Nie ogłaszajmy końca Snapchata

Snapchat zrewolucjonizował świat social mediów. Dajmy mu szansę.

W erze serwisów społecznościowych nastawionych na zaspokajanie coraz większych apetytów reklamodawców Snapchat jest chyba jedyną aplikacją socialową tak konsekwentnie stawiającą na atrakcyjność dla użytkownika. Działa przecież w taki sam sposób, w jaki rozmawiamy ze sobą nawzajem każdego dnia – twarzą w twarz przekazując sobie komunikaty, które w momencie wypowiadania znikają. Tak jak znikają snapchatowe stories.

Instagram Stories, Messenger Day, Facebook Stories, WhatsApp Status, YouTube Reels... Klonów apki z duszkiem doczekaliśmy się wszędzie – pozostaje czekać, kiedy stories pojawią się w arkuszu .xls. To właśnie Snapchat zapoczątkował w 2013 r. tę nową formę dostarczania kontentu w social mediach – przepadające po 24 godzinach zdjęcia i krótkie wideo wyświetlane pionowo na ekranie smartfona w jednym chronologicznym ciągu. Format stories wyniósł sztukę storytellingu na nowy poziom i dał początek nowej fali internetowych twórców, takich jak Tristan Tales czy Geeohsnap. 

Tworzą oni bardzo czasochłonne w opracowaniu stories trwające kilka minut i widoczne przez zaledwie 24 godziny. Te z pozoru proste historie, które w niesłychanie kreatywny sposób wykorzystują paletę funkcjonalności aplikacji, ale i talenty artystyczne samych twórców, są oglądane przez setki tysięcy osób. Potencjał kontentu tworzonego przez takie postaci już dawno dostrzeżony został przez największe brandy na świecie, takie jak Coca-Cola, Disney, Starbucks.

W znacznej mierze to Snapchat przewrócił świat socialowego wideo do góry nogami. No dobra, o 90 stopni. Kiedy Facebook przekonywał nas kilka lat temu, że mobile’owe wideo powinno być wyświetlane horyzontalnie i bez dźwięku, Snapchat po cichu już od 2011 r. trzymał się rozumowania, że skoro użytkownicy smartfonów na swoje urządzenia przez 94 proc. czasu spoglądają w pionie, to i treści na ich ekranach powinny być wyświetlane w pionie i z dźwiękiem.

Dzisiaj Facebook mówi wprost: wideo pionowe zajmuje 267 proc. więcej przestrzeni na ekranie smartfona niż poziome.

Uszy i pyszczek pieska na naszej twarzy czy tańczący hot dog może i nie są szczytem osiągnięć technologii XXI w., ale właśnie humorystyczne snapchatowe kampanie z wykorzystaniem efektów AR spowodowały zmianę myślenia o tej dziedzinie jako narzędziu dla marketingu. Wirtualne wylewanie sobie na głowę kubła Gatorade wygenerowało 165 mln wyświetleń, a zastępowanie swojej twarzy gigantycznym taco z Taco Bell – 224 mln. Warto odnotować, że mniej więcej w tym samym czasie Facebook wchłonął MSQRD, aplikację do modyfikowania wideo ze swoją twarzą w czasie rzeczywistym, by niedługo potem skopiować jedną z unikatowych funkcjonalności Snapchata, filtry selfie, na Instagramie. Jednak w dziedzinie AR Snapchat wciąż zaskakuje i proponuje coraz to nowsze rozwiązania. Rok 2017 zakończył się niezwykłą akcją promującą drugi sezon serialu „Stranger Things”. Dzięki Snapchatowi nasz pokój zmienić się mógł w charakterystyczne pomieszczenie z serialowego domu.

Wraz z udostępnieniem przez Snapchata (ale również przez Facebooka – niespodzianka!) narzędzia do tworzenia własnych efektów 3D w stories otwiera się przed twórcami, ale przede wszystkim odważnymi i kreatywnymi marketerami, ocean możliwości. 

Nie dyskredytujmy Snapchata, nie słuchajmy nagłówków i opinii: „Wszyscy uciekli, nikogo tam nie ma”. Snapchat jeszcze nie ugiął się pod ciężarem facebookowej machiny. Powinniśmy dostrzec to, w jaki sposób Snapchat odmienił media społecznościowe i wykorzystać to do znalezienia inspiracji dla swoich strategii.


Klaudia Pac,
senior account executive, LiquidThread

Tekst ukazał się w kwietniowym numerze "Media & Marketing Polska".

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.