Po stokroć Szymborska

Elegancki zbiór opowieści o sekretarzowaniu pierwszej damie polskiej poezji powinien znaleźć się na każdej szanującej się czytelniczej półce.

„Poezja potrzebuje rozmowy o czymś innym niż poezja, ale też i zwykłego życia. No i samotności, namysłu”. Właśnie o tym jest ta książka: o ułamku poetyckiego uniwersum, do którego mamy dostęp dzięki relacji wieloletniego sekretarza Wisławy Szymborskiej. Książka wydana cztery lata po śmierci noblistki pozwala pięknie ją wspominać. I potęguje poczucie wielkiej straty.

Wciąż niewystarczająco znana w Polsce poetka. Potężny umysł o świeżości dziecięcego zdziwienia i trzeźwości fizyka. Mistrzyni słowa, którą we Włoszech wielbi się na kolanach. W Polsce na forach internetowych – miesza z błotem. Autorka niewielu tomów poetyckich, których zawartość jest najlepszym komentarzem do rzeczywistości i miejsca człowieka w świecie – bez względu na epokę i kontynent. Autorka ciętych ripost, skrzydlatych słów, miłośniczka ostrych skrzydełek z KFC i fanka Andrzeja Gołoty. Krucha, osobna, z talentem plastycznym i mentalnym rozmachem, a przy tym – niespotykaną, autentyczną skromnością.
Nie była łatwym i oczywistym człowiekiem. Pięknie i dyskretnie pisze o tym Rusinek, nie wprost, z ciepłym dystansem, bez przesady. Indywidualistka o nieprawdopodobnej inteligencji, dama, która nie musiała tego podkreślać na każdym kroku. Przerażona sławą i zamieszaniem wokół siebie wielka osobowość naszej epoki nie gardziła dobrym żartem, ale trzy osoby wokół niej stanowiły już tłum. Nie znosiła small talków, wylewnej serdeczności salonów, kochała przedmioty niepozorne, po mistrzowsku igrała z kiczem. Bardzo serio traktowała rozmowy z dziennikarzami – być może dlatego z zasady nie udzielała wywiadów, a w epoce krwiożerczych newsów odpowiadała: „dzisiaj panu nie odpowiem, proszę przyjść jesienią”.  
Oprócz wspomnień o słynnych krakowskich loteryjkach (podczas jednej z nich Adam Zagajewski wylosował miotłę, której Szymborska, jak utrzymywała, używała jedynie do celów komunikacyjnych) wiele tu relacji z podróży, włoskich zachwytów, szwedzkich stresów i polskich zawirowań. Dyskretne komentarze Rusinka pozwalają również z innej perspektywy spojrzeć na poezję noblistki. I odważyć się na odczytanie własne, niepowtarzalne, dalekie nawet od tego, co dyktują krytycy.

Wielkim walorem książki jest to, że aż skrzy się od anegdot z literacko-wydawniczego świata, od wspomnień ludzi tworzących kulturę, a nie tylko nią handlujących. Mnóstwo w tych opowieściach szacunku, ciepła i coraz rzadszej anegdotycznej elegancji, za którą na co dzień tęsknią twórcy i wymagający czytelnicy, a w zamian dostają relację live w mediach społecznościowych. Pod wpływem atmosfery spotkań krakowskich intelektualistów niejednokrotnie można zarykiwać się ze śmiechu, żeby za chwilę złapać się na refleksji, że każda z zabawnych historii podszyta jest powagą. O anegdocie pisze Rusinek, że „jest szlachetniejsza od dowcipu. To literatura towarzyska. Fabuła o różnych narracjach, o różnych bohaterach. Przekazywana ustnie. Nie do publikacji, przynajmniej etymologicznie. Koniecznie z puentą. Opowiadana zamiast poważnej narracji, intymnego wyznania i płomiennej deklaracji”. I to bodaj najbardziej celny opis, jaki charakter ma książka Rusinka. Dodatkowo bogato ilustrowana, z rzadkimi zdjęciami noblistki, do których nie znosiła pozować. Zatem: precjozo.

Samego autora w książce jest sporo. Siłą rzeczy – to jej wieloletni zaufany sekretarz, prawa i lewa ręka; „ustami swego sekretarza” całowała po nogach korespondentów, to on znajdował się na pierwszej linii strzału, chronił ją i torował jej drogę w gąszczu spragnionych sensacji mediów. Szczególnie ostatnie wspomnienia – relacjonowane oszczędnie i rzeczowo – uświadamiają, jaka niezwykła, niedefiniowalna więź narodziła się między poetką a sekretarzem. O ile wcześniejsze wspomnienia mogą doprowadzić do ataków śmiechu, o tyle ostatnie wspomnienia wielu – tak po ludzku - ścisną za gardło.
„Nic zwyczajnego” to niezwykła powieść - o twórczej samotności, wyobcowaniu i nieustannej próbie komercjalizacji tego, co komercyjne w swoim źródle nie jest.
W ferworze dyskusji o zasadności przyznania literackiego Nobla Bobowi Dylanowi „Nic zwyczajnego” pozwala wrócić do źródeł pojęcia literatury. Z okazji dwudziestolecia przyznania Szymborskiej Nobla - lektura tej książki to obowiązek i, co nie bez znaczenia, rzadko spotykana wydawnicza przyjemność.

Michał Rusinek, "Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej", Znak, Kraków 2016.

Katarzyna Woźniak 215 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.