Studio na światowym poziomie

Coraz częściej klienci i studia produkcyjne próbują ominąć agencję i zrealizować projekt bez jej udziału. Począwszy od zlecenia gotowego scenariusza studiu produkcyjnemu, na kreacji reklamy przez to studio skończywszy - uważa Jerzy Przeździecki, dyrektor kreatywny Red8 Communications Group.

MMP: Czy Polskie studia oferują światową jakość produkcji reklamowej?

JERZY PRZEŹDZIECKI: Nie powinniśmy mieć żadnych kompleksów 
– Polska jest rynkiem bardzo atrakcyjnym dla zagranicznych partnerów. Z  jednej strony u  nas jest znacznie taniej, a  z  drugiej serwis, muzyka, postprodukcja i  kolor są najwyższej, światowej jakości. Z  tych korzyści czerpią nie tylko zagraniczne studia produkcyjne, ale także sieciowi klienci przenoszący swoje produkcyjne zlecenia do Polski. Pomijając cenę i  jakość usług, trzeba pamiętać, że mamy unikatową infrastrukturę, lokacje, które szybko i  przy małym nakładzie finansowym można zaadaptować do dawnej, np. XIX-wiecznej stylistyki. Z  mojego doświadczenia wiem, że Anglicy czy Francuzi chwalą oddanie i  odpowiedzialność, z  jaką polskie studia podchodzą do produkcji.

 Jakie są średnie budżety produkcji telewizyjnych i  digitalowych? Na czym klienci oszczędzają?

Średni budżet na produkcję telewizyjną to 200-450 tysięcy złotych, jeden dzień zdjęciowy. Klient woli upchnąć zdjęcia i  wejść w  nadgodziny, niż przeznaczyć pieniądze na kolejny dzień. Taka sytuacja wynika z  oszczędności i  do tego trzeba się przyzwyczaić. Tendencja jest taka, że budżety na produkcję są niższe niż kiedyś, produkcji wyjazdowych jest mniej, a  klienci szukają oszczędności na wszystkim – od scenografii po catering. Z  budżetami digitalowymi jest nieco inaczej, widełki są ogromne, gdyż digitalowy kontent nakręcić można już dosłownie iPhone'em. Średni budżet na produkcję materiału wideo do digitalu to ok. 10-25 tysięcy złotych.

 Jak produkcja krótkich form wideo do internetu i  mediów społecznościowych wpływa na rynek produkcji filmowej?

Moim zdaniem wpływa znacząco. Formy digitalowe to wciąż dużo mniejsze budżety w  porównaniu z  pieniędzmi wydawanymi na produkcję ATL. Pojawia się problem efektywności kosztowej, na którą odpowiedzią stały się wyspecjalizowane firmy realizujące zlecenia za dużo niższą stawkę. Często są to jednoosobowe firmy, w których realizator jest jednocześnie pomysłodawcą i  zarazem studiem postprodukcyjnym. Pozwala to znacząco obniżyć koszty. Taniość nie zawsze idzie w parze z  jakością, ale nie można generalizować. Bywa tak, że digitalowa produkcja kończy się sukcesem i  klient postanawia zlecić takiej firmie większe zadanie, np. produkcję reklamy telewizyjnej. Trzeba pamiętać, że te dwa media wymagają bardzo różnego doświadczenia oraz wrażliwości na różne aspekty produkcyjne i budżetowe.

Jak wygląda podział ról między agencją i  studiem i  czy zdarza się, że studia mają ambicje zastąpienia agencji?

Powszechnie przyjętą normą w branży jest nadzór agencji nad studiem produkcyjnym jako podwykonawcą. Studio realizuje założenia produkcyjne pod nadzorem agencji, ponieważ to ona odpowiada przed klientem za dostarczenie gotowej reklamy. Jakakolwiek forma zmiany tej zasady powoduje zagrożenia i  utrudnia każdej ze stron wzięcie pełnej odpowiedzialności za jakość projektu. Niestety, coraz częściej zarówno klienci, jak i  studia produkcyjne z różnym skutkiem próbują ominąć agencję i zrealizować projekt bez jej udziału. Począwszy od zlecenia gotowego scenariusza studiu produkcyjnemu, na kreacji reklamy przez to studio skończywszy. Bywa również tak, że studio produkcyjne przychodzi z  gotowym scenariuszem do klienta i  proponuje realizację. Studio produkcyjne zatrudniające kreatywnych może stać się swoistym „konglomeratem kreatywno-produkcyjnym” z  ambicjami zastąpienia agencji. Jednak dla wielu klientów spójna ze strategią kreacja to wciąż bezdyskusyjna wartość agencji.

 Na ile klienci są zaangażowani w  proces produkcji? Czy są świadomi, jak wygląda proces postprodukcji?

Bywa z  tym różnie. Po stronie klienta są często ludzie, którzy mają doświadczenie w pracy w  agencji lub w  produkcji, więc doskonale orientują się w  temacie. Jest też dział zakupów, którego kompetencje obejmują i  taką wiedzę. Są jednak też klienci o  dużo mniejszej wiedzy i  doświadczeniu. Najczęstszym problemem jest to, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, ile czasu potrzeba na poszczególne, często kluczowe etapy procesu produkcyjnego. Podam przykład: pewien producent w  ramach eksperymentu poprosił klientów o  ułożenie procesu produkcyjnego w  formie puzzli, tak aby wszystko do siebie pasowało. Okazało się, że nie jest to wcale łatwe. Zaskoczeni klienci pytali: „Jak to możliwe, że to się da zrobić w  tym czasie?". No właśnie… Potrzeba świadomości wielu elementów, pomysłowości, intuicji i  doświadczenia. Właśnie dlatego zaangażowanie i  zdobycie tej wiedzy przez klientów jest dobre dla wszystkich stron. Unikamy wtedy sytuacji, gdzie np. 2D myli się komuś z  3D.

 Jak agencje patrzą na kwestię rosterów reżyserskich?

Żadna forma monopolu nie jest dobra, a  rostery reżyserskie przyjmują, niestety, taką formę. Chęć pracy z  reżyserem X nie zawsze musi być tożsama z  chęcią pracy ze studiem Y, do którego on „należy”. Zarówno agencje, jak i  klienci chcą mieć swobodny wybór. Wielokrotnie zdarza się, że klient prosi różne studia produkcyjne o  kosztorys na wybranego reżysera. To jest zdrowa i  konkurencyjna zasada. Takich wyborów dokonuje się na każdym poziomie i  etapie przedprodukcyjnym, aby zapewnić optymalną jakość.

Rozmawiał: Paweł Piasecki

Jerzy Przeździecki jest dyrektorem kreatywnym i  współwłaścicielem Red8 Communications Group

 

Paweł Piasecki 72 Artykuły

Specjalizuje się w e-commerce i nowych technologiach. Pracował m.in jako tłumacz i redaktor, przez ponad 5 lat przygotowywał codzienny serwis prasowy dla przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Miłośnik muzyki klasycznej i jazzu.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.