Wszyscy marudzą, lecz każdy widział

Śledząc publikacje o MTV Video Music Awards, natrafiałem na komentarze, że format się wyczerpał, że wydarzenie nie zaskakuje, a kiedyś działy się rzeczy ekscytujące, np. występ Michalela Jacksona i Slasha czy pocałunek Madonny i Britney Spears - pisze Jerzy Dzięgielewski, dyrektor programowy MTV.

To dopiero było coś! Czytam takie wypowiedzi i zastanawiam się czy mają rację, czy naprawdę MTV VMA przestała kogokolwiek interesować…? I wtedy przychodzi niedzielny wieczór. Przed telewizorami zasiada 10,1 miliona widzów, czyli o 66 proc. więcej niż rok wcześniej. Ratingi szybują błyskawicznie – w porównaniu z 2012 rokiem wzrosły o 47 proc., współczynnik SHR w grupie docelowej 12-34 wyniósł 7,8. Potem dowiedziałem się również, że gala pobiła rekord w całej historii Viacomu dotyczący liczby wyświetleń w cyfrowych kanałach MTV (strona WWW i media społecznościowe). Ponad 4 miliony fanów odwiedziło stronę internetową MTV.com oraz dedykowaną aplikację stworzoną przez MTV, generując ponad 15 milionów wyświetleń (pięć razy więcej niż w zeszłym roku). A jednak grupa ludzi, którzy chcą oglądać swoich ulubionych artystów na żywo, jest ogromna. Na dodatek ci młodzi widzowie oglądają galę wraz z przyjaciółmi, dzieląc się wrażeniami online na Twitterze w rekordowym tempie 360 tys. TPM (wpisów na Twitterze na minutę) w najgorętszym momencie. Nawet Superbowl 2012 nie wywołał takich emocji (321 tys. TPM). Odetchnąłem z ulgą.
Analizując to, co wydarzyło się podczas gali, chciałbym zacząć od jednej rzeczy – każdy ma swój prywatny gust muzyczny. Jedni lubią Nirvanę, inni Vivaldiego, a jeszcze inni kołyszą się do przebojów One Direction. Każdy ma prawo do słuchania swojej muzyki i przeżywania jej we własny sposób. I właśnie w tym tkwi siła MTV VMA, bo gala to prezentacja najpopularniejszych artystów w danym momencie, niezależnie od gatunku, jaki reprezentują. To fenomenalne występy Justina Timberlake’a, mrocznego Kanye Westa, manifest przeciwko dyskryminacji na tle orientacji seksualnej za sprawą monumentalnego występu Macklemore and Ryan Lewis czy Lady Gaga w zupełnie nowej odsłonie. To również twerking w wykonaniu Miley Cyrus, która skupiła na sobie ogromną część uwagi mediów i widzów. Ale ten szum i zainteresowanie ma konkretny wymiar w postaci liczby sprzedanych utworów, np. na iTunes. I to są już konkretne pieniądze wynikające z tego szumu.

Ludzie kupują

Jeden z triumfatorów gali, Justin Timberlake, zdobył prestiżową nagrodę Michael Jackson Video Vanguard Award, otrzymał trzy nagrody KAWS Moonmen (w tym dla kategorii Wideo Roku) oraz owację na stojąco za płytę z największymi przebojami. Jego niespodziewane pojednanie z dawnymi kolegami z boysbandu NSYNC wzbudziło aplauz publiczności i było jednym z najczęściej komentowanych wydarzeń w mediach społecznościowych – podczas występu na Twitterze zanotowano 219 800 tweetów na minutę, co dało aż 2,9 miliona tweetów w ciągu całej gali. Tak duże zainteresowanie błyskawicznie odbiło się na sprzedaży płyt – krążek Justina Timberlake odnotował aż 1876-procentowy wzrost sprzedaży, podczas gdy sprzedaż utworów NSCYNC wzrosła o 156 procent.

Wspólne wykonanie "We can’t stop/Blurred lines/Give it to U” przez Miley Cyrus i Robina Thicke natychmiast przełożyło się na wzrost zainteresowania płytami artystów. Czwarty album Cyrus, noszący tytuł "Bangerz”, uplasował się na piątym miejscu listy najpopularniejszych albumów na iTunes. Z kolei singiel "Give It 2 U” Robina Thicke odnotował wzrost sprzedaży o 306 proc., a cały album "Blurred Lines” zanotował wzrost o 30 proc. Komentarze do ich wspólnego występu pojawiały się z prędkością 306 100 tweetów na minutę, ustanawiając tym samym rekord dla wydarzenia rozrywkowego. W momencie zakończenia gali aż 4,5 miliona tweetów dotyczyło występu Miley Cyrus. 

Premierowe wykonanie nowego singla Lady Gagi "Applause” przyniosło artystce nie tylko 2 miliony tweetów, lecz również 112-proc. wzrost sprzedaży w cyfrowych kanałach dystrybucji. Z kolei najnowszy singiel "Gorilla” dwukrotnego zdobywcy VMA Bruno Marsa od razu trafił na listę najpopularniejszych utworów na iTunes, a album "Unorthodox Jukebox” uplasował się na 5. miejscu najlepszych albumów.

A więc takie są fakty. Zaskoczyło mnie to, że wielu dziennikarzy i komentatorów muzycznych zamiast danych dotyczących popularności gali, oglądalności transmisji czy sprzedaży utworów poszczególnych artystów zaczęło opowiadać coś o "śmierci muzyki pop”. A jest przecież dokładnie na odwrót. Cały świat się ekscytuje tym, co się wydarzyło, a u nas stypa i narzekanie. Świat się zmienia, moi państwo, można się z tym kłócić i obrażać lub przyjrzeć z szerszej perspektywy. Widzowie chcą oglądać prawdziwe, nierzadko kontrowersyjny show, artystów, którzy nie chcą się podporządkować wytycznym reżysera i zamiast grzecznego koncertu serwują nam totalne zaskoczenie. Takie są fakty.


Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.