Menu drugiej świeżości

Mamy kolejny odcinek serialu pt. "AmRest przejmuje Sfinksa". Ostatniego dnia starego roku Sfinks sprawił prezent swoim akcjonariuszom i poinformował, że...

Mamy kolejny odcinek serialu pt. "AmRest przejmuje Sfinksa". Ostatniego dnia starego roku Sfinks sprawił prezent swoim akcjonariuszom i poinformował, że nie będzie w stanie uregulować kilkumilionowych należności wobec dwóch banków i jednej osoby fizycznej. Jak nietrudno się domyślić, na pierwszej w nowym roku sesji kurs spółki zanurkował na otwarciu o ponad jedną trzecią. O kilka procent spadły też notowania AmRestu. To nic innego jak kolejny etap wojny podjazdowej o kontrolę nad spółką.

Przypomnijmy pokrótce głównych bohaterów tego serialu i ich perypetie, które akcjonariuszom obu spółek dostarczają tylu emocji. Pod koniec maja ub.r. AmRest poinformował o przekroczeniu 5-proc. progu posiadanych akcji Sfinksa. W spółce zawrzało i zapachniało wrogim przejęciem. - Mamy przekonanie, że marka Sphinx funkcjonowałaby lepiej w ramach portfolio AmRestu - deklarowali wprost przedstawiciele operatora sieci restauracji KFC i Pizza Hut. - Nie było żadnych rozmów o fuzji. Nikt nam niczego nie proponował - ripostował zarząd Sfinksa.

Następnego dnia zarząd AmRestu nieco łagodził: - Wyraziliśmy tylko intencje - uważamy, że integracja w jednej grupie będzie z korzyścią dla obu spółek.

Te plany najwyraźniej spodobały się graczom giełdowym albo raczej wyczuli, że gdzie dwóch się bije, tam liczy się każda akcja i głos na walnym. Akcje Sfinksa poszły w górę.

20 sierpnia ub.r. AmRest ogłosił wezwanie na akcje Sfinksa dające 11,2 proc. głosów na WZA, oferując 19,41 zł za każdą. Celem było osiągnięcie 25,5 proc. głosów na walnym. Parę dni później AmRest za 16,23 mln zł kupił 836 tys. akcji Sfinksa dające 9 proc. głosów od Tomasza Morawskiego, założyciela i przewodniczącego rady nadzorczej Sfinksa.

AmRest zadeklarował, że chce przejąć Sfinksa w całości - ogłosił wezwanie w celu skupienia 100 proc. akcji. - Wezwanie to krok do przejęcia spółki. Chcemy być operatorem marek. Od dłuższego czasu namawiamy akcjonariuszy Sfinksa do sprzedaży akcji - mówił Wojciech Mroczyński, członek zarządu AmRestu.

Ostatecznie AmRestowi udało się objąć niespełna 33 proc. akcji Sfinksa, Tomasz Morawski kontroluje 28,1 proc., 16,9 proc. jest w posiadaniu funduszy Commercial Union i OFE Polsat, a pozostałe 22 proc. - w rękach drobnych akcjonariuszy.

To wystarczyło jednak AmRestowi na przejęcie faktycznej kontroli nad Sfinksem - 24 listopada zmienił zarząd spółki. Nowy zarząd zdecydował o zaprzestaniu publikowania prognozy wyników finansowych i ogłosił, że spółka nie zrealizuje prognozy za 2008 r.

Kto ma rację? W komunikacie z 31 grud-nia spółka ogłosiła, że ma problem ze spłatą 4,2 mln zł kredytu ING Bankowi Śląskiemu, 10 mln zł Raiffeisen Bankowi i 2 mln zł osobie prywatnej. Dodatkowo Sfinks straci prawdopodobnie kilka milionów złotych w wyniku niekorzystnych transakcji walutowych. Efekt takich hiobowych wieści ze spółki nietrudno było przewidzieć - kurs akcji zanurkował w dół. Tymczasem do kontrataku przystąpił Tomasz Morawski - w wywiadzie dla "Pulsu Biznesu" oskarżył Henry'ego McGoverna, ówczesnego prezesa AmRestu, że go oszukał, obiecując odkupienie od niego wszystkich akcji Sfinksa, a następnie wycofał się z tego i w ten sposób podstępnie, według słów Morawskiego, AmRest przejął kontrolę na Sfinksem. Morawski zapowiedział walkę o odzyskanie kontroli nad założoną przez siebie firmą.

Na reakcję drugiej strony nie trzeba było długo czekać - zarząd AmRestu błyskawicznie wydał oświadczenie, w którym oskarżył poprzedni zarząd Sfinksa i samego Morawskiego jako przewodniczącego rady nadzorczej o to, że ukrywali przed akcjonariuszami zły stan finansowy spółki, w tym zaskakująco szybki wzrost zadłużenia w III kwartale.

To oczywiście nie koniec zamieszania wokół Sfinksa - kolejne starcie nastąpi zapewne na walnym zgromadzeniu zwołanym na 18 lutego br., o które wnioskował Tomasz Morawski.

Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że przecena akcji spółek stanowi pokusę do przejęć, również wrogich, a Sfinks nie jest jedynym tego przykładem - wystarczy wspomnieć konflikt na linii Vistula & Wólczanka - W. Kruk. Wojna podjazdowa panuje też w zajmującej się rozliczeniami transakcji bezgotówkowych spółce eCard - dwaj główni akcjonariusze - fundusze Capital Partners i Smart Capital - walczą o przejęcie kontroli, a spółka ma dwa nieuznające się nawzajem zarządy. Wszystko w myśl zasady: kupuj, gdy jest tanio.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.