Kryzys nie musi

Historia z odebraniem Adamowi Małyszowi samochodu przez Audi jest co najmniej niesmaczna. Wszystko rozumiem, kryzys, cięcia, redukcje, strach. Typowe dla...

Historia z odebraniem Adamowi Małyszowi samochodu przez Audi jest co najmniej niesmaczna. Wszystko rozumiem, kryzys, cięcia, redukcje, strach. Typowe dla czasu spowalniania każdej gospodarki. Jednak czy marketer naprawdę nie mógł poczekać z tym do końca sezonu narciarskiego i dopiero wtedy, raczej dyskretnie, zabrać mu to cholerne auto? Wiem, że słabo skacze, może nie powinien już tego robić, wiem, że biznes jest bezlitosny, bezwzględny szczególnie wobec celebrytów. Jednak czy taka decyzja na pewno wpłynęła pozytywnie na wizerunek marki? Z pewnością nie. To, że kontrakt sponsorski skończył się wraz z ubiegłym rokiem, niczego nie tłumaczy.

Ile chciał Rubik

To zresztą kolejny pretekst do tego, by powrócić do jakże popularnych dywagacji na temat wykorzystania postaci znanych i lubianych w komunikacji z konsumentami. Tym bardziej że mamy kryzys i raczej rosnącą przewagę podaży niż popytu. Poza tym rozwój rynku telewizyjnego zrobił swoje. Nadprodukcja gwiazd i gwiazdeczek przez różnej maści teleturnieje i seriale jest faktem i marketerzy mają w czym wybierać. Stawki kontraktowe związane z wykorzystaniem ich wizerunku wahają się ponoć obecnie od 300 do 600 tys. zł. Jednak mają spadać. Czasy, gdy Piotr Rubik u szczytu popularności żądał ponoć za image i pieśń (piosenkę?, utwór?) sum rzędu miliona euro, przynajmniej na razie minęły. Jak jednak mierzyć wartość takich inwestycji? Jakie zmienne o tym decydują? Czy to tylko prosta wypadkowa pozycji w mediach i świadomości konsumentów? Istniejące i planowane inwestycje badawcze na razie nie dają jednoznacznych odpowiedzi. Wielu marketerów wciąż żyje w przekonaniu, że wystarczy znana twarz w spocie reklamowym, a sprzedaż będzie hulać jak nigdy dotąd. Jednak czasem nie mają racji. I nie bardzo wiedzą dlaczego.

Zdrowej gwiazdy potrzebuję

Małysz nie skacze już tak daleko jak kiedyś. Ale to naturalna kolej rzeczy, którą można było przewidzieć. Prawdziwy kłopot jest wtedy, kiedy gwiazda się zapomni i pójdzie w tango. Na Zachodzie raczej chodzi o narkotyki, wszyscy pamiętamy casus Kate Moss czy ostatnio Michaela Phelpsa, którzy dali się złapać na wciąganiu albo paleniu tego i owego. W Polsce na razie bez zmian. Raczej chodzi o to, że rodzimy celebryta czołga się po imprezie po własnej wycieraczce, ewentualnie chwiejnym krokiem maszeruje w sobie tylko znanym kierunku. Tabloidy takie historie uwielbiają i afera gotowa. Sprawa ląduje w sądzie, gdzie gwiazdy zaciekle walczą o swoje dobre imię i nie tylko o nie. Wiedzą, ile stracą, kiedy któraś ze stacji telewizyjnych zrezygnuje z ich obecności na planie kolejnej opery mydlanej albo wtedy, kiedy marketer bądź szef agencji reklamowej wykreśli ich nazwisko ze swojego kajetu. Dlatego najczęściej widzimy w telewizorze oblicze Zbigniewa Zamachowskiego czy Marka Kondrata. Ten ostatni to już prawdziwy benchmark w kategorii reklam usług finansowych. Od czasu kiedy zrezygnował z teatru i filmu, możemy go zobaczyć tylko w reklamie. Po prostu majstersztyk.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.