ZETknięcie z radiowym przebojem

W interesie każdej komercyjnej stacji radiowej leży granie przebojów, które przyciągną możliwie szeroką rzeszę odbiorców. Pomysły polityków "promujące" polską muzykę na siłę mogą się odbić czkawką zarówno słuchaczom, jak i radiowcom. Finalnie stracą wszyscy.

Na zdjęciu: Joanna Sołtysiak, dyrektor muzyczna Radia ZET

Codziennie ponad 22 miliony Polaków powyżej 15. roku życia słuchają radia. Mimo różnych gustów i preferencji to właśnie oni decydują o tym, jakie piosenki znajdą się na antenie i w jakiej rotacji.

Przede wszystkim słuchacz
Eksperci z branży radiowej są zgodni – stacjami komercyjnymi rządzą prawa rynku. Misyjność to rola rozgłośni publicznych.

– Układanie playlisty to sztuka kompromisu – mówi Joanna Sołtysiak, dyrektor muzyczna Radia ZET. – Musimy tak dobierać piosenki, by podobały się możliwie szerokiej publiczności. Właśnie dlatego w Radiu ZET na pewno nie usłyszymy hip-hopu, metalu czy alternative. Tego „nie kupuje” nasz słuchacz, a to on jest najważniejszy – dodaje Sołtysiak.

Na tym polega m.in. formatowanie radia. Zawartość muzyczną dostosowuje się do preferencji grupy docelowej. W Polsce wyróżniamy sześć głównych formatów, które zazwyczaj przenikają się: AC (Adult Contemporary), Hot AC, CHR (Current Hot Radio), Oldies, Rock i Talk & News. W stacjach pokroju Radia ZET najczęściej usłyszymy szeroko rozumianą muzykę popularną bazującą na przebojach ostatnich 15-20 lat. Zarządzaniem playlistą zajmuje się szef muzyczny. Jego zadaniem jest filtrowanie potencjalnie najlepszych piosenek spośród tysięcy polskich i zagranicznych utworów, a następnie ich właściwe układanie. Dobrze ułożona playlista zawiera bowiem odpowiednie proporcje brzmień, tempa i zachowany rytm piosenek. Ma to zasadniczy wpływ na postrzeganie stacji.

Głównym narzędziem szefów muzycznych są regularne badania preferencji muzycznych. Za nim jednak piosenka zostanie poddana takiej weryfikacji, musi zostać zauważona. – Na bieżąco śledzę to, co dzieje się na muzycznych rynkach. Muszę wiedzieć, jakie są najczęściej grane single na świecie, co dzieje się w YouTube i głównych serwisach streamingowych. Słucham też singli, które przysyłają wytwórnie i artyści niezależni. Ważne są muzyczna intuicja i doświadczenie – wymienia Sołtysiak. Po pozytywnej ocenie respondentów piosenka trafia testowo na antenę. Jeżeli się sprawdzi, będzie grana częściej. To naturalna kolej lansowania przeboju. W tej kwestii rynek polski nie różni się od innych.

Ustawa nie powinna regulować gustu słuchaczy
W Polsce obowiązuje regulacja narzucająca wszystkim stacjom granie przynajmniej 33 proc. piosenek w języku polskim, z czego 60 proc. musi być emitowane w godz. 5-24. Ustawodawcy chcieli w ten sposób promować rodzimą muzykę. – O tym, co staje się przebojem, decyduje przede wszystkim słuchacz. Nie ma znaczenia, czy piosenka śpiewana jest po polsku, francusku, czy angielsku – komentuje dyrektor muzyczna Radia ZET.

Tymczasem niektórzy politycy chcą jeszcze bardziej zaostrzyć obowiązujące przepisy. Według koncepcji posła Piotra „Liroya” Marca z klubu Kukiz’15 odsetek polskich utworów emitowanych na antenie powinien wzrosnąć do 50 proc. – Nie znamy jeszcze konkretów tego pomysłu, ale już sama zapowiedź brzmi groźnie. Nie da się regulować gustów za pomocą dekretów i ustaw. Badamy polskie piosenki i te najlepsze gramy. Korzystniej byłoby inwestować w zdolnych muzyków, a nie obniżać standardy przez nakazywanie grania gorzej ocenianych utworów – ocenia Sołtysiak.

