Amantes amentes

Szaleni ci zakochani, a ich opiekunem Walenty, święty zresztą, patron szaleńców, epileptyków, no i zakochanych właśnie - pisze Tomasz Ciechański, copywriter i brand consultant.

Tak zwane walentynki w radosny sposób wyparły Luperkalia i obok również napływowego Halloween są moim ulubionym świętem. Jak powiadają gorącokrwiści Iberowie, "no se puede vivir sin amar", ale jednak apelowałbym o zdrowy rozsądek i lekkie ochłodzenie posoki w obliczu komercyjnego, paraobyczajowego terroru. Afektu cnego dowody można dawać codziennie, zamiast raz do roku wpadać w histerię i napełniać sakiewki chichoczących florystów, restauratorów i dystrybutorów okrutnej zarazy komedii romantycznych. Polecam tu sprawdzić hasło "valentines day" w słowniku: www.urbandictionary.com.
Marketing walentynkowy jest zazwyczaj do przesady słodki, wręcz mdły, lecz zdarzy się czasem coś naprawdę fajnego. Proszę rzucić okiem na okolicznościową reklamę restauracji Wurst (na zdjęciu). Symbolika wymowna i ad rem jak najbardziej, że tak się wyrażę. Kanadyjska restauracja serwująca teutońskie specjały na pewno zdołała urazić tym przekazem kilka osób...
Przejdźmy więc do obrażania! Nazwałem komedie romantyczne zarazą. Już się tłumaczę (niewinnym będąc). Gatunek ten buduje z premedytacją deprywację względną i dlatego właśnie uważam, że jest zły i należy go unikać. Tę samą deprywację codziennie umacnia telewizja ze swoimi serialami i podobnymi głupotami. Oczywiście olbrzymią rolę w - delikatnie powiedziawszy - rozdrażnianiu mas odgrywa reklama i na tym polu wszystkie powyższe wątki się skrzyżują.
Przed walentynkową randką warto użyć dezodorantu – jeśli z umiarem, może to znakomicie pomóc w osiągnięciu zamierzonego celu i zmniejszeniu frustracji wywołanej przez deprywację. Skąd mamy wiedzieć, jakiego dezodorantu użyć? Który z nich najskuteczniej spenetruje nozdrza i świadomość płci przeciwnej? Wszystko to powie nam, rzecz jasna, reklama. I tu moment na opadnięcie rąk i pusty śmiech. Rada Reklamy (co to i po co to, na Jowisza, jest?) i Komisja Etyki tejże musiały orzekać w sprawie reklam dwóch marek dezodorantów męskich, bo widzowie poczuli się urażeni. Raz wizerunkiem upadłego anioła płci wyraźnie żeńskiej, a dwa wysportowaną sylwetką pana, który każe paniom na siebie patrzeć.
Czujni współobywatele i czcigodne Rada oraz Komisja sprawiają, że czuję się naprawdę bezpiecznie w bezlitośnie cynicznym świecie marketingu.
Oburzonym i obrażonym reklamami dezodorantów kabalistkom i nosicielom kompleksów polecam zanieść gorące modły do świętego Walentego. Bynajmniej nie jako do patrona zakochanych.
Tak właśnie do mnie dotarło, że już w samym brzmieniu Komisja Etyki Reklamy kojarzy mi się niczym instytucja, która troszczy się o to, aby wszyscy gangsterzy posługiwali się bronią o jednakowej szybkostrzelności, kalibrze i donośności. Dbają też o szczere uczucia w zamtuzach itd.


 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.