Cieszmy się walentynkami

Dzięki konsekwentnym wysiłkom marketerów walentynki na trwałe wpisały się w polski krajobraz. Jak osoba, szczególnie młoda, która twierdzi, że jest...

Dzięki konsekwentnym wysiłkom marketerów walentynki na trwałe wpisały się w polski krajobraz. Jak osoba, szczególnie młoda, która twierdzi, że jest w kimś zakochana, może wymigać się od zakupu upominku, gdy ze wszech stron atakują ją różowo-cukierkowe aluzje? Żaden argument w stylu: "to wiocha", "ściema", "komercja" nie przekona przeciętnego zakochanego, że w walentynki nie powinien usłyszeć zapewnień o miłości i dostać bardziej namacalnego jej dowodu, na przykład w postaci czekoladowego serduszka.

Nie mam nic przeciwko temu świętu, sztucznie przecież wykreowanemu w Polsce, bo miłości nigdy za wiele. Nawet jeżeli za jej okazanie trzeba zapłacić w sklepie.

Na stronie 18 w artykule "Interakcje z sercem" pokazujemy, że coś drgnęło w biznesie walentynkowym. Hasło nawołujące do autentycznego dialogu z konsumentem, największy ostatnio trend ogólnomarketingowy, 14 lutego również ma swoje zastosowanie i jak się okazuje, może przybierać bardzo kreatywne wymiary.

Kino w tym dniu przyciąga kilkakrotnie więcej widzów. Dlaczego więc z tej romantycznej aury nie miałaby skorzystać marka? Powszechnie dowodzi się, że wyjątkowy kontekst sprzyja lepszemu zapamiętaniu marki, a jeżeli na dodatek wiąże się to z przyjemnością, to zdroworozsądkowo można założyć, że wspomnienie o marce także będzie przyjemne.

Na przykład dla tych szczęśliwców, którzy ujrzą na plazmach w kinach Cinema City nakręcony przez siebie film z dnia zakochanych, albo dla tych, których życzenia pojawią się publicznie na billboardach Milki w ramach konkursu "Miłosne graffiti".

W sumie to fajnie, że na jeden dzień można zapomnieć o szarzyźnie i oddać się temu, co naprawdę ważne - krzewieniu miłości.

Tym bardziej że jak twierdzą psychologowie, czas kryzysu sprzyja rozpadowi związków. A kryzys - i ten bardziej urojony, i ten rzeczywisty - ostatnio zagląda nam w oczy wyjątkowo nachalnie. Nie tylko GPW, lecz także złotówka zmierzają do dna, które trudno bliżej określić. Wielkie koncerny zwalniają i stopują produkcję. Trzyma się wielki handel i nawet ma plany rozwojowe, ale w atmosferze powszechnej utraty zaufania konsument, otwierając portfel, będzie coraz ostrożniejszy. Najmniej zapewne ucierpią marki superpremium (dlatego na przykład wchodzą dwa brandy kawowe z tej półki, str. 13) i najtańsze, lecz także takie, które potrafią się korzystnie wyróżnić. W Polsce ciekawą koncepcję kreatywną przygotował Volkswagen Bank direct (str. 6), który nie może konkurować wielkością budżetu z gigantami tego sektora. Chce więc intrygować i prowokować, i sądząc po scenariuszach filmów reklamowych, może mu się to udać, nawet jeśli tylko w pewnych kręgach.

Tak jak Alior Bankowi udało się przyciągnąć 65 tys. klientów na dystyngowany melonik, który widać skutecznie im uzmysłowił, że klient to ciągle pan i tak powinien być traktowany. Upraszczając oczywiście, bo Alior dysponuje całą masą mniej dystyngowanych, ale za to chwytliwych narzędzi perswazji, wyrażających się m.in. w czystej żywej gotówce, a tej przecież jak na lekarstwo.

Warto ją jednak wygospodarować, bo jak pokazuje przykład Audi w Stanach Zjednoczonych (str. 27), podczas gdy inni gracze moto chowają głowy w piasek, agresywny marketing opłaca się wielokrotnie. Jego skutki najbardziej będą widoczne, gdy powróci koniunktura.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.