Mąż przechodzi obojętnie

Ładnie zrobionych produkcji ze świetnie skrojonymi scenariuszami można życzyć stacjom na kolejny rok, tak aby nikt nie przeszedł obok nich obojętnie, pisze Monika Walewska, senior media planner buyer w domu mediowym Starcom.

"Wali mnie to kompletnie i nic tam nie widzę, bo nic tam nie ma" to jedyna odpowiedź, jaką otrzymałam na pytanie: "Co twoim zdaniem było ciekawego w telewizji w tym roku?", zadane półnagiemu przechodniowi – najmniejszej dostępnej mi grupie celowej, która przy okazji jest moim mężem.

Czasy, kiedy wierzyłam w łatwe i przyjemne przeprowadzanie ankiet na większą skalę, minęły bezpowrotnie, kiedy tuż przed sesją na I roku latałam z dzienniczkami radiowymi po Żoliborzu zdefiniowanym od Prymasa Tysiąclecia po plac Wilsona. Huk zatrzaskiwanych z impetem drzwi przed moim nosem był szczytem udanych interakcji w porównaniu z pytaniami zazdrosnych żon zadawanymi przez domofon: "Co pani chce od mojego męża?". A ja tu na deszczu, wilki jakieś – nic śmiesznego. Z docelowo 20 dzienniczków udało mi się przynieść jakieś dwa wypełnione, co raz na zawsze ostudziło moje zapędy do tej formy sprawdzania opinii.

Natomiast opinia mojego informatora mogłaby być spokojnie odzwierciedleniem ogółu, a przynajmniej tego all 16-49. Tymczasem jest to bardzo ignoranckie podejście do tematu, zupełnie niedoceniające starań stacji o dostarczenie masowej widowni masy rozrywki.

Kolorowy Szpak

Ten rok rozpoczął się pieśnią na ustach – 3 spośród top 4 stacji wprowadziły na rynek aż 4 nowe śpiewające talent show: pierwsza edycja "X Factor" w TVN, dwie edycje "Must be the Music" w Polsacie oraz wiosenna "Bitwa na głosy" i jesienny "The Voice of Poland" w TVP2. I jakby tego było mało, w "Mam talent" najlepiej idzie tym, którzy śpiewają. Co dalej? Czy wkrótce rozśpiewane reklamy zaleją nas niczym chińskie skarpetki i jedynymi powszechnie znanymi hitami będą piosenki ze spotów proszku do ich prania?

Przewaga podaży nad popytem już jest w tej branży, kompozytorów i autorów tekstów na miarę wszech czasów, a wesel aż tylu do obskoczenia chyba nie ma.

"X Factor" na tle konkurencji wypadł najlepiej, ale też działał w najmniej skażonym innymi hitami środowisku. Przy okazji udało mu się w błyskawicznym prawie jak zupa instant – zalej wrzątkiem i gotowe – tempie wyhodować jedną z gwiazd do XIII edycji "Tańca z gwiazdami". Kolorowy Szpak tak rozwinął skrzydła, że po prostu przefrunął do kolejnego show stacji, tym samym zyskując status najczęstszego gościa w polskich domach w niedzielne wieczory.

"X Factor" pokazał też, że marzenia się spełniają i nigdy nie wiesz, do czego doprowadzi twoja pasja. Jak widać, można było być gorliwym fanem Puszka Okruszka i zostać megagwiazdą, czyli Beautiful Story by Maja Sablewska. O dziwo, nie została po tym wydarzeniu twarzą Reserved, lecz Rimmela.

Może dlatego, że to wszystko jest pokręcone jak co najmniej Rimmel Mascara Sexy Curves? I może też tym przewodnim motywem toczącym się w telewizji kierowała się KRRiTV, wprowadzając komunikat w programach zawierających branded content "audycja zawiera/ła lokowanie produktu"? Coś, co miało raz na zawsze pomóc uporać się z tematem ukrytych reklam, wyszło zabójczo śmiesznie.

Oglądalność odwrotnie proporcjonalna do ciąży

Ten rok to także seryjny killer. I dosłownie, i w przenośni.

Udany debiut "Przepisu na życie", historii krążącej wokół kulinarnych aspektów życia autorstwa Agnieszki Pilaszewskiej, która jako aktorka jak na ironię losu zakończyła swój los w "Barwach szczęścia" poprzez zderzenie twarzą twarz z tortem. Niby te same środki wyrazu – jedzenie – a jakąż paletę uczuć są w stanie pokazać.

W Polsacie na podtrzymanie po kilkuletnim okresie "Samego życia" pojawiła się "Linia życia", a "Majkę" w TVN zastąpiło "Prosto w serce", którego oglądalność jesienią rosła odwrotnie proporcjonalnie do ciąży Anny Muchy odgrywającej główną rolę.

Co ciekawe, w tym paśmie na prowadzenie po raz pierwszy od zarania dziejów wysunęła się "Pierwsza miłość", udowadniając, że ta nigdy nie umiera.

