Pożegnanie superbohatera

"Gniew" zamyka trylogię Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim. W powieści mamy wszystko, co w stylu autora pokochali czytelnicy i doceniły zagraniczne media: wyrafinowaną intrygę, krwawą zbrodnię, rozległe tło społeczne i hipnotyzujący język.


Teodor Szacki zaczyna od nowa. Po opuszczeniu małomiasteczkowego Sandomierza przenosi się do Olsztyna, gdzie próbuje zbudować nowy związek z narzeczoną i odnaleźć się w roli ojca – trafia do niego szesnastoletnia Hela, córka z pierwszego małżeństwa.  
Ciągle jest taki, jak był: złośliwy, zdystansowany, zabawny, przenikliwy, tak inteligentny, że powinien się znaleźć na to jakiś paragraf, podobnie jak na jego mizoginizm. Sarka na zły krój poszetki, dba o nieskazitelność – w końcu jest szeryfem, przedstawicielem sprawiedliwości Rzeczypospolitej. Irytują go lokalni patrioci, nudne procedury, czerwona fala w mieście, która sprawia, że przez większość doby stoi się w korkach, choć miasto na piechotę można przemierzyć w pół godziny. Nie ma dla polskich absurdów Miłoszewski litości i kto miał przyjemność zapoznać się z poprzednimi książkami wie, że autor na ten odcisk boleśnie i po mistrzowsku nadepnąć potrafi. Dni upływają mu na nudnych pogadankach dla młodzieży o potrzebie docierania do prawdy i skuteczności organów ścigania. W nagrodę za 20-letnie doświadczenie w ściganiu zbrodni zostaje rzecznikiem prokuratury. Pewnie umarłby z nudów i rozpaczy (ma wyjątkowo złe zdanie o mediach), gdyby nie śledztwo w sprawie odnalezionych podczas robót drogowych szczątków, mylnie zidentyfikowanych wstępnie jako powojenne. Okazało się, że ktoś rozpuścił jak najbardziej współczesnego właściciela biura podróży w żrącym ługu. Mało tego: śledztwo wykazało, że ktoś rozpuszczał go żywcem i z satysfakcją patrzył, jak roztwór pożera kolejne tkanki, odsłaniając tylko suche kości. Zazwyczaj w takich momentach pisze się, że akcja przyspiesza i ciąg zdarzeń doprowadza do zaskakującego końca. To mało. Zakończenie wgniata w fotel.

U Miłoszewskiego zbrodnia jest zazwyczaj pretekstem do przeprowadzenia wiwisekcji społecznej i historycznej. Tak było w „Uwikłaniu”, które utkane było na kanwie ubeckiej historii, tak było w doskonałym „Ziarnie prawdy” opartym na antysemickich legendach. Tym razem Miłoszewski zagłębił się w studiowanie olsztyńskiej prasy i zauważył, że przemoc domowa to więcej niż problem. To plaga, wirusowa choroba, na którą chorują wszyscy: również ci, którzy na objawy tej choroby nie reagują. 
W warstwie ideologicznej powieści pobrzmiewają echa dwuznaczności zła i nieprzewidywalności działań człowieka. Tytułowym gniewem przesiąkają wszyscy, z dotychczas krystalicznym prokuratorem Szackim na czele. To nie zło nas szuka. W książce Miłoszewskiego Szacki ściga zło, dopóki ono go nie złapie. I nie chodzi tu tylko o ogólne kwestie aksjologiczne. One są echem osi tematycznej powieści, dotyczącej przemocy domowej. Tej, którą każdy z nas przynajmniej raz w życiu usłyszał za ścianą i nic z nią nie zrobił.
Miłoszewski jest mistrzem przemyślanej, konsekwentnej konstrukcji. Szlachetny szlif nadaje zjadliwej narracji dotyczącej wiecznie zakorkowanego miasta, naznaczonego wieczną mżawką i obrzydliwym, przejmującym zimnem. To nie jest Olsztyn rowerów wodnych i wakacyjnej beztroski na szlaku mazurskich jezior. To miasto przypominające atmosferą mroczne skandynawskie pustkowia. Architektoniczna wrażliwość Miłoszewskiego pozwala mu jednak zauważać w nim rysy dawnego piękna, w które współcześni z uporem maniaka celują kostką Bauma i ryczącym outdoorem. Niepowtarzalny czarny humor, olbrzymia językowa i fabularna biegłość, elegancki i figlarny dystans, z jakim autor traktuje bohatera – to najważniejsze atuty tej powieści.

Na każdą kolejną książkę Miłoszewskiego fani czekają, przestępując z nogi na nogę. Dla wielu to katastrofa, że trzecia część przygód prokuratora Szackiego jest ostatnią częścią cyklu i autor odgraża się, że o Szackim więcej nie napisze. Bardzo będą cierpieć ci, którzy wirusem Miłoszewskiego zostali zarażeni. Szczęśliwie autor broni nie składa i zapowiada kolejne książki. Plusem pożegnania z bohaterem jest to, że kto wcześniej Miłoszewskiego nie znał, z pewnością sięgnie po wcześniejsze części trylogii. Naprawdę warto. 

Zygmunt Miłoszewski, Gniew, WAB 2014.

grafika: Miloszewski_Gniew.jpg

Katarzyna Woźniak 417 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.