HR radzi: nie kozakować!

Droga Branżo! Rozpoczynamy cykl "doradczy" tworzony przez najbardziej doświadczonych rekruterów, którzy przybliżać będą niuanse "headhunterowej" kuchni. Słowem znajdziecie tu odpowiedzi na wiele pytań związanych z poszukiwaniem pracy w branży komunikacji marketingowej.

Każdy z Was miał okazję uczestniczyć przynajmniej w jednym procesie rekrutacyjnym, dzięki czemu znalazł swoją upragnioną pracę w branży komunikacji marketingowej. Część z Was korzystała ze wsparcia specjalistów lub informacji pisanej, aby lepiej wypaść na spotkaniu z head hunterem. Część z pewnością czuła się na tyle pewnie, że nie uznała za stosowne skorzystać z zewnętrznych rad. Bez względu na to w której grupie się znaleźliście, zawsze zadawaliście sobie pytanie, co poszło nie tak, gdy Wasza kandydatura została odrzucona. Zazwyczaj w takim momencie przychodzi czas na refleksję, jeśli oczywiście nie jesteście zapatrzeni w siebie jak w obrazek i nie uznacie z góry winy rekrutera, który po prostu nie docenił Waszego wybitnego talentu. Niestety im bardziej kreatywne środowisko, im bardziej niemierzalne są efekty pracy, tym trudniej uzyskać merytoryczne uzasadnienie negatywnej decyzji (jeśli w ogóle otrzyma się jakąkolwiek odpowiedź). Tak jest właśnie w reklamie.

W swoich felietonach postaram się Wam pomóc pozyskać kilka ciekawych „myków” jak sobie lepiej poradzić w czasie rozmów kwalifikacyjnych. Nie będę Wam tłumaczył, jak pisać CV, gdyż pracując w tej branży wiecie najlepiej, jak prawidłowo typograficznie ułożyć megakreatywny dokument i jak go napisać w pasjonujący sposób i oczywiście bez błędów. Tak dla jasności – Wasza branża rządzi się w tym zakresie całkowicie innymi zasadami niż np. finanse czy nawet sprzedaż.

 
Gdzie się zaczyna proces rekrutacyjny?
 
Oczywiście od umieszczenia przez firmę ogłoszenia w necie lub od telefonu head huntera. 
Z racji tego, że w branży reklamowej wszyscy wszystkich znają, zdarzają się i telefony od znajomych, których zadaniem jest zachęcenie Was do wzięcia udziału w rekrutacji do ich firmy lub też siostry kolegi brata itd. Rzadko się zdarza, aby osoba z haeru z agencji czy też jej menadżer dzwonił do obcych i nie poleconych mu ludzi pracujących w innych firmach. To jest po prostu nieetyczne i zazwyczaj srogo tępione przez innych graczy na rynku. Kilka lat temu byłem świadkiem ostrej wymiany ciosów pomiędzy dwoma agencjami, które w przeciągu trzech miesięcy podebrały sobie chyba 5 czy 6 osób (takie strzały: ty mi jego, to my ci tamtego). To wyglądało trochę jak kradzenie zabawek przez dzieci w piaskownicy, ale zaowocowało bez mała stanem wojny pomiędzy nimi. Serio – nie polecam. Dużo strat, a efekty mizerne.
 
Wróćmy do rozmowy telefonicznej. Już słyszę te komentarze: ale co muszę jeszcze wiedzieć na temat rozmawiania przez telefon? Przecież robimy to non-stop. Jasne, wiem o tym dobrze. Jednak jestem pewien, że zbytnia pewność siebie może się okazać Waszą zgubą.
 
Musicie mieć świadomość tego, że nawet pierwsza rozmowa telefoniczna z head hunterem jest już wstępną rozmową rekrutacyjną, która może zaważyć na tym, czy Wasza kandydatura będzie rozpatrywana czy też nie w dalszym etapie tego projektu. Musicie mieć też świadomość, że źle przeprowadzona rozmowa może Wam całkowicie zamknąć drogę u danego "łowcy głów". Na zawsze. Sporządzi on stosowną notatkę w bazie kandydatów i po wsze czasy będziecie traktowani jako osoba niekompetentna. Rekruter w czasie pierwszej rozmowy może określić, czy dane stanowisko oraz Wy jesteście dla siebie stworzeni. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby zaplanować rozmowę z rekruterem.
 
Jeśli zadzwoni do Was nawet w czasie, gdy możecie swobodnie rozmawiać, poproście go o telefon w innym terminie. Zaproponujcie zarówno dogodną porę jak i miejsce, gdzie będziecie mogli swobodnie rozmawiać i jednocześnie będziecie mieli dostęp do swojego CV czy też profilu w sieci. Dzięki temu unikniecie głupich wpadek np. z datami. Dodatkowo ta rozmowa pozwoli Wam również na pogłębioną ocenę oferty, dzięki czemu potencjalnie unikniecie większej straty czasu poświęconego na spotkanie. Pamiętajcie, że ta rozmowa odbywa się, zanim rekruter otrzyma Wasze CV, ale to nie oznacza, że w jej trakcie należy - mówiąc kolokwialnie - ściemniać. Portale społecznościowe wiedzą o Was wszystko i są powszechnie dostępne. Rekruter zazwyczaj w czasie takiej rozmowy ma na ekranie komputera Wasz profil z GoldenLine lub też LinkedIn, a wcześniej przejrzał Waszego „fejsa”. A propos fejsa – rozmawiałem kiedyś z kandydatem, którego profil chyba na GL sprawił, że prawie oniemiałem z zachwytu – specjalista jakich mało. Rozmowa toczyła się jak po maśle – czułem praktycznie wystawianą fakturę za dobrze wykonaną robotę. Ale jeszcze rzuciłem okiem na jego profil na „twarzoksiążce”. Okazało się, że "ten ideał" potrafił umieszczać po 5-6 postów dziennie. Głównie w czasie godzin pracy. Wniosek prosty – leń. Dla jasności - nie zajmował się zawodowo mediami społecznościowymi. Tak więc zwracajcie uwagę na swoje „walle” i jeśli zamierzacie szukać pracy radzę Wam je porządnie przefiltrować.
 
Wracając do meritum. W momencie, gdy head hunter dojdzie do wniosku, że uzyskane informacje są dla niego wystarczające do kontynuowania rozmów poprosi Was o CV. Jeśli tego nie zrobi, oznacza to odrzucenie Waszej kandydatury w tym projekcie. Nie starajcie się wtedy za wszelką cenę wysyłać mu swojej aplikacji, bo tylko niepotrzebnie wpiszecie się na czarną listę kandydatów (jest coś takiego, ja też taką mam).
 
Rozmowa telefoniczna za nami. A jak się przygotować do rozmowy z rekruterem? O tym już w kolejnym felietonie.
 
Bartłomiej Piwnicki

 
Dyrektor Zarządzający UBP Consulting, firmy współpracującej z takimi markami jak m.in. Baxter Healthcare, Hyundai, Jaguar-Landrover, Santander Bank, Volkswagen Financial Services.
 
Jest stałym felietonistą środowego dodatku „Kariera i Biznes” w dzienniku „Rzeczpospolita”.
 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.