Maspex nawija makaron

Lubella należąca do Grupy Maspex sfinalizowała transakcję zakupu brandu Malma. Firma z Wadowic przejmuje jedną z najpotężniejszych niegdyś marek.

Malma była wystawiona na sprzedaż już w połowie 2012 r. Wartość znaku towarowego i fabryk w Malborku i we Wrocławiu wyceniano wówczas na 86,6 mln zł. To skutek finansowych tarapatów sprzed kilku lat. Malma ogłosiła stan upadłości, bo jej długi sięgały 220 mln zł. Po zakupie przez Lubellę marki Malma w ramach procesu sprzedaży prowadzonej przez syndyka makaron z pszenicy durum będzie produkowany w Lublinie.

Lubella nie podaje wartości transakcji.

Firma poinformowała jednak, że planuje w Lublinie nowe inwestycje, bo dysponuje nowoczesnym zapleczem produkcyjnym, zamierza również zwiększyć zatrudnienie i w pierwszej kolejności skieruje propozycje współpracy do byłych pracowników spółki z Malborka.


Rewolucja Marbota
Historia powstania i budowania marki Malma nadaje się na obszerną publikację. Pomysłodawcą i założycielem Malmy jest Francuz Michel Marbot. Władający siedmioma językami i wszechstronnie wykształcony m.in. na Sorbonie zrobił zawrotną karierę w bankowości. Jako 27-latek został dyrektorem francuskiego banku w Grecji, a następnie we Włoszech. Poznał tam Polkę, pobrali się i na początku lat 90. Wówczas przenieśli się z 400-metrowego apartamentu w Mediolanie do 39-metrowego mieszkania w Warszawie. Marbot wierzył w polski rynek i jego biznesowy potencjał po upadku komunizmu. Ponieważ interesował się kuchnią i gotowaniem (prowadził nawet program "Smakowe rozkosze" w Polsacie) odkrył w Malborku zaniedbane zakłady produkcji makaronu. Zainwestował 100 tys. dolarów i w 1991 r. dokonał pierwszej w Polsce prywatyzacji. Zakupił nowy sprzęt, odnowił i pobudował nowe hale produkcyjne. Zainwestował w sumie ok. 50 mln euro. Wszystkim pracownikom podniósł pensje o 100 proc. Jako pierwszy przedsiębiorca w kraju ubezpieczył prywatnie swoich pracowników, a następnie solennie przyrzekł, że każdy zwolniony pracownik dostanie odszkodowanie w wysokości dwuletniego wynagrodzenia.

To nie koniec francuskich rewolucji. Mimo że wraz z początkami wolnego rynku wszystko, czego dotykali się przedsiębiorcy, przeważnie zamieniało się w złoto, Marbot miał ambicję stworzyć najlepszy makaron na świecie. Nowoczesne linie produkcyjne rodem ze Szwajcarii, wyjątkowo szlachetny jak na postkomunistyczne czasy surowiec, czyli pszenica Amber Durum z Kanady - to tylko skowronki nowego biznesu w Polsce. W rezultacie marka Malma zdobyła na początku lat 90. 25 proc. rynku, zostawiając dla drugiego gracza z segmentu premium, firmy Barilla, zaledwie 5 proc.
Do zaprojektowania logo dla Malmy Marbot zatrudnił wybitnego specjalistę od brandingu Massimo Vignellego, który w portfolio miał projekty m.in. dla Benettona, Lancii i American Airlines. To właśnie Marbot jako pionier wkroczył do telewizji z reklamą. Wiesław Michnikowski zachwalał z ekranu makarony hasłem "Nie ma jak u Malmy". Później markę makaronu swoim wizerunkiem sygnowała Sophia Loren. W czasach świetności przedsiębiorca zatrudniał 800 osób, ratował kolejne zakłady przed upadkiem i planował kolejne inwestycje. Do wściekłości doprowadził Włochów opinią, że makarony Malma należą do najlepszych na świecie.
Biznes rozwijał się w błyskawicznym tempie, ale Marbot brał kolejne kredyty w złotych. Kiedy w Europie doszło do nadprodukcji makaronów, ok. 2003 r., zaczęły spadać ceny, a firma na potrzeby rozwoju zaciągnęła w sumie sześć kredytów, w tym jeden we włoskim banku UniCredit. Wówczas zaczęły się też pierwsze kłopoty firmy.


