Panie Przodem

"Panie Przodem" to autorski projekt redakcji "Media i Marketing Polska", którego celem jest promowanie dobrych praktyk w branży i prezentacja unikalnych, kobiecych osobowości w obszarze rodzimego marketingu.

Polki i fortuny

Książka "Najbogatsze" prezentuje minibiografie Polek, które są uosobieniem amerykańskiego snu. Dosłownie wpłynęły na kształt współczesnego świata i gospodarki - tylko rzadko sobie o nich przypominamy.

Bohaterkami kolejnej książki poczytnego historyka Stanisława Kopra są: Helena Rubinstein, Misia Sert, Martha Stewart i Barbara Piasecka-Johnson. Cztery wielkie Polki, które skutecznie pomnażały swój majątek bądź, jak Helena Rubinstein, budowały fortuny, zaczynając w maleńkim pokoju na krakowskim Kazimierzu. Mnogość zgromadzonego materiału faktograficznego, jego właściwa selekcja i liczne ciekawostki, z których tropienia słynie Koper, sprawiają, że to dobra lektura, mająca szanse wymazać przynajmniej część narodowych kompleksów.

Bodaj najbardziej szczegółową i najciekawszą z punktu widzenia marketingu jest historia Heleny Rubinstein - biednej dziewczyny o imieniu Chaja z krakowskiego Kazimierza, córki handlarza naftą. Koper prezentuje na tyle szczegółowy, na ile pozwalają źródła, rys biograficzny i biznesowy jej kolejnych poczynań. Jak podkreśla historyk, była pierwszą kobietą, która zbudowała finansowe imperium, a była w tym bardziej zachłanna i konsekwentna niż Coco Chanel. Początki jej fortuny sięgają 1900 r., kiedy osiedliła się u wujostwa w Australii. Pośrodku niczego, na antypodach, gdzie nie znano arystokracji i luksusu, zaszczepiła potrzebę wyjątkowości i dbałości o siebie. Po Australii niestraszny okazał się dla niej Stary Kontynent, a później USA. Koper przedstawia imponującą historię mnożenia pieniędzy, a później szybkiego i spektakularnego upadku wspaniałej idei, dopracowanej w najmniejszych szczegółach, a położonej na łopatki przez nadmiernie rozbuchane ego, rodzinne roszczenia i brak wyczucia (przejęcie przez Colgate-Palmolive jest właściwie smutnym i symptomatycznym końcem firmy). 

Helena uważała, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko leniwe. Żeby wzbudzić zainteresowanie kupujących, postawiła na ścisły kontakt z dziennikarzami i liderkami opinii (m.in. gwiazdami Hollywood i arystokratkami z całego świata). Jako pierwsza na świecie rozpoczęła klasyfikację cery. Miała prawdziwego bzika na punkcie wystroju salonów i ich odpowiedniej lokalizacji. Klientki nazywała pacjentkami i z czasem zaczęła je nie tyle dopieszczać, ile nakazywała im stosować się do swoich wytycznych. Zauważyła, że eleganckie kobiety są gotowe wydać każdą kwotę, żeby dobrze wyglądać. Wiedziała, że konserwacja urody to nie tylko krem z lanoliną – potrzebne są również endorfiny, choć pewnie nie znała jeszcze ich nazwy. Bez nadmiernej pruderii w swoich salonach kosmetycznych wykorzystywała z powodzeniem wibratory, nie stroniła od przekupstwa, dała początek zjawisku handlu detalicznego, można również uznać, że jej zabiegi były pierwowzorem siły oddziaływania dzisiejszej reklamy natywnej. A to wszystko z edukacją zakończoną w szesnastym roku życia.   
Do czasu poznania Edwarda Titusa, swojego męża, mężczyzn traktowała jako testerów skuteczności zabiegów kosmetycznych. Do ich historii miłosnej najbardziej pasuje bodaj cytat z samej Samozwaniec: „Naj­większym marze­niem mężczyz­ny jest umieć ut­rzy­mać ko­bietę za jej włas­ne pieniądze”. Owszem, Titusowi Helena zawdzięcza częściowo intrygujący wizerunek i agresywny marketing, ale jego towarzyskie ekscesy i słabość do kobiet tylko wpędzały Helenę w pracoholizm. Można spojrzeć na ich pożycie z jeszcze innego punktu widzenia. Po każdym romansie i miłostce męża Helena w ramach terapii kupowała sobie perły, diamenty lub gromadziła drogą biżuterię. Kiedy zmarła, napisały o niej gazety z całego świata. Tylko przy jej łóżku nie było nikogo.

Misia Sert z kolei to „urodzona pod znakiem przygody” zdetronizowana królowa Paryża, protektorka artystów i muza Renoira. Jest bardziej znana na kanwach francuskich mistrzów i na kartach tamtejszych powieści niż w Polsce. Mistrzyni dobrego smaku, erudycji i wulkan emocji, która odkryła dla świata Coco Chanel.
Barbara Piasecka- Johnson uosabiała biografię współczesnego Kopciuszka: zaczynała jako pokojówka, skończyła jako jedna z dwudziestu najbogatszych kobiet na świecie, filantropka i wybitna kolekcjonerka dzieł sztuki. Historia Marthy Stewart to z kolei kapitalny temat na serial szpiegowski z wybitną i niepodrabialną osobowością głównej bohaterki. Szkoda przywoływać szczegóły - warto sięgnąć po lekturę samodzielnie i dać się zaskoczyć. 

Nie doświadczymy tu męczących historycznych passusów ani akapitów zalatujących naftaliną. Postaci kobiet są żywe, tętniące, charakterne i całkowicie nieoczywiste. Książka ma wszystko to, czym przyciągają dziś czytelników kolorowe pisma o celebrytach: kulisy, niuanse, pozornie nieznaczące szczegóły i echa plotek. Koper stara się jednak odrzeć otoczkę blichtru z wulgarności, przywołując interesujące źródła, autentyczne zapisy rozmów czy fragmenty pamiętników i listów. Plotki sprawdza, mity próbuje obalić, odbrązawia, choć nie ocenia. „Najbogatsze” czyta się z wypiekami, momentami jak wciągający kryminał. „Jak powstawały fortuny” - można mylnie odczytać jako podpowiedź, jak się dorobić, co w przypadku biografii Marthy Stewart i Heleny Rubinstein sprawdza się, ale trudno o tym mówić w przypadku Misi Sert czy Barbary Johnson. Minibiografie pokazują raczej, co kobiety robiły z fortuną i jaką drogą do niej dochodziły. Nie brak tu wyraźnych wskazań na decyzje o małżeństwie z powodów ściśle pragmatycznych, rysów charakterologicznych i świetnie odmalowanej atmosfery epok.   

Cztery kobiety – cztery epoki – cztery nietuzinkowe historie wobec świata agresywnego biznesu. Rzecz intrygująca i apetyczna, choć warto czytać tę książkę z właściwym dystansem. W końcu to minibiografie kobiet.

Stanisław Koper, „Najbogatsze. Jak powstawały fortuny Polek”, Czerwone i czarne, Warszawa 2016

Katarzyna Woźniak 259 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.