Komu słońce,

Nie bardzo wciąż wiadomo, jak to wszystko dalej się potoczy. Jesteśmy niemal codziennie bombardowani setkami informacji o tym, że jednym...

Nie bardzo wciąż wiadomo, jak to wszystko dalej się potoczy. Jesteśmy niemal codziennie bombardowani setkami informacji o tym, że jednym jest coraz gorzej, innym trochę lepiej, ale generalnie jest tak sobie. Ponieważ kolejne prognozy dewaluowały się coraz szybciej, to ich autorzy, nie chcąc narażać się na śmieszność, umilkli. Nawet na podawanie szacunkowych danych stać coraz mniej instytucji dbających o swój nienaganny wizerunek. Może to jedna z nauk, jakie płyną z kryzysu? Może czasem trzeba powściągnąć chęć bycia mędrcem? Okazuje się, że przemiana w wioskowego głupka wcale nie jest taka trudna, ale z pewnością bywa bolesna.

Świat według Mediabrands

Mediabrands, mediowa struktura holdingu komunikacyjnego Interpublic Group, podjęła się jednak wyzwania i szacuje tegoroczne straty. Przewiduje, że globalne wydatki na reklamę w mediach ulegną redukcji na poziomie 10-15 proc. Rynek amerykański ma najdotkliwiej odczuć skutki recesji. Tam marketerzy ograniczą inwestycje o 20 proc. Jeszcze trzy miesiące temu Consensus Forecast utrzymywał, że spadki na świecie wyniosą raptem 0,3 proc., a w Stanach Zjednoczonych 4,5 proc. Rewizja przewidywań dobitnie pokazuje, jak trudno prowadzić takie szacunki w obecnym klimacie gospodarczym.

Analitycy jednak często się nie zrażają i brną dalej. Menedżerowie Mediabrands uważają, że jesteśmy już blisko dołka. Najgłębiej spadniemy w połowie 2009 r. Oznaki wzrostu natomiast odczujemy najwcześniej w połowie 2010 r. Marketerzy będą również grzebać w alokacji budżetów mediowych. Raczej wybiorą internet i mobile, wycofując się jednocześnie z komunikacji w telewizji i prasie. Szamani komunikacji marketingowej stawiają sprawę jasno. Jedną z konsekwencji obecnego kryzysu będzie to, że nigdy już mamy nie wrócić do tradycyjnego media miksu. Pożyjemy, zobaczymy. Na pewno będzie ciekawie.

Raporty pełne sprzeczności

Jednak gdy trafi się na raport, który charakteryzuje nieco większy stopień szczegółowości, to zza tabelek i rubryk z cyferkami wyłaniają się inne obrazy przyszłości. Na naszym ulubionym rynku, na którym to wszystko się zaczęło (taki Madoff ma zarzuty, za które grozi mu 150 lat więzienia, niech smaży się w piekle), czyli w Stanach Zjednoczonych, szacuje się, że wzrosty wydatków na tak popularny ostatnio search engine marketing będzie mniejszy, niż zakładano. Z kwoty 18,8 mld dol. przewidywanej na ten rok zrobiło się już 14,7 mld dol. (źródło: Search Engine Marketing Professional Organization). W 2011 r. tych miliardów miało być 25,2, a ma być 19,8. Ciekaw jestem, jak ta prognoza będzie wyglądać za kilka miesięcy?

Inna część nowych mediów, które zawładnęły świadomością marketerów i mediowców - serwisy społecznościowe, też mają się rozwinąć w innym tempie, niż zakładano. Okazało się, że reklamodawcy w Wielkiej Brytanii nie są zbyt skorzy do wydatków na reklamę w takich portalach jak Facebook czy Twitter. Około 40 proc. z nich będzie ograniczać wydatki w tym zakresie, chociaż liczba użytkowników tych portali rośnie w zastraszającym tempie. Chociaż marketerzy chcieliby to robić, to jednak się boją. Niestety, strach, o czym wiemy nie od dziś, nie jest najlepszym doradcą. Bojąc się, można palnąć mnóstwo głupstw.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.