Sprzedaj duszę korporacji

Grzmoty pod adresem międzynarodowych gigantów korporacyjnych i cyfrowego ubezwłasnowolnienia trącą już dawno myszką - reżyser zda się o tym zapominać w filmie "The Circle. Krąg".


Bystra i pracowita Mae trwoni swój intelektualny potencjał w małej amerykańskiej mieścinie, za korpobiurkiem, jako uciążliwy i znienawidzony przez wszystkich telewindykator. Pracuje ciężko, bo musi pomagać w opiece nad chorym ojcem. Jej światowa koleżanka pewnego dnia informuje ją o prowadzonej właśnie rekrutacji w prestiżowej korporacji The Circle. Skuszona snami o finansowej potędze i atrakcyjnym ubezpieczeniem zdrowotnym, z którego może skorzystać ojciec, Mae ochoczo bierze się do pracy. Wpada tym samym w wir nie tylko obowiązków, ale i serii cyrografów, których podpisanie próbuje wyegzekwować od niej firma. Międzynarodowa sieć relacji, nieograniczony dostęp do danych o najintymniejszym szczególe z życia użytkownika i wszechobecność internetowych kamerek prowadzą, jak się łatwo domyślić, do katastrofy.  


Reżyser James Ponsoldt próbuje opowiedzieć o niebezpieczeństwie wirtualnych relacji, hegemonii social mediów, samotności cyfrowego człowieka i potrzebie przestrzegania etyki w biznesie. Plan miał ambitny i potężny, środki w zasadzie nieograniczone, ale obuch spadł z trzonka pod wpływem szerokości kąta zamachu.   

Przesłanie (a raczej wielość prób skonstruowania czegoś na kształt przesłania) rozdrabnia się na wielu płaszczyznach filmu. Niestety, większość prób interpretacji pozostawi niedosyt. Reżyser gubi ważne wątki, wytraca impet narracyjny, sceny z dreszczykiem odsącza z dreszczy, uderza w obrazowanie niewiarygodne. Bo same grzmoty pod adresem międzynarodowych gigantów korporacyjnych trącą już dawno myszką. Straty też są, a jakże. Reżyser topi na przykład arcyciekawie zadzierzgnięty problem przezroczystości figur publicznych, co miało szansę stać się jedną z bardziej oryginalnych scen monologowych w filmach ostatnich lat. Niezłe (bo bliskie rzeczywistości) są sceny "wkupiania się" w łaski innych pracowników za pomocą narzędzi socialmediowych. Dobitnie w tej scenie udało się pokazać żałosną i smutną skądinąd płaskość i sztuczność internetowych relacji. Wątek miłosny jest sztywny i przewidywalny (idylliczne spływy kajakowe kontra lanserskie firmowe imprezy i korporacyjne wiece), emocje w filmie - drętwe i nieforemne jak nowe emotikony Messengera.

Żeby było jasne: obecność Emmy Watson - zawsze mile widziana. Ale z naciskiem na jej obecność konferencyjną, podczas której aktorka z ogniem mówi o równouprawnieniu kobiet i robi w tym kierunku zdecydowane posunięcia, bez nadmiernego pudru, mitrężenia idei i salonowej, obrzydliwej minoderii. Niestety, od czasu roli Hermiony w sadze o Harrym Potterze (i to z zaznaczeniem, że chodzi o rolę w pierwszej części, kiedy Watson miała lat nie więcej niż dziesięć) jej warsztat nie ewoluował. Wiecznie ta sama mina zmęczonego zwierzątka albo przestraszonej magicznej sekutnicy niedobrze robią samej Watson. Dlatego pod względem aktorstwa Emmy w "Kręgu" najlepsze są te sceny, kiedy filmowana jest z oddalenia. Albo zamiast niej jest w kadrze Tom Hanks. Tak, w tych scenach wypada znakomicie. Pozostali członkowie obsady robią, co mogą, ale scenariusz każe ich talentom z piskiem hamować. Dlatego oglądamy w głównej mierze ekranowe iskry. Straszna szkoda.

Film miał być krytyką korporacyjnej pazerności na dane wrażliwe, ale uderza w niemiłosiernie wyliniałe schematy, przez co impet na ekranie traci nawet Tom Hanks. Ostatnia scena filmu z kolei przywodzi na myśl skrzyżowanie ostatniej strony ze "Strażnicy" z symboliczną, niezrozumiałą newage'ową sceną o nadejściu nowego człowieka. Konstrukcja w rezultacie rozpada się, pozostawiając wystające smutno nitki z "wysiepanego" materiału scenariusza. Najbardziej boli schematyzm - opozycja szczęście rodzinne vs. firmowy blichtr, intymność przyjacielskiej relacji kontra socialmediowa poza. Lepiej sobie jednak tego tytułu oszczędzić, bo nie zaznamy tutaj niczego, czego już wcześniej nie było nam dane widzieć. A w branży - być może nawet doświadczyć.   

The Circle. Krąg, reż. James Ponsoldt, prod. Zjednoczone Emiraty Arabskie, USA, 110 min.

Katarzyna Woźniak 202 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.