Kieszonkowe na koncie

Bank PKO BP unowocześnia Szkolne Kasy Oszczędności i wprowadza je w świat internetu.

Wychować sobie konsumentów od maleńkości – to marzenie każdego marketera. Największy w kraju bank PKO BP postanowił wykorzystać do tego platformę Szkolnych Kas Oszczędności. Bank chwali się, że jest to program realizowany przez bank nieprzerwanie od 75 lat. Część z państwa pewnie przypomina sobie książeczki SKO z lat szkolnych. Teraz odchodzą one do lamusa. Bank postanowił zrobić internetową rewolucję w SKO.   

Do tej pory dzieci oszczędzające w SKO miały książeczki, stan swoich oszczędności mogły sprawdzić u nauczyciela (opiekuna SKO), a ich pieniądze i tak były gromadzone na zbiorczym rachunku szkoły.

Od teraz każde dziecko ma swój indywidualny rachunek i dostęp do niego przez internet. Rodzice mogą zasilać te konta przelewami (bank promuje w ten sposób obrót bezgotówkowy), a dzieci mogą kontrolować stan swoich oszczędności samodzielnie i na bieżąco (przez internet). Wypłat nadal dokonują dorośli.

Bank nie tylko dostosował serwis transakcyjny, tak by był atrakcyjny dla dzieci (animacje, dźwięki, możliwość zmiany skórek etc.), ale wprowadził także tygodniową kapitalizację odsetek, by dzieci szybciej widziały przyrost oszczędności. Do tej pory ich wkłady były prawie nieoprocentowane (0,01 proc.), teraz środki (do 2,5 tys. zł) będą oprocentowane 5 proc. w skali roku. Prowadzenie rachunków nadal jest bezpłatne. Bank przygotował także nowe materiały informacyjne.

Muszę przyznać, że przygotowano je bardzo starannie. Są kolorowe, zrozumiałe i atrakcyjne wizualnie dla dzieci, nawet tych młodszych. Mamy przemiłą, modelową rodzinę Pieniążków (mama, tata, sześcioletni Kuba i jego siostra Kasia) i sympatyczną żyrafę o imieniu Lokatka. Mamy gadżety w postaci kolorowych książeczek, zeszytów, ołówków, linijek, naklejek, a nawet magnesów na lodówkę. Jako młody (stażem) ojciec mam jednak mały problem. Mianowicie z nazwaniem tych materiałów "informacyjnymi", a nie reklamowymi. Faktycznie w książeczce o przygodach rodziny Pieniążków (która w przystępny sposób wyjaśnia dzieciom, co to są, skąd się biorą i do czego służą pieniądze i gdzie je najlepiej trzymać) logo ani nazwa PKO BP się nie pojawia, ale za to logo SKO jest już na wszystkich tych materiałach. I co w tym złego? – ktoś zapyta. Ano w myśl porzekadła, że "czym skorupka za młodu nasiąknie...", Jasio, który w szkole opatrzy się z marką SKO, już jako Janek, a następnie Jan chętniej być może wybierze markę PKO. I oto bankowi chodzi.

 

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że już nawet kilkuletnie dzieci są odbiorcami masowej komunikacji reklamowej do nich skierowanej, ale zastanawiam się, czy takiej instytucji (dla przypomnienia Skarb Państwa ma w banku 40,99 proc. udziałów) wypada takie działania prowadzić, wykorzystując do tego szkoły (także państwowe).    
 
W programie Szkolnych Kas Oszczędności PKO Banku Polskiego uczestniczy obecnie ok. 150 tys. uczniów z 1938 szkół podstawowych i gimnazjów, którzy zgromadzili ok. 15 mln zł oszczędności (stan na koniec marca br.).

W Polsce w 13,9 tys. szkół podstawowych uczy się ok. 2,2 mln uczniów, zaś w ok. 7,3 tys. gimnazjów – ok. 1,3 mln uczniów.

PKO BP to największy w kraju bank pod względem liczby obsługiwanych klientów – prowadzi ponad 6,18 mln rachunków (w tym 670 tys. w internetowym Inteligo) i obsługuje ponad 7,16 mln kart płatniczych. Ma blisko 1,2 tys. placówek i 1,4 tys. agencji.

Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, gdy spytałem go, czy nie obawia się oskarżeń o kryptoreklamę, i to skierowaną do dzieci, żachnął się: – PKO BP prowadzi program Szkolnych Kas Oszczędności od 75 lat. Nie myśmy to zaczęli, ale uważamy, że spełnia on ogromną funkcję edukacyjną, ucząc dzieci finansów i przyzwyczajając do oszczędzania. To ma znaczenie także dla przyszłości państwa. Dlatego będziemy rozwijać program SKO. Przyznaje jednocześnie, że bank liczy, iż zyska nowych klientów świadomie zarządzających swoimi środkami, którzy pozostaną z nim na długo.

PKO BP nie ujawnia, jakie ma ambicje w związku z rozwojem programu SKO. Nie ujawnia też, ile kosztowało unowocześnienie systemu obsługi online Szkolnych Kas. Michał Macierzyński, dyrektor biura innowacji odpowiedzialny za SKO, przyznaje, że były to "spore” nakłady, a rocznie bank wydaje kilka milionów złotych na materiały informacyjne i "pakiety powitalne” (wspomniane książeczki, zeszyty i gadżety) dla uczniów oraz nagrody w konkursach dla szkół uczestniczących w programie.

Zgodnie z prawem bankowym każdy bank może prowadzić Szkolne Kasy Oszczędności, nie jest to formuła zastrzeżona dla PKO BP. Ponieważ zgodnie z prawem konto (rachunek) w banku można założyć dziecku, które ukończyło 13 lat, formalnie to rodzice zawierają umowy z bankiem, nad funkcjonowaniem programu czuwają zaś nauczyciele (często wychowawcy klas).

PKO BP chwali się, że nowy system SKO to pierwszy w Polsce i prawdopodobnie na świecie serwis bankowości internetowej tak mocno przygotowany z myślą o najmłodszych – animowany, udźwiękowiony i z możliwością personalizacji. 

Maciej Burlikowski 1160 Artykuły

W "Media & Marketing Polska" od 2000 r. Zajmuje się m.in. branżą telekomunikacyjną, usług finansowych, samochodami i energetyką. Uwielbia podróże dalekie i bliskie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.