Wielki wieczór CNN

Tak jak nikt dotychczas nie pobił Niny Terentiew w zaspokajaniu masowych gustów widzów, dostarczając im relacji z sielankowych imprez rozrywkowych,...

Tak jak nikt dotychczas nie pobił Niny Terentiew w zaspokajaniu masowych gustów widzów, dostarczając im relacji z sielankowych imprez rozrywkowych, tak nic nie może równać się z CNN pod względem wszechstronności i kompletności oprawy wydarzeń informacyjnych jak w wypadku inauguracji prezydentury Baracka Obamy.

Byłam jednym z milionów widzów, którzy z wielkim zainteresowaniem, momentami z rozbawieniem, a niekiedy z zaskoczeniem śledzili tę historyczną uroczystość w tej stacji. Intensywność przekazu była tak wielka, że mimo woli poczułam się wciągnięta w wir wydarzeń. CNN do perfekcji opanowała też trudną sztukę kreowania dramaturgii nawet tam, gdzie przez godziny niewiele się dzieje. Bo trudno przecież ekscytować się dłużej zdjęciami szerokiej Pennsylvania Avenue z powoli gromadzącym się tłumem fanów Obamy i zaciśniętym kilkuwarstwowym szeregiem ochroniarzy.

Okazuje się jednak, że można to zrobić, zmieniając perspektywę, przeprowadzając relacje z wielu miejsc, w których ustawili się reporterzy, przepytując zaproszonych gości, podając fakty mniej lub bardziej znane, wciągając do interakcji np. za pomocą projektu internetowego zdjęcia 3D skomponowanego z setek zdjęć nadesłanych przez widzów, którzy byli świadkami ceremonii zaprzysiężenia.

Wysiłki dziennikarskie i reżyserskie CNN nieoczekiwanie wsparło samo życie. Gładko przebiegający lunch wydany przez elekta na Kapitolu dla 200 przyjaciół i politycznych znakomitości zakłócił przykry incydent związany z zasłabnięciem dwóch senatorów - Edwarda Kennedy'ego i 90-latka Roberta Byrda. Nagle w relacji pojawił się zupełnie nowy temat, a zamykające nieszczęsny lunch krótkie przemówienie Obamy pokazało go w innym świetle. Tracił wątek, przerwy w wypowiedziach trwały dłużej niż zwykle, widać było, że targają nim niezaplanowane, głębokie emocje. Prezydent Obama autentycznie cierpiał, był zagubiony i bardzo ludzki.

CNN jest przygotowana na nieoczekiwane sytuacje. Jej dziennikarze wiedzą, jak poradzić sobie z niespodzianką, z kim rozmawiać w takich sytuacjach ze względu na osobiste związki z poszkodowanym. Niemniej jednak ten incydent, a także mocno opóźniony wjazd prezydenta na Pennsylvania Avenue, czyli ostatni odcinek łączący go z Białym Domem, wprowadziły lekki chaos w relację CNN. Uliczny hałas, krzyki tłumu, przekrzykujący się goście Wolfa Blitzera, gospodarza studia transmisji, przerwane wypowiedzi reporterów, przerwane wywiady, mimo że powinny razić, w tym wypadku tylko dodały autentyczności wydarzeniu.

Przejazd prezydenta z prędkością 2 mil na godzinę monitorowany w dole ekranu na specjalnie skonstruowanej mapce udało się CNN ożywić, budując oczekiwanie widzów, kiedy samochód się wreszcie zatrzyma i państwo Obama wysiądą, aby przejść kawałek, witając się z tłumem. Wysiedli, i to nawet dwa razy. Co się rzucało w oczy, to niestosowność stroju Michelle do pogody i częstotliwość zmiany rąk przy machaniu, bo w takiej skali potrafi to być bardzo uciążliwe zajęcie.

Swoją wielką chwilę miał nowiutki opancerzony cadillac, The Beast - jak ochrzcili go tajni agenci z ochrony prezydenta, którego liczne funkcje i parametry w szczegółach CNN opisała i wielka szkoda, że mając taki PR, General Motors nie potrafi skutecznie budować marki.

Wreszcie kulminacja, dojazd do Białego Domu, kamerzystów podpatrywanie przez szybkę. I budowanie napięcia, kiedy para znowu się pojawi, przejdzie niebieskim dywanem murawę i ulokuje się na wiatroszczelnej/kuloszczelnej trybunie, aby obserwować paradę. Gdy to się już stało, na pewno niewielu widzom umknął moment, gdy Michelle zaczęła się wdzięcznie poruszać w rytm paradnej muzyki. Chwała CNN za to, że taki moment wyłapała, bo pani prezydentowa pokazała się jako seksowna młoda kobieta, w co - widząc na początku jej strój - przestałam trochę wierzyć. Tak jak i w to, że była na liście "Vanity Fair" najlepiej ubranych kobiet. Piękną białą suknię miała później na balu, ale to cytrynowe trzyczęściowe coś, co włożyła na inaugurację, dodało jej i lat, i wagi. Domyślam się, że jej garderoba będzie częstym tematem wszystkich serwisów plotkarskich, ale nie ukrywam, że przynajmniej z mojego kobiecego punktu widzenia nie jest to temat tak całkiem błahy.

CNN zamierza budować oglądalność nie tylko na pierwszych stu dniach Obamy, chce podtrzymywać zainteresowanie jego prezydenturą przez okrągły rok. Trudno się dziwić. Już dawno tak wielu nie obiecywało sobie tak wiele po jednym człowieku.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.