Requiem dla zawodu

"Niewygodna prawda", debiut reżyserski Jamesa Vanderbilta, to film o śmierci zawodu dziennikarza i kondycji współczesnych mediów.

Mary Mapes (Cate Blanchet), producentka telewizyjna i reporterka CBS, ma newsa. Informacje dotyczą życia George'a W. Busha, który miał wykorzystać rodzinne koneksje, żeby uniknąć służby wojskowej. Materiał ma być wyemitowany w programie "60 minut" prowadzonym przez legendę dziennikarstwa i mentora Mapes – Dana Rathera (Robert Redford).
Autentyczność materiałów, do których docierają dziennikarze, kwestionuje grupa niezależnych blogerów. Mapes i jej zespół stają w krzyżowym ogniu pytań – niekoniecznie o rzetelność. Sami stają się soczystym newsem. A w Stanach zaczyna się „Rathergate” - mielona na szpaltach i w eterze przez kolejne tygodnie.
Do końca nie dowiadujemy się, jaka jest prawda, bo nikt nie jest w stanie potwierdzić autentyczności materiałów. Film opiera się na książce Mary Mapes, która tylko w ten sposób po odejściu z zawodu mogła próbować swój warsztat obronić. Dlatego trudno orzec o obiektywizmie filmu. Niemniej jednak zagadnienia dotyczące mechanizmu funkcjonowania współczesnych mediów są wspólne dla wszystkich rynków i to one są faktycznym tematem obrazu.

Początek filmu poi nas koktajlem emocji i dostarcza sporo poznawczego chaosu – film będzie w warstwie historycznej najbardziej przejrzysty dla obywateli Stanów, którzy dość  dokładnie śledzą kampanie swoich polityków. (To akurat warto byłoby podpatrzeć). Szczegóły z wojskowej przeszłości Georga Busha w przededniu wyborów prezydenckich stają się tylko pretekstem do ukazania specyfiki pracy dziennikarza i kondycji współczesnych mediów.
Jako widzowie doświadczamy wraz z Mary euforii, kiedy rozmówca potwierdzi fakt, poczucia zawodu, kiedy źródło się wycofa, ale i uderzenia adrenaliny, kiedy okazuje się, że materiał ma ujrzeć światło dzienne za kilka dni zamiast tygodni, co ma związek z czasem antenowym, którego tak z kolei spragnieni są reklamodawcy. Rytm życia reporterów wyznacza wyścig pomiędzy redakcjami – inne zespoły śledcze również zaczynają pracować nad podsuniętym przez źródło zagadnieniem. Kto pierwszy, ten zarabia. Tego cytują.
Od narracji szczegółowo analizującej poszczególne elementy śledztwa film płynnie przechodzi do psychologicznego dramatu. Role odwracają się i dotychczasowi poszukiwacze prawdy stają nagle w świetle jupiterów. Pod pręgierzem opinii publicznej, pod szlauchem hejterów, choć wówczas to określenie jeszcze nie istniało. W ferworze komentarzy i zamieszaniu wizerunkowym stacji umykają kwestie najważniejsze – przede wszystkim zaciera się kwintesencja sporu.

Film ma klasyczną konstrukcję amerykańskiego dramatu z elementami filmu biograficznego. Zrealizowany z rozmachem, niepozbawiony egzaltacji i typowo amerykańskich monologów w formie operowej cody, sączy nieznośną prawdę o współczesności. Robert Redford w początkowych kadrach funkcjonuje trochę jako redaktor senior, ale z biegiem fabuły doskonale odkrywa swoją rolę. Genialna Cate Blanchet przechodzi na ekranie metamorfozę: od żyjącej w rytmie newsów reporterki do dojrzałej i pełnej zwątpienia kobiety, która odnosi pyrrusowe zwycięstwo, bo odchodzi z zawodu. W zamian za to zaczyna żyć prawdziwym życiem.  
Film niepozbawiony jest zgrzytów reżyserskich, których jednak trudno było uniknąć – równoległe snucie opowieści o specyfice pracy reportera i grzechach współczesności wymaga przeskoków i skrótów myślowych. Film jednak broni się jako całość – kino amerykańskie jest pod tym względem jak wzór metra z Sevres.

Film dowodzi, że prawdziwe dziennikarstwo już się skończyło. Trudno wyznaczyć dokładnie cezurę. Być może był to moment, w którym telefony dostały kolorów na wyświetlaczach (Mary obsługuje jeszcze nieśmiertelną Nokię 3310) albo stały się brzemienne w internet. Być może nastąpiło to wówczas, kiedy sieć pozwoliła na to, żeby dziennikarzem stał się każdy, przez co zawód stracił społeczne zaufanie. Nade wszystko dziennikarstwo w dawnym, klasycznym wydaniu umarło, kiedy ktoś zauważył, że na informacjach można zarobić. Moment, w którym informacja przestała być misją, a stała się produktem. To wtedy dokonał się symboliczny pogrzeb zawodu. Nadal płaczą po nim tylko nieliczni.
„Niewygodna prawda” jest inna niż „Spotlight” - film o dziennikarzach z „Boston Globe” jest wręcz mityczną opowieścią o zaułkach i mozołach zawodu. W filmie z Blanchet i Redfordem oglądamy niepiękną katastrofę. Redakcji nie stać na utrzymywanie zespołów śledczych, bo ich żmudna, uciążliwa i niebezpieczna praca jest dla firmy nieopłacalna – rezultat ich pracy będzie na szpaltach żył tyle, ile wydanie gazety. Albo program telewizyjny. W filmie nie opłaca się docieranie do prawdy, która ginie pod ogniem ludzkiego hejtu, oskarżeń, ataku blogerów i nacisku marketingowców.

Bo i cóż mamy dzisiaj? „Relacjonowanie relacji”, dublowanie i powielanie newsów na modłę ideologiczną danej redakcji, na jedynkach złamany obcas celebrytki wśród doniesień o zamachach terrorystycznych.

W polskiej wersji film nosi tytuł „Niewygodna prawda”. Niepotrzebnie. Prawdę każdy ma swoją i mocny tytuł złożony z jednego słowa w zupełności by wystarczył. Konstrukcja filmu pokazuje, że większość dzisiejszych medialnych działań to oddalanie się od prawdy związane z koniecznością rozwijania tematów pobocznych – bo na nich można zarobić. A zatem – prawda jest kategorią niemożliwą. I wcale nie broni się sama. Mało tego – nikogo obrona prawdy nie interesuje. Walka o prawdę jest wypalająca i nieopłacalna. Odbiorcy wcale jej nie chcą – wolą igrzyska, bo chleb już mają.

Dan Rather, legenda amerykańskiego dziennikarstwa, którego zagrał Robert Redford, gorzko podsumował: „Ten film nie jest wiarygodny – jest zadziwiająco wiarygodny”.

Idźmy do kina i pochylmy głowy. Nie jako branża. Jako gatunek.   

Katarzyna Woźniak 202 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.