Światłoczułe oko Maksa Factora

Historia życia Maksymiliana Faktorowicza wydaje się wręcz nieprawdopodobna. Biografia autorstwa Freda Bastena ukazuje kulisy budowania międzynarodowej kosmetycznej potęgi.

Jako siedmiolatek sprzedawał pomarańcze, orzechy i cukierki w holu łódzkiego teatru. Później świadczył usługi stomatologiczne, a tuż po swoich dziewiątych urodzinach rozpoczął intensywne terminowanie u najlepszego perukarza w mieście. Życie z ośmiorgiem rodzeństwa nauczyło go sumienności, odpowiedzialności i konsekwencji. Zanim skończył 14 lat, trafił do perukarza i kosmetologa opery w Teatrze Bolszoj. Przez wiele lat musiał troszczyć się o nieskazitelność carskich cer i peruk Romanowów, a cztery lata w rosyjskim wojsku nauczyły go podstaw frenologii i schorzeń skóry. W wieku 22 lat uciekł z ukochaną żoną do Stanów. Zaczął od maleńkiego zakładu fryzjersko-kosmetycznego i wytwarzania kremów. Skończył jako kosmetyczny król i ucieleśnienie amerykańskiego snu.

 

Marka jako odpowiedź na potrzeby rynku

Zaskakująca, pełna barwnych anegdot z życia Hollywood biografia wydana przez Znak jest świetną lekturą zarówno dla fanów historii marketingu i wielkich marek, jak i amatorów filmu.

Biografia ukazuje historię budowania marki od podstaw: od pierwszego pojawienia się na targach kosmetycznych w St. Louis w 1904 r. (na których zarobił fortunę, ale wspólnik go okradł), przez otwarcie swojego salonu fryzjerskiego przy Briddle Street, aż po założenie w 1909 r. Max Factor and Company i zapuszczenie trwałych korzeni w Los Angeles.

Tajemnicą błyskawicznej kariery kosmetologa z przemysłowej Łodzi była umiejętność udzielenia natychmiastowej odpowiedzi na potrzeby rynku. Factor potrafił pracować bez wytchnienia kilka dni i nocy z rzędu, kiedy pojawiło się zapotrzebowanie na nowy puder, nową pomadkę czy zamówienie na dwieście peruk na plan filmu akcji. Factor niejednokrotnie, chroniąc tajemnice handlowe swojej firmy, korzystał z pomocy swoich pięciu synów, żeby później w ich ręce przekazać potęgę międzynarodowego koncernu.

Do czasu objawienia talentu Maksa Factora aktorzy w Los Angeles własnoręcznie wykonywali makijaż z mieszanek wazeliny, mąki, smalcu, skrobi kukurydzianej, cold-creamu i papryki. Odważni wykorzystywali pył ceglany zmieszany z wazeliną. Jako zarostu i włosów na planie używano słomy, kleju roślinnego, piasku i pokruszonych liści tytoniu. Doświadczenie Factora zdobyte jeszcze w dzieciństwie pozwoliło na późniejsze udoskonalanie urody m.in. Elizabeth Taylor, Rity Hayworth czy Poli Negri. Mało kto wie o tym, że jedną z największych bolączek Rudolfa Valentino były blizna na jego policzku, niesforne brwi, zbyt tęga twarz i nierówny koloryt skóry. Aktorzy światowej czołówki swoją niebywałą urodę zawdzięczają właśnie Factorowi i jego darowi wprowadzania do rzeczywistości poprawek, które jako pierwszy określił mianem "makijażu".

Przefarbował włosy Hayworth na ognisty rudy, dla Phylis Haver stworzył pierwsze sztuczne rzęsy wykonane z ludzkich włosów, a kiedy Tom Mix poskarżył się, że jego koń Tony ma najrzadszy ogon ze wszystkich koni występujących w filmach, Max przyszedł mu z pomocą, oferując treskę, dzięki której rumak został posiadaczem najbardziej okazałego ogona w Hollywood.

Factor miał również swoją rolę w kreowaniu historii filmów komediowych: stworzył syntetyczną bezę, która dobrze się rozbryzgiwała, była tania i trzymała się twarzy aktora, nie spływając z niej za szybko. A trick z obrzucaniem tortem oglądamy na ekranach do dziś.

