Status związku: wiem, ale nie powiem

Ograniczanie informacji podawanych dobrowolnie przez konsumentów będzie postępowało, ale nakreślenie dokładnego profilu potrzeb i gotowości do zakupu potencjalnych klientów jest możliwe także bez tego - pisze Agnieszka Idzik, senior product manager w SALESmanago Marketing Automation.

Ania właśnie się zaręczyła. Poinformowała w Facebooku, jak bardzo jest szczęśliwa, że wszystko odbyło się w romantycznej atmosferze, że pierścionek jest piękny i że już snuje plany dalszego, szczęśliwego życia. Jeszcze jakiś czas temu w takiej sytuacji Ania od razu zmieniłaby też "status związku" w polu z informacjami osobistymi w profilu. Liczba lajków i komentarzy pod takim postem wyniosłaby zapewne w setki, co podłechtałoby przyjemnie ego świeżo zaręczonej dziewczyny. Tak zrobiłaby kiedyś. Dziś jednak jest świadoma, że z jej szczęścia "cieszyliby się" nie tylko jej znajomi.

Już mi niosą suknię z welonem

Z roku na rok wzrasta liczba użytkowników Facebooka, ale w tym samym czasie jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, jakie są skutki ujawniania w portalu naszych danych. Gdyby Ania zdecydowała się poinformować system o przyszłej zmianie stanu cywilnego, jej konto zapełniłoby się spersonalizowanymi ofertami kwiaciarni proponujących ślubne wiązanki, a informacje o zbliżających się targach ślubnych i obniżkach cen sukien przeplatałyby się z ogłoszeniami szkół tańca prowadzącymi kursy dla przyszłych nowożeńców.

Siła marketingu prowadzonego dzięki narzędziom dostępnym w Facebooku polega na tym, że są one ściśle związane z tożsamością. Zakładając profil, ujawniamy informacje dotyczące swojego wieku, płci, miejsca zamieszkania, zainteresowań, stanu cywilnego. Dodatkowo pozostawiamy za sobą wirtualny ślad, biorąc udział w quizach i odwiedzając konkretne, tematyczne fanpages. Jednym słowem dostarczamy wszystkich potrzebnych informacji, by sprawny marketer wiedział dokładnie, czego w danym momencie możemy potrzebować.

Co to oznacza dla firm? Wskaźnik ROI będzie bardziej efektywny, bo dopasowana w ten sposób reklama trafi dokładne tam, gdzie powinna. Na przykład do Ani, która właśnie się zaręczyła, jest między 25. a 30. rokiem życia, mieszka w Warszawie, pracuje w dużej korporacji i używa określonego modelu telefonu. Pole do działania dla marketerów jest spore, bo – jak wynika z danych Pew Research Center – z Facebooka korzysta 71 proc. wszystkich dorosłych użytkowników internetu, a każdy z nich to przecież potencjalny klient.

Wylogowanie nie pomoże

Ania więc informacji o zaręczynach nie poda. Przezornie ukryje też swój wiek i nie powie, gdzie pracuje, mimo że Facebook bardzo ją do tego zachęca, przypominając, że "jej profil jest niekompletny". Podobnie jak ona zacznie postępować coraz więcej użytkowników. Czy przyszłość portali społecznościowych staje pod znakiem zapytania? A tym samym praca marketerów stanie się trudniejsza? Zapewne nie. Ograniczenie informacji podawanych dobrowolnie będzie postępowało, ale nakreślenie dokładnego profilu potrzeb i gotowości do zakupu potencjalnych klientów jest możliwe także bez tego.

Od 11 lat branża marketingu na świecie obserwuje dynamiczny rozwój automatyzacji procedur. Z prognoz IDC wynika, że wartość rynku marketing automation na świecie do końca 2015 r. osiągnie 4,8 mld dol. (co oznacza wzrost z 3,2 mld w ciągu zaledwie 5 lat). Gleanster szacuje, że rok 2015 będzie dla branży przełomowy – aż 84 proc. dobrze prosperujących firm wdroży do tego czasu rozwiązania z zakresu automatyzacji marketingu. Systemy tego typu oferują narzędzia do identyfikacji osób wchodzących na stronę WWW i monitorowania ich zachowania w internecie. Budowa unikatowych profili behawioralnych konkretnych osób w bazach klientów umożliwia zautomatyzowanie i spersonalizowanie procesów marketingowych realizowanych w kanałach e-mail marketing, sieciach reklamowych, w kanale mobilnym, sprzedaży bezpośredniej oraz za pośrednictwem dynamicznej treści na stronie WWW klienta. