Dobrze obstawiliśmy medium [WYWIAD]

Rozmowa z Anną Gruszką, co-managing domu mediowego Codemedia, o starcie firmy, biznesowych decyzjach i trochę o dziennikarskiej przeszłości.

Zacznijmy od historii Codemedia – dlaczego planowanie i zakup online?

Anna Gruszka: Chyba dobrze obstawiliśmy medium, to jest kanał, który będzie się rozwijał najmocniej. Wierzymy w digitalizację mediów tradycyjnych, chyba w taką stronę to wszystko zmierza. Trzon, czyli Sławek Kornicki , ja i Łucja Gdala, pracowaliśmy razem w agencji Media Contacts (Havas Media). W tej firmie kładliśmy już mocny nacisk na merytorykę zespołu i obsługę klienta. Wiele innych firm kupowało wtedy internet przez brokerów. Dobrze nam szło, więc wpadliśmy na pomysł, że możemy to robić sami, niekoniecznie w sieciówce. Dla mnie osobiście była to bardzo trudna decyzja, dlatego że w tym czasie, kiedy Sławek zaproponował wspólny biznes, ja dostałam propozycje kierowania digitalem w sieciówkach.

Może pani powiedzieć, jakie konkretnie?

A.G.: Sieciowe domy mediowe. To może nie była dla mnie decyzja życia, ale dosyć ciężka. Postawiłam na naszą trójkę. Ludzie się stukali w głowę, bo zaczynał się kryzys, to był koniec 2008 r. Padały pytania: jak my sobie poradzimy bez pomocy wielkiego brata zza oceanu, który przywiezie budżety? Zaczęliśmy i okazało się, że to był najlepszy pomysł. Fajne momenty z samego początku to takie, kiedy dostawałam telefony od klientów, z którymi miałam kiedyś kontakt. Tłumaczę, że nie pracuję w tej firmie. Wtedy pada kolejne pytanie: dobrze, to podaj nowy adres e-mail, na który wyślę ten brief. To był dla nas największy wiatr w żagle.

Co jeszcze wydarzyło się ważnego i przypieczętowało sens prowadzenia Codemedia?

A.G.: Od początku braliśmy udział w wielu przetargach. Udało nam się pozyskać między innymi Link4 i KFC, ale sukces przypieczętował wygrany przetarg na obsługę Tesco.

To był rok?

A.G: To był 2009 rok, przełom lutego i marca. To był kamień milowy, bo wtedy rynek zaczął nas poważnie traktować. Przegrały wtedy z nami cztery sieciówki.

Pracujecie z Tesco dziś?

A.G.: Tak, nadal dla nich pracujemy, wygraliśmy kolejny przetarg. Było ciężko. Później pojawili się kolejni klienci, jak Tchibo czy Grupa Maspex Wadowice.

Jeszcze powracając do powstania Codemedia, od razu znaleźliście się w Grupie ADV?

A.G.: Od razu były rozmowy i Grupa została inwestorem Codemedia.

Czy rozdania w Grupie pomagają w zdobywaniu budżetów?

A.G.: Gramy wszyscy do jednej bramki, ale każdy walczy o swoje. Bardziej podkreślę konwergencję, czyli ostatnią fuzję Codemedia z Mediasense, czyli offline'em. Jeżeli jest możliwość pracy z Lemon Sky, to fajnie. Ale nie jest to obowiązkowe i decydujące. W ogóle my stawiamy na mocną współpracę z agencją kreatywną, niezależnie od tej, z którą pracuje klient. Trzeba usiąść przy jednym stole całą trójką – wtedy można odnosić realne sukcesy. Ostatnie Mixxy są tego najlepszym przykładem, bo właśnie przy tych projektach współpraca była równo rozłożona pomiędzy nas, agencję kreatywną i klienta.

Jak wygląda Wasza oferta po połączeniu z Mediasense?

A.G.: Jest jeszcze silniejsza strategicznie. Sprzedajemy wszystko, łącznie z outdoorem, ambientem itd. Zawsze blisko współpracowaliśmy z Mediasense, tylko w przypadku przetargów trzeba był tworzyć konsorcja. Dlatego połączyliśmy ofertę, by łatwiej było nam walczyć o budżety. Fuzja polegała też na łączeniu digitalu z offline'em, czyli wprowadzaniu innowacyjności do strategii mediowej.

