Afera, której nie było?

Paradoksalnie z tzw. afery szpiegowskiej Huawei może wyjść silniejszy niż przed całym zamieszaniem.

Huawei nie będzie mógł instalować systemu Android w swoich telefonach, a posiadacze smartfonów tej marki stracą dostęp do aplikacji Google – newsy takiej mniej więcej treści obiegły świat 21 maja. Był to kolejny krok w wojnie gospodarczej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, której Huawei jest jednym ze "strategicznych obiektów". Po kilku tygodniach okazało się, że alarm był na wyrost, embargo odwołano. To jednak zawieszenie broni, a nie trwały pokój.

Przypomnijmy krótko przebieg wypadków: ciemne chmury nad Huaweiem w USA zaczęły się zbierać już w 2017 r. W lutym ub.r. amerykańskie agencje wywiadowcze, m.in. FBI, CIA i NSA, wydały wspólne ostrzeżenie przed kupowaniem i używaniem telefonów produkowanych przez tę firmę w obawie przed możliwością szpiegowania przez chińskie służby wywiadowcze. Rzecz bez precedensu. Potem przez kilka miesięcy był względny spokój, aż pod koniec grudnia w Vancouver Kanadyjczycy, na żądanie Amerykanów, aresztowali wiceprezes i dyrektor finansową Huawei, córkę założyciela firmy. W Polsce w połowie stycznia ABW aresztowała z kolei jednego z byłych dyrektorów polskiego oddziału Huaweia i jednego z dyrektorów Orange Polska pod zarzutami szpiegostwa. W połowie maja amerykańska administracja ogłosiła "czarną listę" chińskich firm, z którymi ze względu na bezpieczeństwo narodowe amerykańskie przedsiębiorstwa nie będą mogły handlować zaawansowanymi technologiami, w tym telekomunikacyjnymi. Trafił na nią m.in. Huawei. I to właśnie stało się podstawą przypuszczeń, że koncerny takie jak Google czy Microsoft będą musiały zawiesić współpracę z Huaweiem. Dla tej firmy, przynajmniej jeśli chodzi o produkcję smartfonów i komputerów, byłby to potężny cios. Systemu operacyjnego Android Google używa 85% smartfonów na świecie, a Windows Microsoftu niepodzielnie króluje w komputerach. Utrata możliwości aktualizacji systemu, korzystania np. z map, nawigacji Google czy Gmaila, dostępu do sklepu Google Play, bezpiecznego instalowania aplikacji itd. w praktyce wykluczałyby tę firmę z rywalizacji, o rozczarowanych milionach konsumentów nie wspominając, a mówimy tu o trzeciej firmie na świecie, która w ub.r. sprzedała ponad 200 mln smartfonów. Praktycznie tyle samo sprzedał Apple, a koreański Samsung o ok. 90 mln szt. więcej. Na szczęście dla tych wszystkich najbardziej zainteresowanych stron okazało się, że alarm był przedwczesny i na wyrost. Pod koniec czerwca, po spotkaniu na szczycie G20 w Osace prezydenci USA i Chin ogłosili zawieszenie wojny handlowej i tym samym wycofano technologiczne embargo wobec Huaweia (zakaz ma dotyczyć tylko szczególnych wypadków).

Czy to więc koniec kłopotów chińskiej firmy? Niekoniecznie. Donald Trump stara się walczyć z deficytem handlowym USA z Chinami. Bardziej dba jednak o swoich wyborców, pracowników fabryk, niż o amerykańskich gigantów tzw. nowej gospodarki takich jak Google, Microsoft, Facebook czy Amazon. W tym konflikcie wiele może zależeć od dynamiki polityki wewnętrznej USA, zwłaszcza w kontekście przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Nie bez znaczenia jest też wzrost napięcia w relacjach z Iranem, który w czarnym scenariuszu może doprowadzić do otwartego konfliktu. Wojna na Bliskim Wschodzie i jednocześnie wojna gospodarcza z Chinami to za dużo nawet dla Trumpa.

Paradoksalnie jednak sam Huawei z całej tej sytuacji może wyjść wzmocniony. Nie trzeba było wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, że groźba embarga stanie się bodźcem do przyspieszenia przez chiński koncern prac nad własnym systemem operacyjnym. I tak się stało – będzie się nazywał Hongmeng i jak zapowiedział prezes Huawei, pojawi się w smartfonach tej firmy już w tym roku. Na początku w Chinach. W naszej części świata nie zastąpi on raczej Androida, ale już na Dalekim Wschodzie i w Azji – czemu nie? Trudno będzie przekonać twórców aplikacji w Ameryce czy Europie, żeby tworzyli wersje na jeszcze jeden system, ale już sam fakt posiadania własnego systemu operacyjnego, a w przyszłości być może własnego sklepu z aplikacjami, wzmocni markę. Czymże bowiem, jeśli nie własnym systemem i środowiskiem aplikacji, rywalizuje jeszcze Apple z Googlem? To także potencjalnie potężne źródło przychodów.

Kluczowe dla przyszłości biznesowej Huaweia poza Azją będzie jednak to, czy nie zostanie on wykluczony jako dostawca sprzętu, infrastruktury do budowy nowej generacji sieci komórkowych 5G. Jak dotąd Komisja Europejska zbiera od krajów członkowskich UE jedynie opinie, czy ich zdaniem dopuszczenie chińskiego producenta nie zagrozi bezpieczeństwu.

Jeśli Unia ogłosi takie zagrożenie, będziemy mieć paradoks, gdy weźmiemy pod uwagę, jak duża część dotychczasowej infrastruktury komórkowej – także w Polsce – jest zbudowana w oparciu o sprzęt chińskiej firmy. Tu jednak pierwsze skrzypce gra polityka, a nie ekonomia.

Polski oddział Huawei na aferę zareagował promocjami cenowymi. Niektóre sklepy obiecywały zwrot pieniędzy za kupione smartfony tej marki, gdyby doszło do zablokowania w nich aplikacji Google. Żaden z operatorów komórkowych nie wycofał się ze sprzedaży produktów tej marki, zaś ona sama jest mocno widoczna w sklepach z elektroniką, zwłaszcza w działach z komputerami, bowiem firma postanowiła zawalczyć o rynek laptopów. Byłego dyrektora Orange zwolniono już z aresztu, były dyrektor Huawei wciąż jest za kratkami.

Maciej Burlikowski 1195 Artykuły

W "Media & Marketing Polska" od 2000 r. Zajmuje się m.in. branżą telekomunikacyjną, usług finansowych, samochodami i energetyką. Uwielbia podróże dalekie i bliskie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.