Nabici, ale w co?

Programy informacyjne w telewizjach, ogólnokrajowe dzienniki, rozgłośnie radiowe i portale internetowe nagłośniły w minionym tygodniu sprawę klientów oszukanych przez sklep...

Programy informacyjne w telewizjach, ogólnokrajowe dzienniki, rozgłośnie radiowe i portale internetowe nagłośniły w minionym tygodniu sprawę klientów oszukanych przez sklep internetowy JapanFoto.pl.

Sprzęt fotograficzny, zwłaszcza coraz popularniejsze u nas lustrzanki cyfrowe, oraz akcesoria (obiektywy, lampy etc.) są wciąż drogie jak na kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Dlatego amatorzy fotografii robią, co mogą, aby znaleźć dojście do sprzętu tańszego niż w sklepach. Kwitnie prywatny import z USA i Azji, poza oficjalnymi kanałami dystrybucji producentów sprzętu. Tysiące osób kupuje sprzęt na aukcjach internetowych, na klientów nie narzekają też sklepy internetowe oferujące często niższe ceny dzięki oszczędnościom na magazynowaniu i logistyce.

Jednym z takich sklepów był JapanFoto.pl. Sklep oferował aparaty fotograficzne i obiektywy renomowanych marek po bardzo atrakcyjnych cenach. Przez kilka miesięcy sklep sumiennie wywiązywał się z transakcji. Konsumenci chwalili sobie niskie ceny, szybki kontakt z obsługą, nawet gratisowe upominki w sytuacji opóźnienia w realizacji zamówień. Słowem - sklep dbał o klientów i o renomę. Nic dziwnego, że w internetowych porównywarkach cenowych szybko doczekał się sporej liczby pozytywnych opinii i komentarzy.

Bomba wybuchła tuż przed Gwiazdką. Okazało się, że było to najprawdopodobniej szeroko zakrojone oszustwo. Sklep internetowy przestał realizować zamówienia, urwał się kontakt, zaalarmowana przez poszkodowanych policja pod adresem, pod którym mieściła się siedziba firmy prowadzącej sklep, zastała wynajęte mieszkanie. Niestety, puste.

Policja apeluje o zgłaszanie się osób, które zostały oszukane przez nieuczciwego przedsiębiorcę. Nieoficjalnie policjanci przyznają, że może chodzić o tysiące osób i wyłudzenie nawet miliona złotych. W internecie powstało forum pokrzywdzonych. Sprawą zajęły się też służby celne.

Można by rzec, że oto klasyczny przykład złodzieja, który z premedytacją zaplanował przestępstwo, wyłudzając od ludzi pieniądze, a po zainkasowaniu wpłat "zwinął interes". Specyfika internetowych zakupów tylko ułatwiła mu ten proceder.

Można by, gdyby nie jeden drobny fakt. Proste zapytanie w wyszukiwarce Google prowadzi nas np. na forum Canon-Board (popularne forum użytkowników sprzętu fotograficznego tego producenta), gdzie wpisy pt. "JapanFoto przestrzegam! Oszust!"pojawiły się już w maju ub.r.

Elementarna zasada zakupów w internecie brzmi: jeśli nie jesteś pewien sklepu, w którym chcesz coś kupić - tzn. ani ty, ani nikt z twoich znajomych nie kupował tam wcześniej - to skorzystaj z opcji zapłaty przy odbiorze przesyłki, nawet jeśli wyjdzie trochę drożej.

Jeśli sklep takiej opcji nie oferuje, to powinna zapalić się dla nas czerwona lampka ostrzegawcza (bardzo czerwona i bardzo ostrzegawcza!). Lepiej zrezygnować z zakupu w takim sklepie. Nawet jeśli cena kusi! Te same zasady obowiązują na aukcjach internetowych. Jeśli cena jest znacznie niższa niż innych podobnych artykułów, powinno to wzbudzić nasze podejrzenia i lepiej dwa razy pomyśleć, niż ryzykować utratę pieniędzy.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że łatwo takie rady dawać po fakcie. Dla wielu osób zakupy internetowe to wciąż nowość i dopiero przerabiają ten elementarz, niech więc to będzie przestroga.

Optymizmem napawa natomiast fakt, że raptem trzy dni po nagłośnieniu sprawy przez media policja poinformowała, że zatrzymała 36-letniego właściciela firmy JapanFoto, który najprawdopodobniej odpowie za wyłudzenie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.