Uporczywość śmierci

"Oby cię matka urodziła" Vedrany Rudan to opowieść o starości, odchodzeniu matki i poszukiwaniu swojej tożsamości. Chorwacka pisarka nie unika również kulturowego tabu: jak opiekować się umierającym rodzicem, którego nie kochamy i który nigdy nie kochał nas?

Matka Vedrany Rudan odchodzi. Nie jest już w stanie sama o siebie zadbać, uskarża się na bóle fantomowe i sama dla siebie jest nieznośna. Jej córka nie miała z nią łatwo. Mama nigdy jej nie dostrzegała, negowała jej potrzeby i oskarżała o wszelkie niepowodzenia w życiu. Za jej milczącym przyzwoleniem narratorka była molestowana przez ojca.
W obliczu odchodzenia matki córka robi jednak dla niej wszystko, co może: znajduje najlepszy w kraju dom opieki, regularnie kontroluje jakość usług, opiekę terapeutyczną, odwiedza ją tak często, jak to możliwe, ale nie sypia z tego powodu lepiej czy spokojniej. Nie jest w stanie uwolnić się od myślenia o matce i krzywdach, jakich od niej doznała. Im bardziej matka gaśnie, a zależność od córki rośnie, tym silniejszą falą do Rudan wracają wspomnienia z nieudanego i bolesnego dzieciństwa. Narasta w niej bunt i mnożą się pytania o przeszłość, powinności wobec emocjonalnie niedostępnego rodzica, wracają rykoszetem niedopowiedzenia i wzajemne urazy.

Powieść oparta jest na faktach z życia samej autorki. Chorwacka pisarka i dziennikarka twórczość traktuje jako autoterapię. Ma jednak rzadką umiejętność oddzielania w sobie głosu ofiary od głosu autorki.
Rudan szczegółowo analizuje zagadnienia wzajemnej zależności od siebie w rodzinie, którą postrzega jako system opresyjny i wylęgarnię potencjalnego zła. Jako że w żadnej relacji rodzic - dziecko, a szczególnie matka - córka nigdy nie jest idealnie, jej książki cieszą się dużym zainteresowaniem w Europie, a sztuki na podstawie jej powieści nie schodzą od lat z afisza (na przykład „Ucho, gardło, nóż”, które z powodzeniem gra od lat teatr Krystyny Jandy).
Język powieści jest zanurzony w cielesnej codzienności osoby chorej i umierającej. Godziny wloką się bezlitośnie, a rytm dnia wyznaczają kolejne posiłki, wydalanie, przewijanie, przyjmowanie leków, walka z uporem starej i schorowanej matki i jej powtarzane jak mantra skargi na ból i dyskomfort. Stałym elementem konstrukcyjnym powieści są zapisy krótkich dialogów z matką przez telefon, które zawsze kończą się głośną skargą na wszystko, co możliwe, wypowiedzeniem na głos potrzeb matki, a zanegowaniem potrzeb córki. W tych momentach najdobitniej widać, jak daleko i blisko jednocześnie im do siebie.
Znaczącą rolę w powieści odgrywają zmysły: wzroku, słuchu i powonienia. Zapach ewokuje obrazy z przeszłości i utrwala je. Ma być nośnikiem pamięci, ale też znakiem nadchodzącego zagrożenia i niepokoju, czegoś, czego pozbyć się nie sposób. W domu pomocy społecznej maskowany zapach umierania zderza się z wonią markowej wody toaletowej lekarza, mdlącym zapachem mrożonej herbaty i dręczącej powtarzalności. Trudno się go pozbyć z nozdrzy i pamięci.
„Oby cię matka urodziła” można odczytywać na wielu płaszczyznach: jako opowieść o najtrudniejszej i najsilniejszej relacji, jaką jest więź pomiędzy matką i córką, powieść o dojrzewaniu, wybaczaniu i godzeniu się ze śmiercią. Istotną płaszczyzną jest również sfera starości i odchodzenia, która dla współczesnego świata stanowi cywilizacyjny problem.
Z jednej strony chlubimy tym, że żyjemy dłużej, ale mało kto zastanawia się, po co i jakie pociąga to za sobą ekonomiczne i emocjonalne konsekwencje. „Wydłużanie ludzkiego życia jest zabijaniem ludzi w najlepszym okresie życia” - mówi odważnie Rudan i pokazuje, przed jakimi wyborami moralnymi staje dziś pokolenie pięćdziesięciolatków, a niebawem staną kolejne. Osią tego dylematu jest to, że długość życia nie zawsze musi być równa jego woli. To z kolei generuje pytania etyczne: czy godzi się usilnie przedłużać życie i o eutanazję: „czy to zbrodnia zabić matkę, której nie chce się żyć”.
Współczesna kultura wyparła starość jako nieprzydatną i nieestetyczną. Dzisiejszy staruszek w przekazach reklamowych na przykład to samowystarczalny, zawsze uśmiechnięty emeryt cieszący się życiem, dokazujący przy stole i w ogrodzie, wspierający się ochoczo suplementami diety. Ból, poniżenie, uporczywość terapii, utrata tożsamości, niechęć i strach przez wzięciem wzięcia odpowiedzialności za człowieka – od tego uciekają media, od tego też najczęściej odwraca się wzrok we współczesnym przekazie wizualnym.
Ze względu na uwarunkowania kulturowe i przypisywanie matkom boskiej roli nie mówi się również o tym, jak trudno podjąć się trudu odprowadzania rodzicielki na drugą stronę, kiedy nie dostaliśmy od niej wystarczająco dużo, czy wręcz nie dostaliśmy nic, a teraz nie mamy skąd czerpać. „Czy mamy stać po stronie matek bez względu na to, czego dla nas nie zrobiły?” - buntuje się Rudan i w jej pytaniu słychać głosy pokolenia. Wciąż ogarnięte stałym socjalistycznym poczuciem winy milczą w kwestiach dla nich trudnych i nieprzepracowanych. Jednocześnie tłumią w sobie strach i wątpliwości – boją się, że powtórzą błędy swoich matek.
Poruszająca powieść o krzywdzie, wybaczeniu, dojrzewaniu i odchodzeniu, prawie do wyrażenia żalu i skargi. I o tym, że śmierć przychodzi w tylko dla niej właściwym momencie.

Vedrana Rudan, Oby cię matka urodziła, Drzewo Babel, Warszawa 2016

Katarzyna Woźniak 259 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.