Dzięki UE internet w Polsce zyska gwarancję szybkości

Kolejni dostawcy internetu zmieniają regulaminy, wprowadzając gwarancje dla konsumentów, by zdążyć przed nowym rokiem.

Unia i Bruksela to nie samo zło i biurokracja. Tym, którzy nie pamiętają, przypomnijmy, że to m.in. Neelie Kroes, unijnej komisarz ds. konkurencji (kadencja 2004-2009), zawdzięczamy, że Apple zniósł ograniczenia geograficzne w swoim sklepie iTunes dla użytkowników z Polski, a w 2011 r. uruchomił już lokalną jego wersję.

Parlament Europejski zadecydował 

Teraz dzięki Unii będziemy w stanie porównać oferty firm telekomunikacyjnych, jeśli chodzi o dostępu do internetu. Dlaczego dopiero teraz, skoro internet jest już w zasadzie usługą powszechną? Według UKE mamy ponad 14 mln użytkowników internetu, ponad 7,1 mln stacjonarnego i ponad 6,6 mln mobilnego. Ano dlatego, że do tej pory operatorzy w reklamach i komunikatach marketingowych posługiwali się wyłącznie maksymalną możliwą do uzyskania w ramach danej technologii i w określonej opcji usługi szybkością transmisji. Kupowaliśmy więc internet "do" 10, 20, 50 czy 100 Mb/s. Czyli, jakkolwiek absurdalnie to brzmi, operator "gwarantował" nam, że szybciej nie będzie. Ale jaka będzie minimalna prędkość pobierania danych w wykupionej opcji, tego konsument nie wiedział. Operatorzy latami solidarnie bronili się przed wprowadzeniem (czy choćby deklarowaniem) minimalnych gwarantowanych prędkości internetu. Czyli porównując i wybierając oferty, konsument de facto porównywał najszybszy możliwy do osiągnięcia parametr, bez gwarancji jakiejkolwiek szybkości minimalnej, mając tylko nadzieję, że im wyższą opcję kupi, tym będzie mieć lepiej.

Aż w listopadzie 2015 r. Parlament Europejski i Rada (UE) przyjęły rozporządzenie 2015/2120 o tzw. neutralności sieci, czyli gwarancji równego i niedyskryminacyjnego traktowania transmisji danych. Stanowi ono, że dostawcy internetu na terenie państw UE nie mogą go w żaden sposób ograniczać (cenzurować) ani uprzywilejowywać ze względu na treści. Rozporządzenie to przynosi jednak konsumentom szereg dodatkowych praw. Między innymi dostawca internetu musi w umowie lub regulaminie usługi, stanowiącym część tej umowy, jasno i wyraźnie wskazać, jaka jest maksymalna gwarantowana prędkość dostępu do internetu (jak to było dotychczas), ale także jaka będzie minimalna gwarantowana przez operatora szybkość usługi (pobierania i wysyłania danych) w każdej z dostępnych opcji oraz jaka będzie tzw. zwykle dostępna szybkość (czyli dostępna przez większość czasu). 

"Nie gwarantujemy minimalnej prędkości transmisji danych w sieci Internet" - zapis usunięty właśnie z regulaminu Orange Polska

No i z początkiem grudnia zrobił się ruch - kolejni dostawcy internetu w Polsce publikują nowe wersje swoich regulaminów, z wpisanymi do nich gwarantowanymi prędkościami internetu, w tym także tę minimalną gwarantowaną. Teraz porównując oferty operatorów, możemy mieć więc pewność, jaką usługę w najniższym i najwyższym parametrze de facto kupujemy. A dlaczego wszyscy akurat teraz? Muszą się pospieszyć, gdyż nowe przepisy wchodzą w życie od 1 stycznia 2017 r.

Aby nie było tak słodko, to łyżka dziegciu - nowe regulacje zobowiązują operatorów do zagwarantowania minimalnej prędkości tylko w przypadku internetu stacjonarnego, internetu komórkowego (mobilnego) to nie dotyczy.