Radiowcy obawiają się, że proponowane przez Liroya zmiany mogłyby spowodować odwrócenie się części, zwłaszcza młodych, słuchaczy w stronę zagranicznych serwisów streaminowych. Zastanawiające jest też, co miałyby zrobić stacje sprofilowane, typu Radio ZET Chilli.

Dziś muzyka nie zna granic. Każda piosenka uczestniczy w rynku na równych prawach. Problemem polskich artystów jest konieczność konkurowania z zagranicznymi produkcjami, które powstają za wielkie pieniądze i przy których pracuje sztab fachowców. Przebiją się tylko najlepsi i tych można usłyszeć w największych rozgłośniach. Sołtysiak bez wahania wymienia przykłady artystów młodego pokolenia: Dawid Podsiadło, Sarsa, Natalia Nykiel, Szymon Chodyniecki, Antek Smykiewicz czy zespół LemON, którego piosenka „Scarlett” została uznana przez słuchaczy przebojem 25-lecia Radia ZET. – Ich piosenki bronią się same. Jeśli podobnych artystów będzie przybywać, żadne regulacje nie będą potrzebne – przekonuje szefowa muzyczna Radia ZET. – Może warto zacząć od inwestowania w edukację muzyczną młodego pokolenia. Wzorcem powinna być Szwecja, która dziś, dzięki konsekwentnej polityce, na muzyce z zagranicznych tantiem zarabia tyle co ze sprzedaży rud żelaza czy wódki i jest trzecią muzyczną potęgą po Stanach i Wielkiej Brytanii - dodaje.

Obowiązująca ustawa traktuje anglojęzyczne piosenki polskich artystów jak utwory zagraniczne.

Na zdjęciu: Edyta Górniak

Na zdjęciu: Margaret

Kierunek – Białoruś?
W Europie kwestia regulacji prawnej ochrony rodzimej muzyki rozwiązywana jest na różne sposoby. Żadne restrykcje nie obowiązują m.in. we Włoszech, w Niemczech czy Szwecji. Na Słowacji, Ukrainie czy Słowenii rozgłośnie muszą grać od 20 do 25 proc. krajowych piosenek. Jeszcze inne przepisy są w Portugalii (25 proc. dla stacji komercyjnych w godz. 7-8 oraz 60 proc. dla radia publicznego, w tym 35 proc. z ostatnich 12 miesięcy – dotyczy to utworów inspirowanych kulturą, a nie języka), Danii (od 0 do 40 proc. czasu) i Norwegii (35 proc. dla radia publicznego z wyjątkami dla stacji lokalnych).

Poseł Marzec powołuje się na przykład Francji, gdzie rozgłośnie muszą poświęcać co najmniej 40 proc. czasu na piosenki śpiewane po francusku. Nie dodaje jednak, że kolejne pomysły ograniczenia wolności w eterze spotkały się z falą krytyki i protestów największych stacji radiowych. Wynika to głównie z tego, że coraz więcej artystów francuskich nagrywa swoje utwory w języku angielskim, dającym większe możliwości robienia kariery międzynarodowej. Regulacja nie obejmuje jednak takich sytuacji. Podobnie jak w Polsce. Bardzo dobre anglojęzyczne utwory takich wykonawców jak Margaret, Afromental, Dawid Podsiadło czy Smolik traktowane są przez ustawę jak piosenki Adele czy Rihanny. – Ewenementem na europejskim rynku radiowym jest Białoruś. Tam aż 75 proc. emitowanych utworów musi być wykonywanych przez krajowych artystów. Czy takim wzorcem chcemy się kierować? – pyta retorycznie Sołtysiak. Krytycznie do pomysłów wprowadzania muzycznych ograniczeń odnosi się też Nik Goodman, były dyrektor muzyczny Virginia Radio, a obecnie międzynarodowy konsultant radiowy pracujący dla największych rozgłośni na świecie. W jego opinii takie zapisy mogą być szkodliwe dla rynku radiowego. Podaje przy tym przykład największego austriackiego radia Ö3, które po wprowadzeniu 15 proc. tzw. Austropop--kwoty straciło tysiące słuchaczy. – Politycy nie powinni decydować o tym, co znajdzie się na radiowych playlistach. Zmuszanie prywatnych rozgłośni do grania rodzimej muzyki przypomina wprowadzanie obowiązku, by w galeriach sztuki wisiały jedynie obrazy krajowych artystów. Żadne regulacje prawne nie sprawią, że muzyka będzie lepsza. Na koniec to słuchacz decyduje, co jest przebojem, a co nie – podsumowuje Goodman.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.