Płatność za prywatność

Można spotkać się z opinią, że jeśli internauci nie płacą za produkty, takie jak skrzynka pocztowa, dostęp do serwisu społecznościowego i inne narzędzia oferowane bezpłatnie w sieci, sami się stają produktem - pisze Mateusz Strzałkowski, rzecznik prasowy fundacji Bezpieczniejwsieci.org.

Obserwując politykę technologicznych gigantów, nie trudno zauważyć, że opierają oni swoje modele biznesowe na powszechności swoich rozwiązań i operowaniu danymi swoich użytkowników. Internauci korzystają z kompletnego i darmowego produktu, jego twórcy zarabiają na sprzedaży ich danych osobowych, udostępnianych innym podmiotom, np. firmom reklamowym. Wynika z tego, że podstawowym produktem firmy nie jest to, czego używa internauta, lecz jest nim on sam.

Płacić czy nie płacić?


Jednym z rozwiązań, które mogą wpłynąć na zmianę tego stanu, jest rozpoczęcie płacenia za produkty, których używamy w sieci. W momencie, kiedy narzekamy na przekazywanie naszych danych reklamodawcom, firmy orientują swój biznes na zarabianie pieniędzy. Rozwiązanie to nie jest pożądane przez większość internautów – kto chciałby rozpocząć płacić za usługi, które do tej pory były oferowane "bezpłatnie"? Argumentowanie, że użytkownik płacący za usługę, jest traktowany jako podmiot transakcji i ma wpływ na jej oferenta, nie przekonuje większości internautów, którzy godzą się na akceptację polityki prywatności mimo konsekwencji udostępniania danych osobowych. Nie płacąc za używanie produktu i akceptując politykę prywatności, zgadzamy się na naruszenia naszej prywatności.

Dyktat gigantów

W zakładce dotyczącej polityki prywatności Google użytkownik zostaje poinformowany  
o tym, jakie informacje dotyczące jego osoby są gromadzone. Firma tłumaczy, że warunkiem korzystania z jej usług jest założenie konta Google, podczas tej operacji niezbędne jest podanie danych osobowych, na co świadomie godzi się użytkownik. Można mieć zastrzeżenia do niejasnej polityki prywatności prowadzonej przez firmę, która pozostaje niezrozumiała i zawiera niepokojące zapisy dotyczące m.in. łączenia osobistych danych użytkowników między różnymi usługami. Należy zauważyć jednak drugą stronę tego zjawiska, pomimo że nowa polityka prywatności jest krytykowana od roku, większość ludzi jej nie czytała i nie zamierza tego zrobić, ponieważ cenią oni możliwość darmowego korzystania z Gmaila, wyszukiwarki Google i YouTube mimo świadomości, że ich dane mogą być wykorzystywane. Fakt ten w sposób świadomy wykorzystuje wiele korporacji oferujących darmowe produkty w internecie. Bez różnicy czy chodzi o wyszukiwarkę, skrzynkę pocztową czy media społecznościowe zasada funkcjonowania biznesu opartego na oferowaniu darmowych internetowych narzędzi jest zazwyczaj podobna, polega ona na transakcji: dostęp do usług w zamian za dane osobowe.
Obserwując ruchy technologicznych gigantów, rodzi się pytanie, czy nie zostało zdewaluowane pojęcie polityki prywatności. W istocie rzeczy powinien być to raczej wykaz danych o użytkowniku, które firma kolekcjonuje. Internauta w takim przypadku powinien dokonać bilansu transakcji z usługodawcą i sam określić czy nadal chce "bezpłatnie" korzystać z danego narzędzia.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.