Niech boli

Każdy film Wojciecha Smarzowskiego oznacza dla odbiorcy bolesny rachunek sumienia. Po "Wołyniu" jednak widzowie nie są w stanie spojrzeć sobie w oczy i wychodzą z sali w ciszy, z opuszczonymi głowami.


O tym filmie mówi się już od miesięcy – dużo i różnie. Losy produkcji filmu Wojciecha Smarzowskiego pokazują, że nie tak dawna historia wciąż jest tematem żywym, pulsującym, nieprzepracowanym i bolesnym. Godne podziwu są akrobatyczne wręcz zabiegi reżysera, żeby uchronić „Wołyń” od wykorzystania go do celów politycznej żonglerki – począwszy od prób znalezienia środków finansowych, po nieprzyjęcie krępującej nagrody prezesa Telewizji Polskiej (ostatecznie przyjął ją producent). Wszystko, co dzisiaj mówi się o filmie w Polsce, paradoksalnie pracuje na jego korzyść. Od momentu premiery trudno jest znaleźć w Warszawie salę, w której nie będzie problemu z miejscem. Produkcja budzi wielkie emocje. Słusznie. Realizacja godna jest kina na najwyższym światowym poziomie.

Zosię Głowacką ojciec wydaje wbrew jej woli za sołtysa Skibę. Przeważa dziesięć morgów ziemi, koń, krowa i świnia. Dziewczyna kocha ze wzajemnością Ukraińca Petro. Spokój sioła i radość po wspólnym świętowaniu wesela zaburza historia: w kulturowy tygiel wołyńskiej wsi dostają się żołnierze Armii Czerwonej, bojownicy z UPA i naziści. Na tle wojennej pożogi i ludobójstwa oglądamy historię heroicznych prób ratowania resztek człowieczeństwa.

Analiza filmu zasługuje na oddzielne studium. Każdy wyjdzie z kina z innym wątkiem przewodnim, który w nim zostanie. Trudno będzie również nie odnaleźć zależności pomiędzy scenami wystąpień nacjonalistycznych bojówek a narastającymi (już w całej Europie) tendencjami do tępienia kulturowej inności. Dlatego trudno sobie wyobrazić lepszy czas dla recepcji „Wołynia”. I to również w tym filmie jest przerażające.
Zwraca uwagę montaż – momentami rwany, drastycznie cięty, skazujący odbiorcę na nagłą zmianę kolorystyki i oświetlenia. Sceny rzezi przypominają wręcz horror, choć i półgodzinna scena sielankowej atmosfery wiejskiego świętowania zdaje się zapowiadać, że na weselników zło się szykuje. Szczególnie początkowe sceny filmu są za to przepięknym filmowym hołdem złożonym ukraińskiej (czy szerzej słowiańskiej) tradycji ożenku, wierzeń, kultury i pieczołowicie przygotowanym etnograficznym rysem, który pokazuje, że Polakom i Ukraińcom wcale nie jest do siebie daleko – są jak filmowe siostry Głowackie.

W filmie nie ma złych Ukraińców, dobrych Polaków, bezdusznych Niemców czy przebiegłych Żydów. Są tylko ludzie – w całej swojej okazałości. Z żałosnymi postawami, które z moralnością nie mają nic wspólnego, ale też takimi, które rozsadzają kategorię honoru i heroizmu, z miałkością poglądów i podatnością na myślenie magiczne i fanatyzm, z dziecięcą ufnością i niespotykaną podłością. W czasach rozsianej nienawiści potrafią być zarówno piękni, jak i przerażająco źli. Nieludzko okrutni i nadludzko szlachetni. W czasie wojny kategorie aksjologiczne odrywają się od narodowości. Skrywane pole walki dobra i zła dzieje się naocznie.
To nie obdzieranie ze skóry, fruwające siekiery, odgłowione ciała i palenie dzieci żywcem w snopkach zboża w obrazie najbardziej porażają. W ciemnej sali zastygamy, bo mamy świadomość, że patrzymy, jak brat występuje przeciw bratu. Człowiek przeciwko człowiekowi. I znów: ludzie, ludziom zgotowali ten los.
To bez wątpienia najdojrzalszy, najbardziej dopracowany i przemyślany film reżysera. Smarzowski nie boi się zaglądać do zatrutej studni ludzkiej natury, zadzierać podszewki sumienia. Na końcu jednak, tak jak u Dostojewskiego, widać u Smarzowskiego światło. Bo przez nieskończenie długie minuty filmu Zosia niesie na rękach kilkuletniego synka, ryzykując dla niego wielokrotnie życiem, uciekając jak zaszczute zwierzę i za każdym razem cudem z tym życiem uchodząc. Jasnowłosy chłopiec jest synem dziewczyny o polskich korzeniach i Ukraińca. Dlatego wymowa filmu Smarzowskiego jest wyraźna: tylko empatia zrodzona z przepracowanego wspólnie cierpienia jest w stanie ludzkie rany uleczyć. Zrozumienie, czułość i pochylenie głowy nad nieoczywistością ludzkiego losu pozwolą nowe budować.  

