"O, Polsko! O, Polacy"

Na ekrany kin już niebawem wchodzi ekranizacja bestsellerowej powieści laureata Paszportu "Polityki" w kategorii literatura - "Ziarno prawdy". Tymczasem przypominamy świetną literacką bazę.



Na każdy kryminał z Teodorem Szackim czytelnicy czekali zawsze z zapartym tchem. Co prawda w powieści "Gniew" autor zafundował nam pożegnanie z bohaterem, ale do poprzednich części trylogii warto wracać.

Życiowo poturbowany białogłowy Teodor Szacki przenosi się z Warszawy do Sandomierza, gdzie w cieniu nieudanych niedziel, w zatęchłej atmosferze małego, choć urokliwego miasteczka pracuje na niższych obrotach niż w Warszawie. Początkowo obawia się, że jego życie będzie kręciło się wokół niespiesznych spacerów po rynku, między jedną a drugą kawą posypaną cukrem pudrem i łamaniem serc miejscowych „gorących partii”, bo jakież to ambitne wyzwania mogą czekać stołecznego prokuratora w małej mieścinie? Tak myśli do czasu, kiedy w mieście zostaje brutalnie zamordowana jedna z miejscowych społecznych działaczek: za pomocą rytualnego narzędzia do uboju zwierząt. Śledztwo, dzięki życzliwej "pomocy” mediów, prowadzi w kierunku legendy o krwi, według której Żydzi porywali i mordowali chrześcijan, żeby utoczyć z nich krew i przerobić na macę. Prokuratorowi przyjdzie zmierzyć się z potwornościami polskiej ciasnoty myślenia, mroczną legendą przeszłości i antysemicką czarną kartą w naszej historii, a to wszystko w otoczeniu jednego z najpiękniejszych miast w Polsce.

"Ziarno prawdy” jest doskonałym kryminałem, z wyraziście zarysowanymi postaciami, rwącą akcją i charakterystycznym, społecznie wściekłym nerwem publicystycznym Miłoszewskiego. Jeżeli ktoś czuł niedosyt z powodu mało drastycznych scen w poprzedniej powieści, ilość krwi w "Ziarnie prawdy” usatysfakcjonuje samego hrabiego Orloka. Plus soczysty, ironiczny styl, ekscytująco trafna krytyka mechanizmu funkcjonowania polskich mediów i kpina z naszych narodowych zmór. Z kolei synteza charakterystycznej dla polskich małych społeczności Hassliebe jest potwierdzeniem warsztatu Miłoszewskiego. Szacki jest miastem oczarowany, a jednocześnie nienawidzi jego ciasnoty, miejscowej zmowy milczenia i dusznego wegetowania w atmosferze szklanej pogody popołudniowych tasiemców.

Właśnie wtedy, kiedy książka pięła się w górę na listach polskich bestsellerów, a wytwórnie filmowe biły się o prawa do ekranizacji, w Sandomierzu Miłoszewski został okrzyknięty persona non grata. Przynajmniej w niektórych kręgach. Sandomierz niespodziewanie wycofał się z promocji książki, chociaż na długo przed premierą władze zapoznały się z jej treścią. W każdym egzemplarzu pierwszej wersji znajdowała się zakładka promująca miasto, powieść schodziła z półek jak świeże bułeczki, przewidywano również wydanie limitowanej kolekcji dostępnej tylko w Sandomierzu. Miasto tymczasem stanęło okoniem. Argument? Miłoszewski w jednej ze scen przywołał wydarzenia z planu "Ojca Mateusza”: odtwórca roli duchow(n)ej ostoi sprawiedliwości miasta wychyla kilka zdrowych kielonków. Cóż, Miłoszewski na głos zakrzyknął, że "król jest nagi” - wspomniany fakt jest tajemnicą poliszynela. Niemniej jednak to zdarzenie częściowo potwierdza socjologiczną przenikliwość Miłoszewskiego.

Powieść dzięki wyrazistemu rysowi publicystycznemu jest historią funkcjonowania stereotypu. Jak się okazuje, ciągle żywego. Tradycyjnie podziałem Polska stoi, a reakcja miasta jest, chcąc nie chcąc, dowodem na to, że Miłoszewski na polski odcisk nadepnął boleśnie i zejść z niego nie chce. Niestety, taka reakcja martwi i boli, bo najwyraźniej bliżej nam do króla Ćwieczka niż do szklanych domów. Podczas promocji "Uwikłania" o tematyce związanej z nadgorliwością służb w PRL-u Miłoszewski został okrzyknięty stronnikiem PiS-u. Wraz z wydaniem "Ziarna prawdy" posypały się na pisarza sandomierskie gromy z pretensjami, również o zarzut antysemityzmu. "Gniew" przyniósł złośliwe komentarze dotyczące feminizowania. Drżymy z radości na wieść o tym, jakie komentarze przyniesie kinowa wersja powieści o stereotypie. Na razie pierwsze recenzje są znakomite, ale wśród filmoznawców. Vox populi potrafi zaskakiwać. 

Zygmunt Miłoszewski, Ziarno prawdy, WAB, Warszawa 2011 i wznowienia

Katarzyna Woźniak 417 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.