileuszowe kieliszki z delikatnymi akcentami słomy czy czajniki i dzbanuszki, których kształt zaczerpnięto również ze stylowej kolekcji TAC. W pozostałych elementach kolekcji dominuje biel przełamana złotem i czernią. Roro jest na zastawie dozowany delikatnie, ze smakiem, trudno przecież świnkę (nawet ołówka Waltera Groupiousa) wkomponować w ekskluzywną porcelanę.
Wielkim zwolennikiem multiplikacji Roro do granic możliwości był podobno dział marketingu Rosenthal, któremu Ewelina dzielnie się sprzeciwiła, co wyszło zastawie na dobre. Kolekcja spotkała się z dużym zainteresowaniem nie tylko ze względu na szczególną okazję jubileuszową. Wysmakowana estetyka, dystans i blichtr projektu, a także nadbudowa historyczna Palazzo Roro przyciągają uwagę najbardziej wybrednych gustów Europy i świata.
 
Łyżka dziegciu
Konieczne jest jednak zgłoszenie jednego zasadniczego zastrzeżenia. W zasadzie błędu, który marce o takich historycznych konotacjach nie przystoi. Event otwierający uroczyście nową kolekcję był przygotowany w najdrobniejszym szczególe. Na potrzeby przyjęcia opracowano również specjalne menu inspirowane smakami Bawarii, Anglii i Czech (szef kuchni puścił do gości kulinarne oko, podając na przykład czeskie knedliczki z porcjowaną wieprzowiną). Oczywiście serwowano je na talerzach Rosenthala ze specjalnej geometrycznej kolekcji Mesh. Palazzo Roro robi potężne wrażenie, szczególnie wyeksponowana w centrum domu towarowego na specjalnie zaadaptowanej przestrzeni, z olbrzymią klatką dla parzystokopytnego zwierza. Zrozumiały blichtr wystawy i blask bił z pozłacanych jubileuszowych talerzy. Jaka szkoda, że z okazji urodzin nikt z organizatorów nie pomyślał o tym, żeby niewielkiej garstce wybrańców uczestniczących w wydarzeniu przedstawić twórców owej jubileuszowej zastawy. Znalazł się czas na przemówienia przedstawicieli marki, choć znacznie ciekawszych rzeczy o specyfice brandu można było się dowiedzieć chociażby z cytatów zamieszczonych wokół instalacji. Goście zostali przywitani jako „rodzina Rosenthala”, co jest tak samo zaskakujące, jak i przyjemne. Dlaczego zatem nikt nie pomyślał o tym, żeby kilku młodych, pełnych pasji i świeżych pomysłów młodych ludzi zaprosić na środek i pokazać światu – tak jak się to robi, przyjmując nowych ludzi do rodziny? Zainteresowani kupnem zastawy pytali o nazwiska twórców i, jeśli mieli szczęście, dowiadywali się zupełnie przypadkiem, że stoją dokładnie obok niego. Jeśli nie mieli szczęścia, stali plecami do końca, pochłaniając knedliki.  
Marki luksusowe budują potęgę na dystansie i niedostępności – to zrozumiałe. Niemniej jednak tak wyjątkowe i niemasowe wydarzenie, jak oficjalna prezentacja kolekcji na stulecie marki, powinno się rządzić nieco innymi prawami. Tym samym marka straciła szansę na wykorzystanie "ludzkiej twarzy" - zespołu młodych, pełnych energii projektantów, którzy ponad narodowymi podziałami połączyli siły pod jednym szyldem.
I jeszcze jedna uwaga technologiczna. Fundament nowej kolekcji stanowi oczywiście biało-złoto-czarna zastawa, którą w całości projektowała Ewelina. Robi wrażenie delikatnością wykonania i lekkością przy jednoczesnym wykorzystaniu wyrazistych akcentów w postaci złotych plam na największych elementach zastawy i delikatnych geometrycznych akcentów imitujących sianko.
Trudnym do zrozumienia elementem towarzyszącym kolekcji jest w tej projektowej sytuacji tekturowa makieta, którą można złożyć samemu i w ten sposób przygotować dla również tekturowej świnki w zamierzeniu stylowy chlewik. Oczywiście te elementy kolekcji są już gadżetami, ale o ile na etui na telefon komórkowy w złocie, terminarz i zgrabne ołówki można zrozumieć, o tyle tekturowa zagródka budzi już pewne estetyczne wątpliwości. Na szczęście w katalogach Rosenthala nie jest komunikowana jako immanentny element kolekcji. A najważniejsze elementy zastawy od spodu sygnowane są nazwiskiem polskiej projektantki.


