Opcja: zapłacimy wam później

Na ogół słowo "opcja" ma pozytywne skojarzenia. Ale nie w dekoniunkturze. Przekonują o tym codzienne doniesienia o niefortunnych umowach polskich...

Na ogół słowo "opcja" ma pozytywne skojarzenia. Ale nie w dekoniunkturze. Przekonują o tym codzienne doniesienia o niefortunnych umowach polskich firm na opcje walutowe czy też paliwowe, co na przykład wywołało niestrawność w postaci 400-milionowej straty u narodowego przewoźnika PLL LOT. W takiej rzeczywistości opcja, zamiast oznaczać wybór i możliwość, implikuje kajdanki, do których zgubił się kluczyk i nie wiadomo, gdzie go szukać. Dzisiaj, gdy ktoś mówi, że ma opcje, to patrzy się na niego podejrzliwie bądź ze współczuciem i nerwowo szuka w wizytowniku kontaktu do dobrego prawnika.

Firmy z opcją to niepewni kontrahenci, no bo jak taka agencja ma być pewna, że otrzyma swoją zapłatę, gdy klient będzie cały czas składał kasę na wywiązanie się z opcji. Opcją agencji będzie zapewne udzielenie firmie nieoprocentowanego kredytu, czyli opóźnienie zapłaty za fakturę grubo ponad przyjęte normy (a już było u nas z tymi normami całkiem przyzwoicie) oraz wstrzymanie realizacji kolejnych projektów, bo inaczej agencja sama popadnie w tarapaty.

Jeżeli jeszcze to się rzadko u nas zdarza, to warto wiedzieć, że w USA kilku znaczących marketerów - przystawiając pistolet do głowy - "poprosiło" agencje o przedłużenie terminu płatności, choć oczywiście związki tych marketerów z opcjami mają tylko tyle wspólnego, że nie pozostawiają opcji swoim kontrahentom.

General Motors Corp. i Anheuser-Busch InBev wystosowały oficjalne memoranda informujące agencje i media, aby czekały na uregulowanie należności nawet do 120 dni, czyli kwartał.

Co to oznacza w praktyce, też wiemy lub jeśli mamy szczęście nie wiedzieć, to możemy to przynajmniej przeliczyć na kalkulatorze i na wszelki wypadek sobie wyobrazić. Bo jak się okazuje, w takiej sytuacji agencje nie mają zbyt wiele opcji: albo czekają, albo odchodzą.

A-B w swoim liście dał to jasno do zrozumienia: jeżeli nie spełnicie naszych nowych warunków (czytaj: udzielenia nam pożyczki nieoprocentowanej na 3 miesiące), to znajdziemy sobie innego dostawcę. Kto zadrze z piątym wśród największych na świecie producentów dóbr konsumenckich? Dotychczas oburzeniem zareagowało stowarzyszenie Media Financial Management Association, zarzucając InBev rażące "naruszenie władzy w trudnych czasach".

Jak można się spodziewać, producent niewiele sobie z tego zrobił, bo odraczając płatności o dodatkowe dwa miesiące (kiedyś płacił po 30 dniach), liczy przecież na dodatkowe centy z odsetek, które mają mu pomóc w redukcji długu o wartości 45 mld dol., a jak mówi moja niezastąpiona mama: "Nie ma miliona bez grosza".

O gehennie GM wiadomo od dawna i jego ultimatum o przedłużeniu płatności do 70 dni nie powinno być w zasadzie aż taką niespodzianką; ale jednak było. Gorycz partnerów agencyjnych i medialnych jest tym większa, że przecież GM zmierza w najlepszym przypadku do kontrolowanego bankructwa. Amerykańscy producenci reklamówek, którzy do tej pory nie mogli narzekać na brak zleceń od drugiego największego reklamodawcy na świecie, teraz narzekają szczególnie, bo prawo pracy zakłada wypłatę wynagrodzenia pracownikom ekip filmowych w ciągu... 10 dni.

Najdobitniej te anomalie płacowe wyraził prezes stowarzyszenia niezależnych producentów komercyjnych Matt Miller: "(...) GM pokazuje wyraźnie, że nie rozumie biznesu reklamowego nieomal w takim samym stopniu, jak nie rozumie własnego biznesu".

I to tyle na temat "opcji" - słowa, które w 2009 r. diametralnie zmieniło wydźwięk i być może już nigdy nie powróci do swojego starego znaczenia.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.