Kredytów jak na lekarstwo

Po podatku bankowym, ustawie frankowej i haśle repolonizacji rząd kręci kolejny bat na banki. Tym razem reklamowy. Pod postacią ustawy o kredycie hipotecznym. Nie zniechęci ona banków ani firm pożyczkowych do reklam, raczej zmusi je do obchodzenia przepisów.


Projekt nowej ustawy o kredytach hipotecznych oprócz zakazu udzielania kredytów walutowych, co w praktyce i tak zablokowała bankom rekomendacja S wydana przez KNF w 2013 r., zawiera także nowe obostrzenia. Sporo z nich jest natury reklamowej i marketingowej. Jakby tego było mało, projekt przewiduje obostrzenia także w ustawie o kredycie konsumenckim, i to dalej idące niż obecne regulacje. Będą im więc podlegać także firmy pożyczkowe. Uzasadnienie projektu nie pozostawia finansistom złudzeń: "Biorąc pod uwagę informacje uzyskane od Prezesa UOKiK, należy zauważyć, że sposób podawania obowiązkowych informacji w reklamach kredytu konsumenckiego nie realizuje podstawowych celów aktualnie obowiązujących rozwiązań". Ustawodawca wprost mówi, że celem nowych regulacji jest wzmocnienie pozycji konsumentów wobec banków. Oferty kredytów i pożyczek mają być bardziej przejrzyste, łatwiejsze do porównania.

Praktycznie cały artykuł 6. projektowanej ustawy poświęcono obowiązkom banków i firm pożyczkowych w zakresie reklam. Reklamy będą musiały zawierać aż osiem punktów: nazwę kredytodawcy; stopę oprocentowania (z wyodrębnieniem opłat uwzględnianych w całkowitym koszcie kredytu); całkowitą kwotę kredytu; rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (umieszczoną w materiałach reklamowych w miejscu co najmniej tak widocznym jak informacje dotyczące stopy oprocentowania); czas umowy; całkowitą kwotę do zapłaty; informację, czy dana umowa o kredyt będzie zabezpieczona hipoteką, oraz wysokość i liczbę rat.
I co najważniejsze: wszystkie te informacje mają być podane "w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny" jak informacje dotyczące kosztu kredytu, czyli koniec z drobnym drukiem w reklamach. Te same regulacje będą dotyczyć reklam kredytów konsumenckim, a więc de facto wszystkich pożyczek.
Czy to zniechęci banki i formy pożyczkowe do reklam? Nie sądzę. Instytucje finansowe, wśród których prym wiodą właśnie banki i firmy pożyczkowe, wydały w ub.r. na reklamy 783 mln zł, o blisko 5 proc. więcej niż w 2014 r. (dane: Starlink). To czwarty, po sieciach handlowych, firmach farmaceutycznych i producentach żywności, najważniejszy sektor dla rynku reklamowego. Niemniej jednak przy takim natłoku wymaganych informacji "okołokredytowych" obligatoryjnie mających znaleźć się w reklamach zaczną one chyba bardziej przypominać komunikację firm farmaceutycznych, w których już wypowiedzenie przez lektora pełnej formułki: "Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu" na jednym wydechu jest wyczynem samym w sobie.
Sprzeciw wobec planowych regulacji zgłosił Związek Firm Pożyczkowych (ZFP) - jego zdaniem eksponowanie treści pouczeń prawnych w przekazie reklamowym doprowadzi do sytuacji obserwowanej właśnie w reklamach farmaceutyków, gdzie obowiązkowe pouczenie, wyraźnie eksponowane w przekazie, nie wypływa wymiernie na zwiększenie poziomu ochrony konsumenta. W przypadku reklam produktów finansowych, gdzie treść regułki informacyjnej jest znacznie bardziej rozbudowana, regulacja taka będzie prowadziła do praktycznego uniemożliwienia prowadzenia działalności reklamowej, co bezpośrednio godzi w prawa przedsiębiorców. Związek Banków Polskich (ZBP) wskazuje, że jeżeli wymagane informacje mają zostać podane w sposób identyczny (równa wielkość czcionki etc.) jak pozostała część przekazu marketingowego, to cały materiał stanie się dla konsumenta nieczytelny, a przekaz mało przejrzysty. Podobną opinię wyraziła Konfederacja Lewiatan, zastrzeżenia zgłosili także Pracodawcy RP. Organizacje te wskazują także, że planowane 30-dniowe vacatio legis jest zbyt krótkie (proponują trzymiesięczne) właśnie ze względu na konieczność wprowadzenia zmian w materiałach reklamowych.
Nietrudno sobie wyobrazić, że jeśli tak sformułowane obostrzenia reklamowe wejdą w życie, to banki i firmy pożyczkowe po prostu zrezygnują z reklam kredytów, przerzucając się na komunikację wizerunkową albo ich marketingowcy pospołu z prawnikami znajdą sposoby na ich obejście.

Maciej Burlikowski 813 Artykuły

W "Media & Marketing Polska" od 2000 r. Zajmuje się m.in. branżą telekomunikacyjną, usług finansowych, samochodami i energetyką. Uwielbia podróże dalekie i bliskie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.