Cannes: bez Ridleya Scotta, z chińskim Zuckerbergiem

Adrian Słojewski i Michał Konert z Grey Group Polska, uczestnicy KTR Young Creatives PR 2012, o swoich wrażeniach z Cannes Lions.

Cannes Lions dla reklamy to jak ceremonia rozdania Oscarów dla filmu. Choć może bardziej na miejscu byłoby porównanie do Złotych Palm. Ta świadomość nastroiła nas pozytywnie i pomimo tego że obydwaj zmagaliśmy się z niezaleczonymi infekcjami dróg oddechowych, nadającymi
naszym głosom brzmienie tenoru Jana Himilsbacha, w podróż ruszyliśmy pełni nadziei na wyjątkową przygodę na Lazurowym Wybrzeżu.

Pierwsze zetknięcie z Cannes, porażającym swoim przepychem, było jak przejście przez wrota do innego świata. Szczególnie dla nas, mieszkańców rozkopanej i zablokowanej przez hordy kibiców Warszawy. W centrum tego luksusowego mikroświata Pałac Festiwalowy ze wszystkich stron
ozdobiony wielkimi bannerami Cannes Lions. Nie sposób się pomylić. Festiwal jest widoczny na każdym kroku – nie można odmówić organizatorom pomysłowości i uporu, z jakim wpisali się w krajobraz tej, niewielkiej skądinąd, nadmorskiej miejscowości. Po kilku pierwszych minutach spędzonych w tym egzotycznym świecie dostrzegliśmy też wiele kontrastów. Bezdomni szperający po śmietnikach pod pałacowym kasynem czy przypominające Sopot ławkowe imprezy przy wódce. Klasyczna nadmorska imprezownia, tyle że na południu Francji… Po odbyciu obowiązkowej
wieczornej rundki udaliśmy się na spoczynek w oczekiwaniu atrakcji nazajutrz.

Chiński Facebook

Pierwszy dzień festiwalu to zaledwie przedsmak tego, co ma miejsce później. W większości wypełniły
go seminaria, co w porównaniu z różnorodnością zajęć dni kolejnych przedstawiało się dość
blado. Festiwal rozpoczęło nieco sztampowe wystąpienie Rene Rechtmana, CEO Goviral, na temat
budowania zaangażowania społeczności internetowych. Po 45 minutach spędzonych na słuchaniu
tego, o czym wiedzieliśmy od dawna, stwierdziliśmy, że nie jest u nas w Polsce tak źle ze znajomością
digitalu.

Lepiej było podczas kolejnego seminarium z udziałem Joe Chena, szefa Renren, chińskiego
odpowiednika Facebooka. Azjatycki Mark Zuckerberg, który zbudował bazę 400 milionów
użytkowników swojego portalu, bez cienia zakłopotania przyznał, że wykorzystuje dane osobowe
i prywatne preferencje zarejestrowanych w portalu w celach komercyjnych. Zaskoczył nas też
odmiennością dalekowschodniej kultury internetu. Niemal spadliśmy z foteli, słysząc, że chińskie
nastoletnie dziewczyny wielokrotnie bardziej zainteresowane są chłopcami wpisującymi swoje
posty za pomocą iPhone’a niż tymi, którzy robią to w tradycyjny sposób lub poprzez mniej "elitarne"
smartfony.

Hitem dnia okazał się wykład "Culture shocks: porno, youth and brands". Dotyczył on roli seksu i
pornografii we współczesnej kulturze i komunikacji reklamowej. To zadziwiające jak bardzo wciąż
ten temat jest tabu, nawet w rozwiniętych społeczeństwach Zachodu, i jak znaczny, niewykorzystany
potencjał ma dla reklamy. Bo czy stratedzy i plannerzy biorą pod uwagę to jak wiele czasu wielu
konsumentów spędza w portalach erotycznych? Co więcej, pierwszy kontakt z pornografią online następuje w wieku 11 lat. Porno wciąż stanowi zakazany temat, co prowadzi do rozwoju patologicznego postrzegania erotyki. Wiele zatem mówiono o platformie internetowej makelovenotporn.com, której celem jest oswojenie konsumentów z tematyką seksu w komunikacji oraz innych sferach życia.

