Zawód? Specjalista

Specjalista to największy zawód, jaki można spotkać na bezdrożach myślenia twórczego zwanego czasem dla niepoznaki kreatywnością - pisze Piotr Alchimowicz, właściciel PAKT.

Specjalista z natury rzeczy jest specjalistą, bo się na tej rzeczy zna. Zna, czyli wie, jakie są ograniczenia, możliwości, perspektywy rozwojowe. Wie też, że istnieją konkretne sprawdzone rozwiązania, które przynoszą konkretny rezultat.

Modelowym wręcz przykładem specjalistów są standardowi inżynierowie. To piękne i szanowane słowo inżynier wywodzone jest od łacińskich pojęć: ingeniare - wymyślić, zaprojektować, oraz ingenium - mogące oznaczać spryt, zmysł lub nawet geniusz. IMHO należy je jednak w świetle tego jak wygląda świat współczesny wywodzić od angielskiego słowa engine, czyli lokomotywy. Współczesny inżynier jak i każdy średniej klasy specjalista porusza się z niezachwianą pewnością po utartych torach. Szlakiem przetartym przez setki jeśli nie tysiące poprzedników. I doskonale wie, że jeśli czegoś się nie robi, to się tego nie robi, bo nie da się tego zrobić. Bo gdyby dawało się to zrobić, to już by to robiono. Logika zabójcza w swojej prostocie.

Zabójcza przede wszystkim dla twórczego myślenia. Ponieważ drzwi do światów alternatywnych zatrzaskuje z hukiem tak miłym uchu Leibnitza, który utrzymywał, że żyjemy na najlepszym ze światów. I próbował to udowadniać. Gdyby był tak wybitnym logikiem, za jakiego się go uważa, to moim zdaniem w chwili, kiedy uznał, że cierpienie jest niczym, powinien odgryźć sobie język i dalej cierpieć nieuprzejmości i nieuczciwości Newtona w totalnym milczeniu. Dobrze wiemy, że tak nie było.

Jeśli nie specjalista to kto? A.E. van Vogt miał gotową odpowiedź – neksjalista. Czyli człowiek, który zajmuje się łączeniem zawartości poszczególnych gałęzi wiedzy w zależności od problemów, które są przed nim stawiane. Człowiek, który nie ma wiedzy zlokalizowanej i głębokiej, tylko szeroką i płytką. Człowiek, który wie, że może sobie wiedzę pogłębić, jeśli ma wystarczającą ilość czasu lub jeśli brakuje mu czasu, będzie się ścigał z nim przy pomocy specjalisty. Ktoś mógłby mi zarzucić, że neksjalista i neksjalizm są wymysłami pisarza SF i dlatego są nierealnymi mrzonkami. I tak jak miliony innych mrzonek zaludniają karty zakurzonych tomów w zapomnianych bibliotekach.

Ciekawostką jest, że kultura europejska wytworzyła cały legion podobnych ludzi, na początku nazywali się dilletante - od włoskiego słowa oznaczającego zachwyt, rozkosz. Byli to osobnicy, którzy nie mając głębokiej wiedzy na temat konkretnych dziedzin sztuki czy nauki, starali się je rozwijać dla samej przyjemności uczestniczenia w procesie. Zresztą wielokrotnie im się to świetnie udawało, ponieważ używali wyobraźni i nie wiedzieli, że się nie da. Potem zostało wprowadzone do użycia słowo amator, które teraz kojarzy się pejoratywnie, oryginalnie oznaczało tylko kogoś, kto zajmuje się czymś nieprofesjonalnie nie jako specjalista, lecz z miłości do tematu. Miłość nie zna granic i dlatego dzięki amatorom różnorakie dyscypliny rozwijały się błyskawicznie i rewolucyjnie. To amator wynalazł mleko w proszku, ale już specjaliści stworzyli przytłaczający wszystko koncern Nestle. To amator rozwiązał zagadki Kamienia z Rosetty, ale już specjaliści stworzyli martwą lingwistykę języków martwych. Za większością przełomów technologicznych czy światopoglądowych stoją amatorzy. Specjalista ma szacunek dla wiedzy i oczekuje szacunku. A szacunek nie pozwala na kwestionowanie podstaw, na których stoi ubrązowiony pomnik aktualnego światopoglądu To amatorzy zazwyczaj są odpowiedzialni za zmianę paradygmatu, bo to oni zakochani w problemie nie czują się spętani przesądami, satus quo czy generalnie akceptowanym punktem widzenia.

Pora na listę nazwisk, która podparłaby wygłaszane powyżej tezy. Charlie Chaplin twierdził, że kino jest tylko przejściową modą. Albert Einstein powiedział, że nie ma najmniejszych dowodów na to, że kiedykolwiek da pozyskać energię z atomu. Zaś Bill Gates w 1989 r. stwierdził: nigdy nie stworzymy 32-bitowego systemu operacyjnego. Nie ma żadnych powodów do śmiechu. Ci skądinąd ważni ludzie byli specjalistami bezpiecznie spacerującymi po ścieżkach wyznaczonych ich ograniczonym obszarem własnej ekspertyzy.

Myślenie twórcze jest zawsze związane z ryzykiem, świadomym lub nie, ale zawsze depczącym po piętach. Tego się nie da uniknąć. Odkrywanie nowych sposobów na użycie rzeczy, które znamy od tysięcy lat; odkrywanie rozwiązań problemów, które nas prześladują od dawna; odkrywanie przepisów na ciekawe łączenie rzeczy, które nas nudzą od wieków, to rzecz trudna i bardzo momentami niebezpieczna. Stanisław Lem kiedyś postawił literacki pomnik ludziom, których uważał za jednych z najbardziej twórczo myślących w dziejach ludzkości i jednocześnie ponoszących najwyższe ryzyko osobiste za swoje pomysły. Nazwał ich gastronautami, ludźmi przewodzącymi nam wszystkim kwestiach pokarmowych wymyślającymi nowe potrawy, przepisy, nowe kombinacje składników. W reklamie ich odpowiednikiem byliby stereonauci ludzie, którzy podróżują mentalnie i fizycznie do granic stereotypów behawioralnych, kulturowych, światopoglądowych po to, by z tamtych okolic powrócić z czymś, co nas zaskoczy, oczaruje, opęta. Co każe nam na nowo chcieć mieć. Inaczej niż dotychczas, lepiej, smaczniej, bardziej kolorowo, a przede wszystkim bardziej w naszym własnym stylu. Jeśli nie przypłyną z bezkresu schematu to skąd?

Myślenie twórcze jest odpowiedzą jednostki na problem grupy. Nieważne czy grupą jest dział obsługi klienta, branża, czy fragment populacji nazywany pejoratywnie grupą celową. Ważne, że każdy streonauta umiał ich zrozumieć i dzięki własnemu brakowi specjalizacji ominąć bałwany utartych schematów dotrzeć do tego, czego nawet sami nie zawsze byli świadomi. Do ich chęci nowego spojrzenia na wakacje w Rzymie, ubezpieczenie w PZU, pomidorową z kluseczkami czy tylko telefon do mamy. Najważniejsze, że to mamy. A przynajmniej niektórzy z nas mają arogancką chęć budowy nowych schematów bez burzenia starych. Radość w odnajdowaniu czegoś, co się czasami nazywa synergią i co  zawsze zaskakuje wszystkich odbiorców i odkrywców. Ale zawsze jest większe i bardziej nieprzewidywalne niż suma części składowych. Tak jak najlepsze danie dowolnej kuchni świata. W polskiej jest to pieróg.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.