Tajemnica zgryźliwego tetryka

Mężczyznę imieniem Ove trudno polubić. A od książki - wręcz nie sposób się oderwać.


Ove to bohater wysokiego ryzyka. Trudno go polubić od początku. Nie umie znaleźć sobie miejsca w świecie, w którym rzeczy stają się niepotrzebne, zanim się zniszczą. Do szału doprowadzają go gamonie, którzy nie potrafią cofać z przyczepą, wejść na drabinę bez konieczności odwiedzenia oddziału traumatologii, piją kawę z ekspresów, a nie zaparzoną za pomocą filtra i gardzą dłubaniną w domowym garażu. Często wszczyna awantury, ściga osiedlowych rzezimieszków, do których zalicza słabych kierowców, urzędników i wszelkie niedojdy. Sieje postrach wśród sąsiadów, niejednokrotnie jest obiektem drwin, choć nikt nie ma odwagi na konfrontację.

Ove zawsze uważał, że człowiek musi pełnić jakąś funkcję, więc dbał o swoją społeczną przydatność, "pracował, nigdy nie był chory, ożenił się, spłacał kredyt, płacił podatki, jeździł porządnym samochodem" i nie mógł zrozumieć, że można wybierać inną markę niż Saab. Zawsze pragnął od życia tylko najprostszych rzeczy: dachu nad głową, cichej ulicy, samochodu i kobiety, której można dochować wierności. A także domu, w którym od czasu do czasu coś się popsuło, żeby człowiek miał przy czym majstrować. Nie tolerował ignorancji zasad i reguł. Porządek musiał być.
Ovego poznajemy w trudnym technologicznie momencie - w sklepie elektronicznym próbuje kupić iPada, złorzecząc Bogu ducha winnemu sprzedawcy. Trudno mu było przyjąć kwotę, którą trzeba zapłacić za komputer, do którego na domiar złego nie dodaje się klawiatury. Świat wokół Ovego jest groźny i nie do życia - to cud, że mężczyzna o jego konstrukcji uchował się na nim przez 59 lat.

Ove ma swoją tajemnicę. Od kilku tygodni z pietyzmem przygotowuje samobójstwo. Stara się przewidzieć wszystkie konsekwencje śmierci, więc sprząta, przygotowuje dokumenty, daje wytyczne, zabezpiecza mieszkanie, żeby jak najmniej w wyniku przeprowadzenia akcji skończenia ze sobą je zniszczyć. Kiedy w jego skrzynkę na listy przed domem wjeżdża któregoś dnia rozwrzeszczana rodzina, jeszcze nie wie, że samobójstwo będzie zmuszony odłożyć na później.
Jak by złośliwości losu było mało, do Ovego przypałętał się bezczelny kot, który Ovemu od początku się nie spodobał, a uczucie to było w najwyższym stopniu odwzajemnione. (Zwierzęcy bohater jest dowodem na absolutne mistrzostwo Fredericka Backmana w konstrukcji psychologicznej - kot ma niepospolitą, wyrazistą osobowość, a przy okazji wiele jego zachowań stanowi w warstwie fabularnej kapitalny, rozbrajająco zabawny komentarz do wydarzeń).  

Historię przeszłości Ovego poznajemy fragmentami, narracja prowadzona jest dwutorowo. Z kolejnych odsłon dowiadujemy się, co spowodowało, że Ove postrzegany jest jako wyjątkowo złośliwy tetryk, aspołeczny furiat i wróg białych kołnierzyków. W tle snuje się wzruszająca miłosna historia Ovego i Sonji - jedynej kobiety, która nadawała jego życiu sens, a teraz jej zabrakło.
Backman stopniowo zanurza nas w świat twardych zasad, męskich reguł, ale i samotności, odrzucenia, poniżenia i trudnej do pojęcia niesprawiedliwości - czy to pochodzącej od losu, czy ludzi.
Z obyczajowej opowieści o sąsiedzkich niesnaskach i potyczkach w pewnym momencie urasta do rangi wzruszającej i bardzo przyzwoitej literatury, od której nie sposób się oderwać choć na chwilę.

Konstrukcja powieści - spójna, mimo swojej przynależności do gatunku powieści obyczajowej, trzymająca w napięciu, przypomina nieco ciepłe amerykańskie opowieści w stylu "Stalowych magnolii". Aż do zakończenia Backmanowi udaje się uniknąć nadmiaru ckliwości i melancholii. Tych ostatnich wkrada się na koniec odrobina, co jednak w niczym powieści nie ujmuje.
W książce dominują nagłe zwroty, rewelacyjne dialogi, piekielnie złośliwe komentarze i przekomiczne sytuacje, które śledzimy, rycząc ze śmiechu. Nawet się nie spostrzeżemy, kiedy tytułowy tetryk skradnie nam serce. Backman to sprawny narrator, mistrz konstrukcji nieoczywistych scen z nagłymi zwrotami akcji i kapitalny psycholog, który konstruuje postaci cielesne, drgające, żywe i domagające się od czytelnika natychmiastowej emocjonalnej reakcji.

"Mężczyzna imieniem Ove" to również opowieść o świecie, który odchodzi. Świecie ludzi o za dużych sercach, zbyt wyrazistych przekonaniach, twardych zasadach. O pokoleniu, w którym człowiek był tym, co robił, a nie tym, co mówił. Powieść Backmana to przykład wartościowej beletrystyki - nienachalnej, głębokiej, nienapuszonej. Pięknej.

Nic zatem dziwnego, że nagroda publiczności tegorocznej edycji Festiwalu Filmowego Wiosna Filmów trafiła do szwedzkiej komedii pt. "Mężczyzna imieniem Ove" w reżyserii Hannesa Holma na podstawie omówionej powieści. Film zdobył szereg nagród na światowych festiwalach, w tym Europejską Nagrodę Filmową dla najlepszej komedii europejskiej ubiegłego roku. Nominowany był również do Oscarów 2017 w dwóch kategoriach: „Najlepszy film nieanglojęzyczny” i „Najlepsza charakteryzacja”. W lipcu obraz wejdzie na ekrany polskich kin (dystrybucja: Aurora Films).

Fredrik Backman, "Mężczyzna imieniem Ove", tłum. Alicja Rosenau, WAB, Warszawa 2014

Katarzyna Woźniak 171 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.