Równia pochyła
W 2003 r., kiedy długi Malmy sięgały 130 mln zł, włoski bank UniCredit zaproponował prezesowi konsolidację kredytów. Marbot nie wahał się, bo propozycja wydawała się korzystna, ale swojej decyzji pożałował szybciej, niż mógł przypuszczać. W ubiegłym roku mówił w rozmowie z "Newsweekiem", że była to pułapka kredytowa obliczona na zlikwidowanie makaronowego gracza. Na początku 2006 r. bowiem bank wezwał Malmę do spłaty zadłużenia w ciągu 14 dni. Marbot ciągle widzi w tym włoską krecią robotę: Alessandro Profumo, ówczesny prezes banku UniCredit, był zarazem członkiem rady dyrektorów włoskiego producenta makaronów, koncernu Barilla, czyli podmiotu, który Marbot z przyjemnością i łatwością wymiótł swego czasu z polskiego rynku. Background biznesowo-ekonomiczny jest wyjątkowo skomplikowany, ale tropy wiodą do włoskiej ziemi, która Marbot oskarża za lawinę kłopotów. Prawda jest taka, że w momencie postawienia przez bank ultimatum maszyny w Malborku nie stanęły, firma wciąż produkowała i sprzedawała. Jednak nawet zdrowe finansowo przedsiębiorstwo nie jest w stanie spłacić wielomilionowego zadłużenia w 14 dni. Francuski inwestor, uwielbiany przez mieszkańców Malborka za swoją troskę o los pracowników, został postawiony pod ścianą, a domniemane powiązania zarządu UniCredit z Barillą, Pirelli i sprawą polską określił mianem "Umowy Chopin".
Firma ostatecznie zgłosiła wniosek o upadłość w 2005 r., a Bank Pekao ogłosił jej upadłość w roku 2010. Dopiero w 2011 r. stanęły maszyny w fabryce. W 2012 r. syndyk szukał dla firmy kupca. Zakupem poważnie był zainteresowany Maspex, ale czekał na uregulowanie spraw pracowniczych. Wyrok sądu we Wrocławiu stanowił, że skoro syndyk przejął firmę, powinien również płacić jej pracownikom, ale ponieważ nie prowadzi działalności gospodarczej, sąd zwolnił go z tego obowiązku, a obciążył Marbota. Przedsiębiorcę, który zbankrutował, a żeby spłacić chociaż część długów, zastawił nawet własny majątek.
Francuz zasłynął z tego, że w związku z wyrokiem sądu bronił ludzi do końca, pikietując w połowie lipca ubiegłego roku na Wiejskiej i domagając się wypłat dla nich. Przez 12 nocy spał w swoim 10-letnim peugeocie, pił tylko wodę i wzywał do obrony swoich pracowników, żeby zablokować decyzję o ich zwolnieniu. Protest zarzucił w momencie, kiedy rzecznik praw obywatelskich i minister sprawiedliwości obiecali się sprawie przyjrzeć.

Według badań SMG/KRC Polacy makarony lubią i chętnie je spożywają: ponad 35 proc. ankietowanych spożywa je dwa razy w tygodniu. Jak podaje Maspex, wartość rynku makaronów w Polsce to ok. 900 mln zł, z czego Lubella ma ok. 30 proc. Rocznie produkuje się 150 ton makaronu w Polsce, jak informuje Lubella. Maspex należy do firm, które na reklamie i rozległych działaniach marketingowych raczej nie oszczędzają: według danych całościowych Kantar Media Grupa Maspex w 2012 r. wydała na reklamę ponad 176,875 mln zł, a w 2011 - nieco ponad 173,111 mln zł.

Spory kawałek makaronowego tortu jest wciąż do wzięcia.

Katarzyna Woźniak 381 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.