Minimalne, gwarantowane i zwykłe 

I tak w przypadku Orange Polska, największego dostawcy stacjonarnego internetu (2,02 mln odbiorców) w intensywnie obecnie promowanych przez Orange ofertach internetu światłowodowego (HTTF) te gwarantowane prędkości wyglądają następująco: w opcji 100 Mb/sek minimalna prędkość pobierania danych ma wynosić połowę nominalnej szybkości, czyli 50 Mb/sek, a wysyłania - 5 Mb/s. W opcji 300 Mb/s - gwarantowana szybkość pobierania wyniesie 100 Mb/s, a wysyłania - 10 Mb/s. W najwyższej opcji 600 Mb/s - operator gwarantuje pobieranie z szybkością 150 Mb/s, a wysyłanie z prędkością 15 Mb/s. Oprócz minimalnych szybkości gwarantowanych, operator zobowiązuje się, że tzw. prędkości zwykle dostępne wynosić będę 90 proc. nominalnych prędkości w każdej z wymienionych opcji usługi. Ta prędkość zwykle dostępna to szybkość transferu, jaką użytkownik może, według deklaracji operatora, uzyskać przez 70 proc. okresu rozliczeniowego.
W starszych wersjach Neostrady (po kablach miedzianych, a nie światłowodowych), czyli w opcjach od 2 do 80 Mb/s operator deklaruje, że prędkości zwykle dostępne będą wynosić 70 proc. maksymalnych.

UPC Polska, największy w kraju operator kablowy, także dostosowuje swój regulamin usług do nowych przepisów unijnych. UPC określiło, że w przypadku jego usług internetu stacjonarnego minimalna gwarantowana prędkość pobierania i wysyłania danych będzie wynosiła 40 proc. prędkości nominalnej (maksymalnej). Natomiast tzw. prędkości zwykle dostępne (przez większość czasu) mają wynosić 80 proc. maksymalnych w przypadku internetu z prędkością powyżej 100 Mb/s i 70 proc. maksymalnych w niższych opcjach (prędkości poniżej 100 Mb/s). UPC Polska ma 1,09 mln abonentów stacjonarnego internetu, a w październiku br. jej właściciel - Liberty Global - ogłosił transakcję kupna Multimedia Polska, która obsługuje 835 tys. abonentów (wszystkich usług).

Z kolei firma Vectra, drugi pod względem wielkości operator kablowy w kraju, gwarantuje, że minimalne prędkości wysyłania będą wynosić połowę (50 proc.) maksymalnych prędkości w poszczególnych opcjach. I tak np. w opcji internetu 160 Mb/s (najszybszy jaki operator aktualnie oferuje) minimalna prędkość wysyłu będzie wynosić 80 Mb/s. W przypadku opcji 150 Mb/s będzie to 75 Mb/s, w przypadku 120 Mbs/ - 60, w opcji 100 Mb/s - 50 itd. Vectra ma 555 tys. odbiorców internetu stacjonarnego.

Także T-Mobile Polska, który po przejęciu firmy telekomunikacyjnej GTS świadczy usługi stacjonarne dla klientów biznesowych, gwarantuje, że maksymalna szybkość wysyłania danych w jego ofertach 10 i 20 Mb/s, będzie wynosić 1 Mb/s. W przypadku opcji 6 Mb/s będzie to 512 kb/s, a w opcji 3 Mb/s - 256 kb/s.
Gwarantowane prędkości minimalne pobierania i wysyłania będą wynosić co najmniej 50 proc. prędkości maksymalnych. Natomiast tzw. prędkości zwykle dostępne, czyli przez większość czasu, mają wynosić co najmniej 75 proc. prędkości maksymalnych.

Maciej Burlikowski 812 Artykuły

W "Media & Marketing Polska" od 2000 r. Zajmuje się m.in. branżą telekomunikacyjną, usług finansowych, samochodami i energetyką. Uwielbia podróże dalekie i bliskie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.