Marka z wielką historią w tle
Wielkie międzynarodowe marki kreują osobowości. Philipp Rosenthal bez wątpienia taką był. Jego niezwykłą biografią można obdzielić kilka wcieleń. Historia międzynarodowych marek zazwyczaj mocno uwikłana jest w historię kontynentu, sztuki i rozwoju technologii. Bez międzynarodowego tła i skomplikowanych losów marka Rosenthal nie byłaby dzisiaj znakiem najwyższej jakości i kruchym przedmiotem pożądania estetów.
Phillipp Rosenthal, nestor rodu, był synem hurtownika porcelany i fachu uczył się od dziecka. Jako osiemnastolatek wyjechał do Ameryki i rozpoczął pracę w zawodzie jako hurtownik porcelany. W 1879 r. powrócił do Niemiec i w tym samym roku założył w Zamku Erkersreuth pracownię malowania porcelany, która zatrudniała dwóch malarzy. Jego żona, francuska hrabina Maria de Beurges, była jego komiwojażerką i chodziła z próbkami porcelany od drzwi do drzwi, głośno zachwalając produkty męża. I swoje, bo własnoręcznie je ozdabiała. A że piękne i funkcjonalne, z najdelikatniejszej porcelany, sprzedawały się na pniu, aż Maria nie nadążała z produkcją. Zasługi żony Philipp unieśmiertelnił. W ramach wdzięczności klasyczny, śnieżnobiały serwis nazwał jej imieniem – Maria. Powstały w 1914 r. wykorzystywał proste kształty i delikatny reliefowy kwiatowy ornament. Do dziś jest on najlepiej sprzedającym się serwisem w portfolio marki. Zamówienia sypały się zewsząd, a firma w krótkim czasie rozrosła się do 60 pracowników. Jej siedzibę przeniesiono do bawarskiego Selb (niedaleko stąd do Norymbergi, Pragi i Lipska), gdzie Philipp w 1889 r. założył własną fabrykę. Przedsiębiorstwo jeszcze szybciej się rozrosło. Do lat 30. XX w. firma wchłonęła kilkanaście innych fabryk, stając się jednym z największych europejskich producentów porcelany. W 1937 r. Rosenthal wszedł także na rynek amerykański. Wśród współpracowników znajdujemy takie nazwiska, jak rzeźbiarz Henry Moore, malarz i grafik Friedensreich Hundertwasser czy nieśmiertelny Salvador Dali. Kiedy do władzy doszli naziści, Rosenthal wraz z rodziną z powodu swojego żydowskiego pochodzenia zrezygnował z prowadzenia firmy i wyemigrował z rodziną do Anglii. W 1950 r. firmę przejął syn, również Philip – gruntownie wykształcony w Anglii i Szwajcarii. To właśnie na jego cześć na rynek trafia kolekcja Palazzo Roro.

Nowe rozdanie
Życiorys Rosenthala juniora podczas drugiej wojny światowej rasowy kadrowy zakwalifikowałby jako typ hoppera – był dziennikarzem, kelnerem, górnikiem, legionistą (jako ochotnik francuskiej Legii Cudzoziemskiej służył w Algierze), a także nauczycielem języka niemieckiego i uczniem piekarza. Ostatecznie został przedsiębiorcą, politykiem i tym, który zrobił rewolucję na rynku porcelany i przedmiotów użytkowych. Mówił o sobie, że przeszedł długą drogę od paniczyka do chłopca biednego jak mysz kościelna – dzięki temu więcej wiedział i więcej widział. Jego mottem życiowym było „otwarcie w myśleniu i upór w działaniu”.
W latach 50. w wyniku pozytywnego rozpatrzenia roszczeń o zadośćuczynienie udało mu się odzyskać fabrykę ojca, gdzie zaczął pracę jako dyrektor reklamy. W kolejnych latach był dyrektorem artystycznym, CEO, ostatecznie członkiem rady nadzorczej. Mówił o sobie, że sam niczego nigdy nie wymyślił i nie stworzył, ale miał oko i rękę do młodych talentów, odważnych projektów, a nade wszystko wyczucie ludzi. Dbał o różnorodność i otwartość myślenia, skrupulatnie dobierał pracowników – również pod kątem atmosfery pracy. Rok 1950 stał się ważną cezurą w historii przedsiębiorstwa, bo Philip junior wyznaczył nowy kierunek zarówno w rozwoju firmy, jak i w projektowaniu przemysłowym. Współpracował nie tylko z projektantami i malarzami, ale również z architektami i humanistami. Opierając się na założeniach Bauhausu, dążył do scalenia w produkcji masowej funkcjonalności przedmiotu i wartości artystycznej. Porcelana dla Rosenthala to nie tylko stylowa zastawa i designerski kieliszek – to przestrzeń wypowiedzi artystycznej. Przedsiębiorca rozszerzył również swoją działalność na inne dziedziny wzornictwa przemysłowego, tworząc nowe zakłady produkcji szkła, ceramiki, metalu oraz mebli.
Projektowali dla niego najważniejsi przedstawiciele Bauhausu – Walter Gropius oraz James E. Fuchs. Ten pierwszy buntował się przeciwko brzydocie przemysłowego miasta. Jako założyciel Bauhausu, czyli nowoczesnej szkoły artystycznej, kładł nacisk na wszechstronne kształcenie przyszłych projektantów, ich otwartość, samoświadomość i wspieranie intelektualnych i artystycznych poszukiwań. Wśród autorów tzw. reliefów ceramicznych, byli znakomici XX-wieczni artyści, tacy jak Henry Moore, Oscar Kokoschka i Gary L. Fontana. Limitowane serie przedmiotów użytkowych projektował dla Rosenthala także Roy Lichtenstein, Andy Warhol czy Donatella Versace.
Był znany z ostrych ripost i ciętego języka. Już jako polityk i przedstawiciel partii SDP podkreślał, że tak jak w innych partiach i w jego politycznym ugrupowaniu nie brakuje „zakochanych w sobie głupków”, wierzył jednak w potęgę porozumienia, a hasła przewodnie jego przemówień opierały się na współwłasności i współuczestnictwie. Przez ten pryzmat postrzegał również sukces gospodarki. Inwestował w ludzi i stwarzał im rozległą przestrzeń wolności. Powiedział: „Kiedy za późno pomyślisz o kosztach, zniszczysz przedsięwzięcie. Jeśli za wcześnie – zabijasz kreatywność”. Ten cytat doskonale komponuje się z historią Eweliny, której Rosenthal dał szansę, a ta umiejętnie ją wykorzystała - z korzyścią dla siebie i wielkiej marki.





Katarzyna Woźniak 225 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.