Social najważniejszy

Maciej Bielicki, CEO Lubię to - Social Media Agency, opowiada o wynikach i planach finansowych swojej firmy. Komentuje społecznościową rzeczywistość i nie wyklucza poszukiwań branżowego inwestora.

Maciej Bielicki (Fot. K. Plebankiewicz)
Maciej Bielicki (Fot. K. Plebankiewicz)
MMP: Kiedy spotkaliśmy się w zeszłym roku, chciał Pan zrealizować następujący plan: 2,5 mln zł przychodu za 2011 r. Czy Wam się to udało?

Maciej Bielicki: Udało nam się to zrealizować w 95 proc.

Gdzie jest pozostałe 5 proc.?

W drodze (śmiech). Niektóre projekty np. przesuwają się na kolejny rok. W zeszłym roku mieliśmy przychody na poziomie 2,35 mln zł. Zysk wyniósł 550 tys. zł. Uważam, że jak na niecałe dwa lata funkcjonowania na rynku jest to całkiem dobry wynik. Dla porównania, kiedy zamykaliśmy rok 2010, mieliśmy przychód na poziomie około 250 tys. zł.

Z moich informacji wynika, że wzmacnialiście zespół w ciągu ostatniego roku. Ile obecnie zatrudniacie osób?

Nasz zespół to 35 osób. 20 zatrudnionych jest na miejscu, pozostałe pracują na zasadzie freelance'u. W tym czasie postawiliśmy dział graficzny z prawdziwego zdarzenia, rozbudowaliśmy też dział IT, co było dla nas dużym krokiem w rozwoju firmy. Dodatkowo znacząco wzmocniliśmy client service, co jest zrozumiałe przy takim wzroście i naszej filozofii działania – dotyczącej "dopieszczenia" naszych klientów.

Czy chciałby Pan wymienić nazwisko roku w Lubię To – Social Media Agency?

Nazwiskiem roku jest Yuri Drabent. Yuri jest swoistą twarzą agencji – ma ogromny wpływ na wizerunek Lubię to na rynku. Jego wystąpienie na konferencji SocialmediaStandard 2012 zostało uznane za najlepsze na tej imprezie. Takie działania bardzo dobrze konwertują się na biznes, Yuri miał duży wpływ na wynik, jaki osiągnęliśmy w zeszłym roku. Największy jednak miała skoordynowana praca członków całego zespołu, który stoi za sukcesem Lubię to, za co chciałbym im bardzo podziękować.

W Waszych planach było również poszerzenie działalności na kolejne kraje Europy. Jak się to udało?

Bardzo dobrze. Pracujemy obecnie z centralami kilku firm. Nasz największy jak dotąd projekt prowadziliśmy na 13 rynkach w Europie.

Chciałbym zapytać Pana o wycenę agencji Socializer. W pewnym momencie wynosiła ona 36 mln zł  – to jest taka sama kwota jak wycena K2. Co Pan o tym sądzi?

Social media rosną niebywale szybko. Wszystkie firmy działające na tym polu notują duże wzrosty. Bez kontekstu, gdyby patrzeć na nią przez pryzmat publicznie dostępnych wyników spółki, wycena Socializera może wydawać się bardzo wysoka. Inwestorzy kupują jednak przyszłość, a my sami najlepiej widzimy, w jakim tempie na rynku zachodzą zmiany – jak szybko się rośnie, czego można się spodziewać. To rynek z ogromnym potencjałem, a najlepsze agencje są w bardzo dobrej pozycji, żeby to skapitalizować. Wystarczy porównać K2 i Socializera pod względem dynamiki wzrostu przychodów.

Jeśli doszłoby do Waszego debiutu na NewConnect, na jaką wycenę liczycie?

Obecnie nie planujemy upublicznienia.

Co w takim razie jest tak cenne w agencjach social media?

Kompetencje, zespół i – przede wszystkim – zajęta pozycja na rynku i jej przyszły potencjał. Nasza branża zaczęła się tworzyć tak naprawdę około trzech lat temu. Ostatnie dwa lata to bezprecedensowy wzrost i boom. Rynek będzie rósł dalej – nie mam co do tego wątpliwości – ale nowym graczom będzie dużo trudniej zdobyć pozycję zajmowaną dzisiaj przez te agencje, które są tutaj od początku, jak my czy Socializer. Tak naprawdę firm zajmujących się socialem na poważnie jest bardzo mało. Policzyłbym je na palcach jednej ręki.

Pokusi się Pan o to?