Szczerość popłaca

Ostatnim dla nas tego dnia i niezmiernie interesującym wykładem było case study o tym jak
kanadyjski zawodnik UFC George St. Pierre stał się celebrytą i jedną z najpotężniejszych osobowości
nowych mediów. Jego fan page http://www.facebook.com/georgesstpierre ma już prawie 3 mln
fanów! Sympatyczny, choć budzący respekt George opowiadał o tym, że główną siłą jego
kampanii była szczerość. Justin Kingsley z Sid Lee, odpowiedzialnej za promocję St. Pierre'a, stwierdził
wręcz, że nawet internetowych haterów na FB należy cenić za to, że pobudzają dyskusję. Czy ktokolwiek pokusił się o wnikliwą analizę kampanii Hardkorowego Koksa w Polsce?

Czas między wykładami spędziliśmy na oglądaniu zgłoszonych prac w princie i TV. Tutaj, szczególnie
w przypadku spotów telewizyjnych, mieliśmy pełne spektrum odczuć - od zachwytów po zażenowane
niedowierzanie. Bardzo zróżnicowany poziom, ale liczymy na to, że wygrają najlepsi…

Drugi dzień festiwalu rozpoczęliśmy pełni nadziei na zobaczenie na żywo legendy kina akcji Ridleya
Scotta, który razem z CAA Marketing miał opowiadać o storytellingu w reklamie. I co? Nic. Wykład
odwołany, a kultowy twórca "Obcego" w Cannes się nie zjawił. Na otarcie łez otrzymaliśmy
seminarium Huffington Post. Niebawem czeka nas premiera nowego serwisu Huffpost Live. Będzie to
połączenie portalu newsowego z medium społecznościowym – ciekawe jak się sprawdzi. Podobnie
interesująca była prezentacja aplikacji "GPS for the soul", dbającej o to, by użytkownicy portalu dbali
o siebie.

Jednym z najciekawszych wystąpień podczas drugiego dnia festiwalu okazało się seminarium z
udziałem trójki dzieci. Jordan Casey (12 lat) jest najmłodszym programistą iOS, Caine Monroy (9 lat)
stworzył w garażu ojca ogromny, kartonowy plac zabaw ("Ohhh God. His is so cute" – padało z ust
kobiet najczęściej), a Adora Svitak (14 lat) to autorka trzech książek, nauczycielka i aktywistka. Różne
życiorysy i odmienne zainteresowania. Czego możemy się od nich nauczyć? Podejścia do życia,
szukania frajdy we wszystkim, co się robi oraz pielęgnowaniu w sobie "wewnętrznego dziecka", które
kiedyś może stać się siłą napędową do sięgania wyżej, dalej i szybciej.

Ile czasu trzeba na stworzenie globalnej kampanii reklamowej? Okazuje się, że tylko 24 godziny,
przynajmniej według Patricka O’Neilla, dyrektora kreatywnego TBWA\CHIAT\DAT, który wspólnie z
Nadią Comaneci, złotą medalistką igrzysk olimpijskich, oraz Antonio Lucio, dyrektorem zarządzającym
Visa, mówił o kampanii "Go world" wspierającej igrzyska w Londynie. Kampania nam się podoba,
ale najbardziej podobał nam się pan Lucio, który z niekrytą szczerością przyznał, że dyrektor
marketingu nie zawsze ma rację, a kreatywni powinni walczyć o forsowanie swoich pomysłów.

Wieczorem drugiego dnia festiwalu odbyła się pierwsza gala, podczas której wręczono Lwy
w kategoriach PR, promo & activation oraz direct. Brawa za brąz dla polskiego DDB za akcję
McDonald’s w kategorii promo & activation/retail. Poza tym w tej kategorii bardzo ucieszyło nas
zwycięstwo plażowego ambientu Sprite w wykonaniu Ogilvy Brasil São Paulo. Do naszych faworytów
wieczoru należały także kampanie DDB Paris dla Mini France w kategorii direct/cars & automotive
services oraz R/Ga New York za świetną aplikację "One copy song" dla Adama Tensta w kategorii PR/
media arts & entertainment.

Liczymy na to, że kolejne gale będą łaskawsze dla polskiej reprezentacji.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.