Naród geeków

Otwartość na innowację, wyróżniająca nas nawet w gronie mocno digitalowego regionu CEE, w połączeniu z rozmiarem Polski, ma dwa ciekawe efekty.

Rejon Europy Środkowo-Wschodniej jest specyficzny. Pomimo zmniejszania się przepaści pomiędzy tymi dwiema “połówkami” Europy - wschodnia i zachodnią różnice są mocne. Niektóre będą się powiększać. Ma to swoje wady i zalety. Zacznijmy od zalet.
 
CEE to region rewelacyjnie adaptujący nowe technologie. Jesteśmy otwarci na nowe rozwiązania narzędziowe na każdym etapie realizowania kampanii - od badań rynkowych, poprzez wykorzystanie nowinek w reklamach, aż po monitoring. Mamy, zwłaszcza w Polsce, dość dużo firm, których narzędzia wykorzystywane są na całym świecie, zauważmy też do tej pory jedyne złote statuetki przywiezione do Polski z Cannes to nagrody za innowacyjne rozwiązania). Nasza gotowość używania nowinek technologicznych w regularnych kampaniach jest wyjątkowa. Cynik powie, że na siłę chcemy być nowocześni, ja powiem, że jesteśmy narodem geeków. Ta otwartość na innowację, wyróżniająca nas nawet w gronie mocno digitalowego regionu CEE, w połączeniu z rozmiarem Polski, ma dwa ciekawe efekty.
 
Pierwszym z nich jest reputacja Polski jako testera technologii w warunkach bojowych, np. płatności zbliżeniowych, które były u nas normą już w 2012 r., podczas gdy Europa Zachodnia dopiero się do nich przymierzała. Przykłady można mnożyć - testują u nas wszyscy “wielcy”. Taka sytuacja to ogromna szansa dla naszego kraju. Drugim efektem jest zachodzący od lat proces osadzania u nas sieciowych hubów. To sukces, ale pewnie także dlatego, niestety, trochę zaniedbuje się w tym nasz potencjał kreatywny w kwestii “pomysłów”. 
 
Kreatywność narzędziową mamy wyssaną z mlekiem Matki, kreatywność komunikacyjną (czyli po ludzku - pomysły na kampanie i ich wykonanie) nie. Podzielę się tutaj kilkoma obserwacjami z Pragi. W “pomysłach” przegrywamy z Czechami i również z Rumunią, krajami mniejszymi, ale mającymi kreatywne bravado na poziomie organizacji, a nie tylko jednostek. Mamy w Polsce całe rzesze niesamowitych designerów, copywriterów, art directorów czy filmowców - z energią, chęciami, ogniem w sercu, ale nie wykształciliśmy jeszcze kultury kreatywności. Jeszcze. Tutaj uznanie dla Klubu Twórców Reklamy, za wykonywanie masy dobrej roboty w tym względzie - mamy chyba jedno z najfajniej zorganizowanych klubów kreatywnych po D&AD w Europie, a polskie edycje Young Lions selekcjonują tak, że mamy chyba jeden z najlepszych wyników na świecie. 
 
Brak u nas natomiast różnorodności kadrowej. Kwestia kobiet w reklamie, dzięki kilku paniom, które w końcu walnęły pięścią w stół, już ruszyła w dobrym kierunku. Pozostaje jeszcze sprawa zróżnicowania etnicznego. W kraju, który chce być hub-em w sporym regionie, niezmiernie ważny jest zasób ludzki łączący możliwie dużo różnych perspektyw razem. W tyglu powstają najświeższe idee, a sama jego obecność podnosi kompetencje całej branży do poziomu niezbędnego, jeżeli chcemy, aby kiedykolwiek w Polskiej branży znalazły się globalne budżety wielkich marek w obszarze kreacji, a nie tylko planowania mediów. 
 
Tekst: Wojciech Kowalik

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.