Na tym etapie wszystko nadal jest zgadywaniem. Dopiero spływają wyniki finansowe spółek, które działają w tej branży. Jednak główne firmy z tego pola to Socializer, my, FaceAddicted, LiveBrand.

Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, wskazał Pan na ciekawy trend rosnącej liczby przetargów wyłącznie na media społecznościowe. Jak wyglądał początek tego roku, jeżeli chodzi o przetargi?

Początek roku, tradycyjnie, przyniósł lekkie spowolnienie. Jest to jednak bardziej cisza przed burzą – czy może prężenie się przed kolejnym skokiem – niż jakiekolwiek trwałe zjawisko. Lubię to z założenia nie uczestniczy w małych przetargach – jako agencja high-endowa walczymy o największe inicjatywy na rynku, a te naturalnie nie występują w jakimś "dużym stężeniu". W tej chwili uczestniczymy w kilku znaczących przetargach, których wyniki mamy poznać w najbliższej przyszłości. Social nadal jest specyficzny. Dość duża część rynku jest jeszcze w trakcie procesu uświadamiania sobie, że social media najlepiej powierzyć wyspecjalizowanej w ich obsłudze agencji, a nie dostawać je w pakiecie od agencji zintegrowanej. To dla nas duży potencjał.
 
Zamykamy temat przetargów. Jesteśmy po publikacjach ważnych raportów dotyczących rynku reklamowego. Dom mediowy ZOG obniżył prognozę dla naszego rynku do 1,9 proc. wzrostu. Natomiast AdEx za ubiegły rok napawa branżę optymizmem – wzrost rynku o 23 proc. Jak się Pan do tego odniesie?

Trudno mi komentować prognozy ZOG. Patrząc na AdEx, uważam, że w tym roku rynek będzie rósł z podobną dynamiką. Spójrzmy na USA. Tendencja w stronę przesuwania budżetów na digital jest widoczna gołym okiem. W Polsce będzie podobnie. Pewnie wolniej, pewnie mniej, ale tendencja zostanie zachowana. Internet i social będą rosły.

W badaniu AdEx nie ma Facebooka. Jeśli jednak byśmy go tam dołożyli, o ile lepszy mógłby być wynik za 2011 rok?

Gdyby Facebook pojawił się w badaniu, bez wątpienia mogłoby to zaważyć na tej liczbie. Spodziewałbym się kilkuprocentowego wzrostu od obecnego poziomu.

Na rynku szepcze się o sprzedaży Lubię to. Chciałbym wysłuchać Pańskiej wersji zdarzeń.

Nie wykluczamy takiej możliwości.

Komu byście chcieli się oddać?

(śmiech) Pięknemu i bogatemu. Obecnie rozmawiamy z kilkoma podmiotami, jednak ze względu na charakter potencjalnej transakcji nie mogę zbyt wiele powiedzieć. Mogę jedynie zdradzić, że nabywcy zgłaszają się do nas. Na razie musimy czekać.

Wolałby Pan znaleźć się w sieciowych strukturach agencyjnych, domu mediowym czy pracować z niezależnym podmiotem?

Nie wykluczam współpracy z nikim. Dzisiaj temat social mediów jest niebywale gorący. Ale trzeba być ostrożnym. Jeśli dojdzie do połączenia sił, to moim głównym celem będzie utrzymanie akcentów na mediach społecznościowych. Nie chcemy stać się odnogą, która nie będzie w centrum uwagi. Inwestor sam musi rozumieć potencjał social mediów oraz to, że w trakcie rozwoju nie może ich zaniedbać

Czy nie łatwiej zatem jest o debiut na parkiecie technologicznym?

Wejście na NewConnect nie jest w naszej obecnej sytuacji konieczne. Więcej – w tej chwili nie bierzemy tego pod uwagę. Utrzymujemy płynność finansową, jesteśmy w stanie sami finansować nasz rozwój. Pozyskanie kapitału inwestycyjnego nie stanowi dla nas problemu.

Zaczęliśmy rozmowę od rozliczenia Pana planów, a zakończymy ją postawieniem sobie kolejnych celów. Jakie wyniki finansowe chcecie osiągnąć w tym roku?

W poprzednim roku zwiększaliśmy prognozy trzykrotnie – z tegorocznymi będzie pewnie podobnie. Bezpiecznie możemy powiedzieć, że chcemy w tym roku osiągnąć przychód na poziomie 3,5 mln zł. 

Maciej Florek 2354 Artykuły

Czujnym okiem przygląda się domom mediowym, agencjom interaktywnym i producentom OTC. Odtajnia najbardziej ukryte przetargi. Jego pasją jest kolej i wszystko co z nią związane.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.