Jak przekłada się to na finanse?

A.G.: Jako spółka giełdowa musimy prowadzić jawną politykę finansową, ale jesteśmy przed publikacją raportu rocznego. Musimy jeszcze poczekać z publikacją takich informacji.

Mamy czasy niepewności ekonomicznej, marketerzy szukają tańszych kanałów, odczuwacie to?

A.G.: My na to liczymy jako agencja performance marketingu. Wszyscy zjedliśmy zęby na performance'ie. Chcemy być cały czas wynagradzani za sukces. Są u nas tacy klienci, którzy udostępniają nam pełne dane sprzedażowe i pod nie optymalizujemy działania. Dla nas kryzys jest szansą.

Co z wizerunkiem marki Codemedia? Czy klienci nie przychodzą do Was tylko po internet?

A.G.: Oczywiście zależy to od klienta. Nasze podejście do internetu jest faktycznie wyróżniające na rynku, ale Mediasense też nie działa od dziś. Pracujemy razem od dłuższego czasu. Klienci teraz doceniają to, że mają wszystko pod jednym dachem, jeśli chodzi o strategię. Rzecz jasna są tacy klienci, których na razie nie zdobędziemy. Najczęściej zależy to w dużej mierze od rozdań globalnych, gdzie klient w Polsce nie może sam decydować. Takim przypadkiem u nas był Link4, kiedy centrala firmy powierzyła globalny budżet Grupie Starcom MediaVest i z automatu musieliśmy zakończyć współpracę.

Wiem, że macie w Grupie agencję kreatywną. Jednak na rynku pojawia się tendencja do tworzenia teamów kreatywnych wewnątrz domu mediowego. Czy Wy chcecie to rozwinąć?

A.G.: Współpraca w Grupie jest i będzie. Jednak jako Codemedia robimy też kreację. Najczęściej zdarza się to przy tzw. szybkich kampaniach. Gdy nagle trzeba zacząć działać, np. gdy klient wygrywa powiedzmy w jakimś rankingu. My dostajemy informację, że jutro musimy odpalić kampanię w sieci. W tak krótkim czasie agencje kreatywne często nie są w stanie dostarczyć nam projektów. Wtedy robimy i optymalizujemy je my. Jednak mówimy o klasycznych kreacjach, nie o wielkich akcjach typu augmented reality. Nie od tego jesteśmy.

Co zmienia się w planowaniu online?

A.G.: Uważam, że na znaczeniu zyska display w giełdowej odsłonie dzięki RTB. Od trzech lat mamy rok wideo (śmiech) i tutaj faktycznie coś zaczyna się dziać. Po ostatnim kwartale ub.r. wideo zyskiwało na znaczeniu. Mobile? (śmiech) Może trochę, ale nic wielkiego się nie wydarzy. Jeśli mobile to w modelu efektywnościowym, ale nadal jest problem z badaniem rynku reklamy mobilnej.

Kończąc sprawę Codemedia, mam kilka pytań bardziej osobistych. Przez dłuższy czas byłaś dziennikarką. Nie tęsknisz za tym światem?

A.G.: Zarządzając firmą, nie zostawiam strategii, czyli tej bardziej twórczej roboty, którą każdego dnia miałam w dziennikarstwie. Od zawsze byłam w mediach. Ten rynek traktuję całościowo, czyli nie dzielę ludzi na Worda i Excela. Jak zaczynałam w Polskim Radiu to byłam przekonana, że to będzie moja jedyna droga życiowa. Ale kiedy na studiach weszłam w badania, to zaczęłam się interesować rynkiem domów mediowych. Nadal lubię pisać, ale z obowiązku raczej są to prezentacje (śmiech).

Czyli raczej krótkie formy?

A.G.: Tak, zdecydowanie. Ale jak mówiłam, start w Polskim Radiu obnażył to, że jestem gadułą. Dzisiaj sprawdzam się na szkoleniach, przetargach i prezentacjach. Jeśli mam słuchaczy, to jestem zadowolona. Wystarczy audience i jest dobrze (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

A.G.: Również dziękuję.

Rozmawiał Maciej Florek

Maciej Florek 2065 Artykuły

Czujnym okiem przygląda się domom mediowym, agencjom interaktywnym i producentom OTC. Odtajnia najbardziej ukryte przetargi. Jego pasją jest kolej i wszystko co z nią związane.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.