Facebook i inni ukończyli dziecięcy wiek

Największy, globalny serwis społecznościowy ukończył 10 lat. Można by rzec, iż za nim całkiem szczęśliwe dzieciństwo, a przed nim niełatwy okres dojrzewania. To samo o sobie mogą powiedzieć inne media społecznościowe. Spójrzmy, co już umieją i czego jeszcze muszą się nauczyć.

Marketerzy nadal zadają pytania, które zadawali 10 lat temu, bezustannie szukając i kalkulując wymarzoną "ruję" (Return on Investment). Ten standardowy zestaw pytań zadawany społecznościowym mediom nie uległ znaczącym modyfikacjom i wygląda następująco:

1. CRM - przecież nie jesteście właścicielem bazy danych! Jak będziecie nią zarządzać?

2. Sprzedaż - użytkownicy FB i spółki w zdecydowanej większości nie zamierzają tam nic kupować! Jakie więc będą moje korzyści?

3. Zasięg kampanii - to wciąż tylko szacunki i szacunki! Jesteście pewni, że to przyniesie nam zysk?

Czego Jaś się nauczył to i...

Jan będzie umiał. Te wszystkie pytania są wciąż zasadne. Jedno jednak jest już pewne po tych 10 latach - media społecznościowe to coś więcej niż marketing. To dotarcie do źródeł ery cyfrowej - tej, w której bezdyskusyjnie rządzi klient. Po ukończeniu 10 lat media społecznościowe nauczyły siebie i nas użytkowników niebywale cennej rzeczy - dojrzewajmy teraz razem. Tylko taka symbioza ma przyszłość i pozwoli odnosić sukcesy zarówno społecznościowym mediom, jak i ich użytkownikom.

A do nauczenia jest wciąż sporo. Dzieciństwo bowiem było zdecydowanie bardziej "reaktywne" niż "proaktywne". Social media wciąż bardziej śledzą "buszujących w sieci" i reagując na wyniki wyszukiwań internautów, próbują dopasować swój kontent do ich przyszłych zamierzeń. To wspomniane "śledzenie" jest więc reaktywne i informacyjne, teraz - w okresie dojrzewania - nadszedł czas, aby kontent uczynić bardziej prosprzedażowym.

Słowem oferowanie wysublimowanych, epickich formatów w stylu szpagatu van Damme na dachach Volvo powinno stanowić już wspomnienie z dzieciństwa w podobieństwie do matczynej szarlotki.

Coraz więcej marek - takich jak na przykład Lego, Unilever czy Barclays - chce w obszarze social mediów jak najszybciej wejść w okres dojrzewania, zostawiając za sobą szczęśliwe dzieciństwo. Wymienieni uważnie słuchają Recenzenta Nr 1 - klienta - i korzystają z jego rad, aby sukcesywnie ulepszać swoje produkty bądź usługi.

Może więc nie musimy tak głęboko analizować tego, co social media już umieją i czego jeszcze muszą się nauczyć? Doceńmy to, czego nauczyły nas marketerów. Przez ostatnią dekadę dokonały bowiem rzeczy - wydawać by się mogło niemożliwej - zrewolucjonizowały hierarchię marketingowych zasad, na ich szczyt wprowadzając niekwestionowaną zasadę numer jeden - najważniejszy jest klient!

(Na podst. campaignlive.co.uk)

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.