PZL: i Wołoska może być kreatywna

Od stycznia tego roku agencje Leo Burnett i należąca do tej samej grupy PZL pracują we wspólnym biurze. Niektórzy z żalem już pożegnali "stary" PZL, ale bliska współpraca obu firm ma duży sens.

Sebastian Olszowy, dyrektor zarządzający PZL, mówi, że o integracji z Leo Burnett nie ma mowy. Rynek zastanawia się jednak jak daleko może posunąć się współpraca obu agencji i czy nie oznacza ona utraty tożsamości PZL. Czy przeprowadzka na Wołoską to koniec wizerunku, superkreatywnego, niezależnego butiku dowodzonego przez dwóch guru polskiej reklamy? Czy zamknięcie agencji w zwykłym biurowcu razem z sieciówką może odstraszyć klientów?

Pomysł na mocną współpracę agencji wydaje się mimo wszystko logicznym posunięciem. Leo Burnett radzi sobie bardzo dobrze biznesowo, PZL wciąż wyróżnia się poziomem kreacji. Agencje mogą sobie nawzajem pomóc.

PZL przez ostatnie kilka lat był stabilny biznesowo. Według danych zgłaszanych do naszego raportu od kilku lat przychody agencji utrzymują się na zbliżonym poziomie, a według KRS w 2010 r. było to 34 mln zł. Niestety, ostatnie kilkanaście miesięcy mogą niepokoić. PZL straciła budżet PZU (na rzecz DDB Warszawa). Teraz pod znakiem zapytania stoją budżety kolejnych dwóch klientów, bo trwają przetargi Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) i Tesco, które agencja ma nadzieję obronić. W stałej obsłudze PZL pozostają ZT Kruszwica, Alior Bank, Van Pur (Łomża), Lisner. Na razie w agencji prawie nie było zwolnień, ale dopiero rozstrzygnięcia PGE i Tesco pokażą jak duża będzie to struktura.

Leo Burnett skupia się głównie na obsłudze Procter & Gamble, Fiat Auto Poland i częścią biznesu Orange. Prawdopodobnie jest większą spółką od PZL i może stanowić dla tej agencji solidne zaplecze. Warto też zwrócić uwagę, że między Leo Burnett i PZL obecnie nie ma prawie konfliktowych klientów. Nie stanowiliby oni więc przeszkody w ewentualnej pełnej fuzji.

Ta wydaje się jednak na razie mało prawdopodobna. Według KRS założyciele PZL - Kot Przybora i Iwo Zaniewski - mają obecnie nieco ponad 46 proc. udziałów. Dopóki oni są w agencji, PZL wciąż może budzić respekt. Takiego wizerunku i takiej nazwy nie warto się pozbywać.

Prawdziwy kłopot i PZL, i Leo Burnett to teraz digital. Agencja Iwo Zaniewskiego i Kota Przybory jest mocna ATL-owo, ale brak jej zaplecza interactive. Potwierdziło się to w badaniu przeprowadzonym w ub.r. przez Millward Brown wśród klientów współpracujących z agencją. Najsłabiej wypadła właśnie ocena kompetencji w zakresie "nowych mediów" i obsługi kompleksowej. Może z połączonych teamów obu agencji udałoby się wyodrębnić mocny zespół digitalowy? Od pewnego czasu krążyły pogłoski o tym, że Leo Burnett chce kupić spółkę digitalową. Byłaby ona wsparciem dla obu agencji.

Scenariusz, który zakłada, że nastąpi silna integracja, wydaje się bardzo prawdopodobny. Agencje pracowałyby jako oddzielne spółki, ale ze wspólnym zapleczem produkcyjnym i back office. Miejmy nadzieję, że PZL jest jednak zbyt silny, aby podzielić los innej agencji z grupy - G7, która działa tylko dla jednego klienta - Heyah.






Katarzyna Kacprzak 513 Artykuły

Zajmuje się agencjami reklamowymi i eventowymi. Ma na oku studia produkcyjne i branżę OOH. Gdyby mogła wybrać byłaby kopistką w Bibliotece Aleksandryjskiej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.