Jak piegami po słońcu na mojej twarzy obsypało też w równie mało atrakcyjne dla oczu produkcje.

"Chichot losu" przeszedł bezszelestnie, "Układ warszawski" wszedł za "Kulisy", "Wiadomości z drugiej ręki" tytułem sprowokowały oglądalność, czyniąc ją drugiej kategorii, "Rezydencja" – kompletnie nie wiadomo, co powiedzieć, wszystko opada. Być może miała to być "Prezydencja" na cześć objęcia jej w UE przez Polskę w tym roku? "Wszyscy kochają Romana" aż tak, że wysłali go na urlop aż do odwołania.

Poza tym nic już nie będzie takie jak kiedyś wraz ze śmiercią Hanki Mostowiak w "M jak miłość".

Obraz telewizji zmieniło też pojawienie się Mike'a Szymańskiego, który dostał swój nowy show "HDw3D" i obecność w nim na równie krótki czas jak jego nowa fryzura. Być może przyczyną braku czasu jest też to, że na bank Szymon pojawi się w niejednym bloku reklamowym.

Wielka szkoda, tym bardziej że musiał ustąpić miejsca jedynemu teleturniejowi, gdzie prowadzący patrzy na wszystkich z góry, czyli "Milionowi w minutę", rozrywce pachnącej dziwnie Polsatem.

"I tu, i tu" - zyskało też inne nowe znaczenie poprzez dawanie fanom produkcji TVN zobaczenie ich wcześniej lub później dzięki TVN Player w internecie. To też zbawienie dla wszystkich często uwięzionych po godzinach w pracy, aby mimo wszystko być na bieżąco i móc samemu ocenić to i tamto.

Jury z Jury

A ocenianie, jak wiadomo, jest ważne, jeśli nie najważniejsze. Inwazja jurorów trwa. Za chwilę pojawi się jury najlepiej z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, aby ocenić, który z aktualnych składów sędziowskich jest najlepszy. Niesamowite jest, jaką moc ma tych kilka osób, które przeobrażają się w konie pociągowe programu.

Nergal zdemonizował społeczeństwo, biznes rodzinny Urbańskich w "Tańcu z gwiazdami", Kozyra tyra w "Mam talent", a Wojewódzki został przesiedlony do "X Factor".

Topowe tematy ostatnich miesięcy – pierwsze strony gazet i pudelkopodobnych portali aż od nich kipiały.

Brzydkich kobiet nie ma

Podobnie jak XIII edycja "Tańca z gwiazdami" kipiała od gwiazd, o których istnieniu większość dowiedziała się dopiero dzięki show. Mogliśmy na przykład poznać siostrę Joanny Krupy. Widać redefinicja gwiazdy dzieje się na naszych oczach. Szczerze mówiąc, cieszy mnie ten kierunek, gdyż ponieważ poniekąd jestem być może daleką krewną pani Walewskiej i być może w XXV edycji przyjdzie i na mnie kolej. Na pewno potrzebuję tego bardziej niż siostra JK. Jak wiadomo, wszyscy dają tam z siebie bardzo dużo, szczególnie kilogramów.

Gdybym w domu powiedziała, że teraz przez jakiś czas codziennie muszę trenować, i jeszcze dostałabym za to kasę, to zapewne dostałabym i zgodę, i czas wolny na realizację zadania.

Moja mama myliła się niestety, że z wielką dupą wejdziesz wszędzie, a z wielką mordą nie.

W dzisiejszych czasach trzeba dobrze wyglądać, a "im więcej ciebie, tym mniej" osiągniesz z łatwością – chyba takie rozwinięcie mógł mieć na myśli podmiot liryczny tej piosenki.

Jak wiadomo, nie ma brzydkich kobiet, tylko wina czasem brak i za rzadko odwiedzają nas stylistki z zagranicy, które na oczach całej Polski odkryją w tobie, co kryjesz w sobie. Krótko mówiąc, pokażą, że twoje szczęście we wszystkim wisi w twojej szafie i ile czego tam wsadzisz, tyle wyciągniesz z życia. Trinny i Susannah pojawiły się na wiosnę w Polsce w TVN Style z programem "Jak się nie ubierać", jednak nie dla wszystkich jak do "Ostatniej paróweczki" starczyło miejsca.

Karolina Korwin-Piotrowska została zmuszona do wykorzystania lokalnych zasobów sztabu specjalistów z "Top model" i pokazała swoim nowym wcieleniem, że manifestowanie wśród kobiet obojętności wobec wyglądu to totalny bullshit.

Ładnie zrobionemu jest łatwiej, może liczyć na sporą oglądalność, zapamiętywalność i takich ładnie zrobionych produkcji ze świetnie skrojonymi scenariuszami można życzyć stacjom na kolejny rok, tak aby nikt nie przeszedł obok nich obojętnie, nawet jeśli jest to tylko mąż na trasie łazienka – sypialnia.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.