Wesołek z prawdziwej bajki

Kotlet schabowy jedzony w bar-busie z Katy Perry po tygodniu pracy na planie zdjęciowym do teledysku "Firework" - czyli praca w agencji reklamowej oczami Jakuba Barzaka, account supervisiora z Saatchi & Saatchi, członka kreatywnej "bojówki" Saatchi Chutzpah.

"MMP": Wśród osób, które nie są związane z branżą reklamową, panuje przekonanie, że praca w agencji reklamowej to bajka: "tylko siedzisz, wymyślasz i jeszcze ci za to płacą”, jak wygląda to z Twojej perspektywy?
Jakub Barzak: Spójrz na mnie! Jak bohater z prawdziwej bajki - zielone spodnie, broda do klaty, tatuaże. Z powodzeniem mogę zagrać jednego z siedmiu krasnoludków. Nawet wiem którego!

Którego?
Wesołka oczywiście! Ale na tym kończyłaby się nasza bajka. Choć cieszę się, że jeszcze ktoś tak postrzega pracę w agencji reklamowej w XXI w.

Jak według Ciebie wyglądałby idealny model współpracy z klientem? Jak wygląda to teraz - na co można sobie pozwolić, a co jest absolutnie niedopuszczalne?
Na pewno mogę ci od razu powiedzieć, o czym nie należy zapominać - o pogodzie ducha! Zdecydowanie o uśmiechu! Moim zdaniem to wszystko, ta bajka, jak mówisz, jest o ludziach. To są nieustanne emocje, uciekający czas, a w tym wszystkim pogoń za perfekcją. Trudności, jakie napotykasz, czasem się powtarzają, czasem totalnie cię zaskakują. Możesz jedynie dążyć do idealnego modelu, który na tę chwilę wydaje się tobie idealny na ten proces, kampanię czy klienta. Każdy jest inny, każdy wymaga czegoś innego. Czy jest to twój klient, czy ktoś z ekipy realizującej z tobą projekt. Według mnie wszystko jest wyczuciem chwili i człowieka. Wszystko jest zmienną. Oczywiście ramy są określone przez skostniałe, wyczuwalne procedury. Zapamiętujesz je, za chwilę znasz i wdrażasz. To jednak, jak postępujesz z ludźmi, jaką oferujesz im kulturę pracy, zależy od Ciebie - możesz proponować, możesz rozmawiać. Masz realny wpływ na energię, jaką budujesz wokół siebie. Wszystko sprowadza się do tego, żeby stworzyć więź z klientem czy też z teamem. Taką, która pozwoli na lepsze, wzajemne zrozumienie. Klientowi da poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do twojej pracy i agencji. To cementuje codzienną współpracę i pozwala na decydowanie się na odważniejsze projekty. Zależy nam na tym, żeby ciągle eksplorować nowe możliwości, wychodzić poza standardy. Bez zaufania jest to niemożliwe. Odpowiedziałbym chyba tak, że masz wpływ na idealny model, ale jest on energią bardziej niż procedurą. Siłą wyczucia, pogodą ducha i zaufaniem.

Praca przy których kampaniach była dla Ciebie największym wyzwaniem i/lub dała najwięcej satysfakcji?
Hmm.. myślę, że kotlet schabowy jedzony w bar-busie z Katy Perry po tygodniu pracy na planie zdjęciowym do teledysku "Firework" był taką satysfakcją. Satysfakcją też napawała mnie możliwość pracy w Saatchi Londyn, aby "wściekłe ptaki” T-Mobile przyleciały wraz z nowym brandem do Polski. Jeden z nich nawet wylądował na naszym logotypie na budynku przy ulicy Domaniewskiej. A wyzwanie? Codziennie staję przed nowymi. Jak każdy bohater wspominanej "bajki”. Obecnie mamy bardzo duże przed sobą. Mówię "mamy", gdyż wierzę w synergię działań grupowych. Poza tym odpowiedzialność zawsze się rozkłada, w razie czego. Niestety, oczywiście nic więcej nie mogę zdradzić, ale jednego już jestem pewien, że ta realizacja nie przejdzie niezauważona.

Chodzą słuchy, że jesteś liderem tajnej "bojówki” o nazwie Chutzpah. Grupy zorganizowanej w ramach Saatchi & Saatchi?

Tak, przynależę do grupy wariatów, wykolejeńców i wyrzutków. Tak, ukrywamy się pod pseudonimem Saatchi Chutzpah. To nasz artystyczny komentarz do wszelakich wydarzeń - kulturalnych, politycznych. Jednakże dementuję pogłoski o przywództwie w organizacji siejącej zgorszenie i zamęt intelektualny, bo dla nas to czysta "zajawka” na odrywanie się od codzienności. To poruszanie się poza ramami procedur. Szansa na podważanie ustalonego porządku myślowego, mówienie "nie" konwenansom i status quo. Wszystko za pomocą artystycznego performance'u, tradycyjnych skeczy oraz wybryków kaskaderskich tzw. stuntów. Dobra, przyznaję, wybryki kaskaderskie jeszcze przed nami. Czy może być coś piękniejszego? Dla mnie czysta, niczym nieograniczona przyjemność, choć realizowana w dużej mierze po godzinach. Nocne przygotowania, próby... bo wiadomo, że na pierwszym miejscu praca, a potem przyjemności. Zdradzę ci, że to jest właśnie ta moja bajka!

 

Katarzyna Kacprzak 292 Artykuły

Zajmuje się agencjami reklamowymi i eventowymi. Ma na oku studia produkcyjne i branżę OOH. Gdyby mogła wybrać byłaby kopistką w Bibliotece Aleksandryjskiej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.