Trzeba nie lada siły woli, żeby doszukiwać się w tym filmie celowego oskarżania jakiegokolwiek narodu. To obraz o truciźnie ślepej nienawiści i heroicznej potrzebie ocalenia miłości. Wymowa filmu nie jest wymierzona przeciwko Ukraińcom, ale przeciw nacjonalizmom. Nie przeciwko narodowi, a przeciwko złu zrodzonemu z ideologicznego podsycania narodowych różnic.
 
Pod względem aktorskim również trudno film oceniać. Aktorzy weszli w role tak mocno, że to już nie gra – to Hellinger na ekranie.
„Wołyń” trudno oceniać w kategoriach czysto filmowych, bo do końca mamy wrażenie, że na ekranie nie oglądamy filmu, tylko fragmenty historycznego snu, podszytego fałszywym przekonaniem o wyższości jednego narodu nad drugim.
Oby ten sen się nie sprawdził. I oby nie powrócił.

„Wołyń”, scen., reż.: Wojtek Smarzowski, zdjęcia: Piotr Sobociński, muzyka Mikołaj Trzaska, wyst.: Michalina Łabacz, Arkadiusz Jakubik, Jacek Braciak, Adrian Zaręba, Izabela Kuna, Wojciech Zieliński

Katarzyna Woźniak 159 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

  • Kamila Stachurska odpowiedz

    Byś wszystko złoto posiadł, które - powiadają - Gdzieś daleko gryfowie i mrówki kopają; Byś pałace rozwodził nie tylko na ziemi, Lecz i morza kamieńmi zabudował swemi: Jeśli dyjamentowe goździe Mus ma w ręku, Którymi natwardszego umie pożyć sęku: Ani ty wyswobodzisz serca z ciężkiej trwogi, Ani z okrutnej śmierci sideł wyrwiesz nogi. Lepiej polnych Tatarów dawny zwyczaj niesie, U których każdy swój dom wozi na kolesie; Lepszego rządu Getae grubi używają, Gdzie niwy nie mierzone wolne zboża dają.

  • Aleksandra Lepert odpowiedz

    Kochamy życie nie dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do życia, lecz dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do kochania. Fryderyk Nietzsche, więcej... Życia nie można sobie wybrać, ale można z niego coś zrobić. Peter Lippert, więcej...

  • Konrad Dudziak odpowiedz

    Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz. (Theodore Roosevelt)

  • Konrad Dudziak odpowiedz

    "Mówienie tak bardzo przeszkadza w myśleniu." (Tatuś Muminka)

  • Konrad Dudziak odpowiedz

    Wiele spośród rzeczy, które możesz policzyć, nie liczą się. Wiele z tych, których policzyć nie można, naprawdę sie liczą. (Albert Einstein)

  • Maciej Florek odpowiedz

    Komentarz testowy.

  • Beata Grzesiak odpowiedz

    Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru Nagła smutku kotwica, z niewidzialnego jachtu Katedra ją złowiła w sklepienia sieć wysoką Jak śmierć kamienna bryła Jak wyrok naw prostokąt Jaskółka błyskawica w kościele obumarłym Tnie jak czarne nożyce lęk który ją ogarnia

  • Konrad Dudziak odpowiedz

    Człowiek mądry widzi tylko tyle, ile powinien, a nie wszystko, co może zobaczyć.

  • Konrad Dudziak odpowiedz

    komentarz testowy

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.