Z kogo się śmiejecie?

W "Honorowym obywatelu" wyprawa argentyńskiego noblisty do rodzinnego miasteczka staje się ponadczasową opowieścią o zawiści, kompleksach i lokalnych koteriach. Zaskakują przy tym analogie odzwierciedlające rodzime i bardzo polskie pozycjonowanie sektora "kultura".


Laureaci Nagrody Nobla nie mają łatwo. Ogrom obowiązków, który spada na nich z dnia na dzień, w najlepszym wypadku twórczo ich knebluje. Dotychczas anonimowi, zaszyci w bibliotekach, snujący się po ulicach miast albo uznawani na nieszkodliwych dziwaków, z dnia na dzień trafiają na pierwsze strony tabloidów i portali plotkarskich. Taka Wisława Szymborska, na przykład znana swego czasu garstce krakowskich poetów i literaturoznawcom, a wielokrotnie wśród rodaków jeszcze długo po Noblu uznawana za autorkę "Placówki", była zaraz po wręczeniu nagrody nagabywana tak wściekle, że niezwłocznie musiała zatrudnić sekretarza. Laureat literackiego Nobla Seamus Heaney, znając katastrofę z autopsji, napisał Szymborskiej pełen empatii list, w której życzy jej siły do przetrwania tego potwornego czasu.  
Daniel Mantovani zdążył się już jednak oswoić z nadmiarem propozycji spotkań, odczytów, wykładów i wieczorków autorskich. Wszystkie odrzuca. Nawet mowa w Sztokholmie doprowadziła szanowne audytorium do konfuzji: Mantovani stwierdzał gorzki fakt, że oto stał się z dnia na dzień ulubieńcem krytyków, królów i i jurorów, a jego twórczość została uznana za niekontrowersyjną - międzynarodowa nagroda stępiła mu więc pazury, częściowo ukruszyła twórczy cel.
Teraz Nobel się w nim uleżał i ukołysał. Wie, że nic nie musi i w pełni z tego prawa korzysta. Pozornie jednak tylko wszystko może, bo z trudem przychodzi mu chociażby pisanie. Wśród tysięcy listów i propozycji, które skrupulatnie gromadzi jego agentka, uwagę pisarza zwraca zaproszenie do rodzinnego miasteczka w Argentynie - Salas. Wieki tam nie był. Ignorując zaproszenia tuzów kultury i salonów literackich, decyduje się wyruszyć w długą podróż do prowincjonalnej mieściny, która chce uhonorować swojego krajana wszystkim, co najlepsze, czyli honorowym obywatelstwem.  
Są więc i przewoziny ulicami miasta na dachu wozu strażackiego, uściski rąk, spotkania autorskie, jurorowanie w miejscowym konkursie plastycznym i niezliczone zaproszenia pod strzechy. Jest tak, jak ostrzegał Heaney: następuje wysyp dotąd nieznanych przyjaciół i krewnych, mnożą się prośby o pieniądze, pomoc i uchylenie nieba. Bo skoro krajan, to przecież i miasteczko powinno być przez niego traktowane szczególnie. Powoli zaduch mieściny (dosłownie) ładuje mu się do łóżka, bo międzynarodowy sukces Mantovaniego postrzegany jest nie tylko jako zasłużony sukces samego Salas, ale też zapowiedź lepszego życia dla wszystkich mieszkańców. Podczas rozstrzygania konkursu plastycznego pisarz postanawia pozostać wiernym sobie i, ignorując miejscowe koterie, nie ogłasza bohomazu lokalnego urzędowego bitnika najlepszą pracą. Takiego gwiazdorzenia jest dla mieszkańców Salas za wiele. Bitnik podjudza, narasta lokalna złość, mieszkańcy nie kryją żalu i złości, zaczynają nawet dybać na życie noblisty. Pozorna wylewność i serdeczność zaczynają ustępować miejsca zawiści, małostkowości i chęci wzięcia odwetu za niesprawiedliwość dziejowo-geograficzną.

Film zaskakuje konstrukcją, która otwiera rozległe pola interpretacyjne. Kolejne sceny mnożą pytania nie tylko o granice wolności twórczej, ale również o obowiązki moralne pisarzy, konieczność zachowania "postawy wyprostowanej" i problem natury etycznej: czy przeniesienie autentycznych wydarzeń do świata literatury zmazuje grzech współuczestnictwa? Niezwykle ciekawą płaszczyzną interpretacyjna jest ta socjologiczna. Krzysztof Varga w swoim felietonie dla "Dużego Formatu" zaznaczył, że to co prawda film argentyński, ale obnażane mechanizmy doskonale znamy z rodzimego podwórka. W skrócie: ten sam naród swojego bohatera wynosi na piedestał, a w następnej chwili skutecznie go opluwa. Wystarczy jeden kamyczek do ogródka w Salas, działanie według scenariusza odmiennego niż ten zaprezentowany przez burmistrza, łyżka dziegciu - a z lokalnego literackiego pisarz nagle przeistacza się w zdrajcę kalającego własne gniazdo. Bo - jeśli dostał Nobla, to jego świętym obowiązkiem jest głosić chwałę Salas na świecie. A jeśli Salas prezentuje jako zakompleksione małe miasteczko, obowiązkiem moralnym lokalnej społeczności jest dokonać na pisarzu linczu.
Zadziwiające są analogie scenariusza Andresa Duprata do wydarzeń kulturalnych chociażby ostatnich lat w Polsce. Interpretacji warto doszukać się samodzielnie, a i na zaskakujące zakończenie w kinie poczekać. Obraz opalizuje znaczeniami szczególnie w roku po przyznaniu Nobla Bobowi Dylanowi, ale i w świetle rodzimych wydarzeń (dyskusja o Nagrodzie Literackiej Nike dla Bronki Nowickiej, niejasny w wielu mediach status Olgi Tokarczuk po jej głośnej powieści i licznych deklaracjach) uzyskuje nowy wymiar interpretacyjny i lokalny. Brawurowa rola Oscara Martineza pozostanie w pamięci również dzięki tej kwestii: "Najlepszą polityką kulturalną jest brak polityki. Uważa się zawsze, że kultura jest słaba, krucha, rachityczna. Że wymaga nadzoru, ochrony, promocji i subwencji. Kultura jest niezniszczalna. Potrafi przetrwać najgorsze kataklizmy. Uważam, że słowo kultura zawsze pada z ust najbardziej prymitywnych, głupich i niebezpiecznych ludzi".
Całość to świetna, spójnie skonstruowana opowieść o zawiści, społecznych kompleksach i osamotnieniu twórcy. Ci, co piszą, będą zadowoleni z pośredniego przekazu dzieła: literatura, sztuka w ogóle, ostatecznie zawsze się obroni. Choćby było to pyrrusowe zwycięstwo.
Mocny, godny i wart tego wyścigu argentyński kandydat do Oscara.

Honorowy obywatel, reż. Gastón Duprat, Mariano Cohn, scen. Andrés Duprat, wyst. Oscar Martinez, Dady Brieva.

Katarzyna Woźniak 226 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.