C’est la guerre

"Straty. Żołnierze z Afganistanu" małżeństwa Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich otwierają nową serię Wydawnictwa PWN "Bieguny Wojny".


To nie jest tradycyjne dziennikarskie podsumowanie na zakończenie trwania misji stabilizacyjnej w Afganistanie. "Straty. Żołnierze z Afganistanu” Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich skupiają się na pojedynczych ludzkich historiach, zaglądają do wnętrza po traumie. To dwunastoodcinkowa, intymna opowieść o stracie: kończyny, spokoju ducha, części siebie, dziecka, męża, przyjaciela, członka rodziny. Straty bezpowrotnej, która zmienia wszystko, każe budować od początku, o ile w ogóle budować cokolwiek pozwoli.

Rozmowy zdają się wypływać z atmosfery ściszonego szeptu. Bez długiego procesu budowania wzajemnego zaufania pewnie by do nich nie doszło. Wielkim sukcesem dziennikarskim Rigamontich jest to, że na rozmowę zgodziła się na przykład żona Mirosława Łuckiego, który zginął w ataku na bazę w Ghazni w sierpniu 2013 r. Wcześniej z mediami rozmawiać nie chciała. W trakcie spotkań do rozmówców dołączają dzieci, członkowie rodzin, przez co czytelnik ma wrażenie, że znajduje się w domach weteranów razem z dziennikarzami. Siada razem z nimi do stołu. Przyjmuje ich historie. Każdą rozmowę otwiera zdjęcie bohatera: portret samego żołnierza, żołnierza z rodziną albo najbliższych tych, którzy polegli. Duże wrażenie robi na przykład intymne zdjęcie kilkuletniego chłopca przytulonego do kikuta nogi ojca. Albo puste ramiona matki obejmującej samą siebie, bo poległy syn już do niej nie wróci.

Książka Rigamontich pokazuje, jak wojna staje się częścią wspólną ludzkiego zbioru. Historie osób, które opowiadają o traumie, zazębiają się, losy ludzkie splatają się ze sobą niespodziewanie, jakby działała gorzka ironia losu. Uczestnicy kolejnych misji znają się albo słyszeli o sobie. I to wystarczy, żeby poczuć bliskość i więź, których nie pojmą ci, dla których wojna jest tylko abstrakcją z medialnych doniesień. Trudno powiedzieć, co ludzi w wojnie spaja i uzależnia najbardziej: poczucie zagrożenia, wspólnoty, adrenalina, czy może nagość przeżywanych emocji. Rozmówcy w wywiadach otwarcie mówią o poniesionych stratach, również związanych z uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym. Obszerne fragmenty pokazują, jakie znaczenie w ich życiu miała terapia w stołecznej Klinice Psychiatrii i Stresu Bojowego. Albo co dla dzieci oznaczała rozłąka z ojcami, dla żon utrata mężów, jak z żałobą po ukochanych synach muszą radzić sobie rodzice poległych żołnierzy. Szokuje naturalność i szczerość zwierzeń, zaskakują wyznania: „żal mam do losu. Ale nie, że rękę straciłem, tylko że nie mogłem tam zostać do końca”. Żony i matki, które swoich najbliższych jeszcze nie opłakały, mówią: „cierpienie nie uszlachetnia, cierpienie nie utwardza”. Książka Rigamontich to również opowieść o żywej pamięci i wzajemnym szacunku, który ma szczególne znaczenie w sytuacjach skrajnego zagrożenia. W wypowiedziach weteranów często pojawiają się słowa o uzależnieniu od wojny. Niektórzy deklarują, że, mimo tego, co widzieli, czego doświadczyli, na wieść o kolejnej misji są w stanie spakować się na wyjazd w ciągu kwadransa.
Najciekawsza w książce jest niewysłowiona refleksja dotycząca sensu i celu wykonywania zawodu dziennikarza i fotoreportera. W pewnym momencie Magdalena Rigamonti nie jest już tylko dziennikarzem, który słucha rodzin poległych żołnierzy albo tych, którym wojna coś zabrała. Staje się jedną z nich, bo jest żoną fotoreportera wojennego, który razem z komandosami uczestnicy w akcji i naraża życie.
Pewne zastrzeżenia można mieć co do samego składu zdjęć zawartych w książce. Zdjęć skądinąd świetnych. Szczególnie te zamieszczone na końcu książki, kolorowe, ukazują specyficzną poetykę kadrów Maksymiliana, ale z powodu budowy książki nie mogą być w pełni odebrane, odczytane, a tym samym przeżyte. Po prostu szkoda tak dobrych zdjęć na takie łamanie. Ale może to również celowy zabieg? Może to też ma obrazować jakąś stratę?

Magdalena i Maksymilian Rigamonti, "Straty. Żołnierze z Afganistanu”, PWN, Warszawa 2015.

Katarzyna Woźniak 506 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.