Uważnie śledząc potrzeby branży, jako pierwszy wprowadził na rynek kosmetyki, które dostosowywały się nie tylko do naturalnych odcieni skóry, ale współgrały również ze światłem. Linia Colour Harmony, stworzona specjalnie dla aktorów filmowych, podkreślała naturalne predyspozycje urody i kreowała pomadki specjalnie dla brunetek, blondynek, a także różne odcienie pudru dla różnych karnacji.

Marketing okiem łodzianina

Factor przez długi czas skupiał się raczej na innowacjach niż promocji. Chronił swoje patenty jak oka w głowie, był na każde zawołanie gwiazd ekranu i zawsze był gotów podejmować najpoważniejsze wyzwania branżowe.

Rozwój firmy zawdzięczał w niemałym stopniu postępom poczynionym w branży filmowej w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, ale branża filmowa także wiele zawdzięczała Factorowi. Kwintesencją jego sukcesu jest dostrzeżenie, że barwoczułość filmowej emulsji (zarówno w przypadku czerni i bieli, jak i koloru) jest diametralnie inna niż barwoczułość ludzkiego oka. Zrewolucjonizował pod względem charakteryzacji film czarno-biały, później kolorowy, nie mówiąc już o tym, że zwykłym zjadaczom chleba zaoferował niebywały komfort i luksus dostępny swego czasu tylko gwiazdom.

W latach 30. XX wieku Factorowie stworzyli specjalny makijaż przeznaczony dla prezenterów telewizyjnych, mimo że sama telewizja była jeszcze w powijakach.

Pierwszy podkład w kompakcie pochodził również z jego pracowni i nazwał się Pan-Cake. Jego sprzedaż była większa niż sprzedaż pozostałych 60 produktów firmy razem wziętych. Factor opatentował nazwę i formułę kosmetyku, aby uchronić swoje dzieło przed podobnie brzmiącymi konkurentami. Wytaczał również procesy firmom, które naruszały jego prawa. Najlepiej sprzedający się produkt konkurencyjnej firmy Elizabeth Arden, Pat-A-Kake, musiał zmienić nazwę na Pat-A-Créme. Procter & Gamble, rynkowy gigant, zwrócił się do Factorów z pytaniem, czy mogliby produkować dla niego podkład Pan-Cake i zezwolić na sprzedaż w innym opakowaniu w zamian za wysoką prowizję. Max wówczas odrzucił ofertę.

Kiedy Factorowie byli rozpoznawalni na dwóch kontynentach, zamiast kupowania drogich reklam w gazetach i magazynach organizowali pokazy makijażu w holach kin, uznając, że ich produkty leżą w zasięgu ludzi, których stać na zakup biletu. Kinomankom oferowali darmowy makijaż w specjalnym boksie w holu. Kobiety po wypróbowaniu makijażu nie kupowały tylko jednego produktu, ale wszystkie, których użyto do umalowania ich twarzy.

Na potrzeby nowych produktów wykorzystywali mechanizm marketingu rekomendacji. Gdy Max pracował w swoim laboratorium, testując odcienie pudrów, jego syn Frank rozdawał próbki koleżankom w szkole, nie mówiąc im, że prowadzi badania. Potem rzetelnie notował wskazówki i reakcje na nowy produkt i przekazywał je ojcu.

Bliskie znajomości i przyjaźnie z gwiazdami w swoich kampaniach wykorzystał późno, bo w latach 70. Wodoodporny makijaż promowała Cristina Ferrare, a później na visualach pojawiała się m.in. Betty Davies.

Biografia autorstwa Freda Bastena, jednego z wieloletnich pracowników Factora, prezentuje historię genialnego makijażysty nie tyle z perspektywy archiwisty i badacza, ile pracownika. Factor, mimo skromnego pochodzenia, został gwiazdą na własnych prawach, ale pozostał przy tym lojalny w stosunku do ludzi, którzy towarzyszyli mu w jego codziennej mozolnej pracy.

Po tej biografii nie spodziewajmy się szczegółów odkrytych w archiwach ani tajemnic handlowych i szczegółowej historii promocji marki - rodzina Factorów i tak pozwoliła autorowi na wiele. To biografia w wersji pop, ale nie można jej niczego zarzucić: zgrabnie i z wdziękiem odsłania kulisy pracy na planie filmowym, ukazuje etapy prac Factora, historię budowania jego kosmetycznej potęgi. I skłania do refleksji, w jakim punkcie znajdują się dzisiaj potężne autorskie marki, budowane mozolnie przez rodzinne firmy od kilkudziesięciu lat.

Katarzyna Woźniak 506 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.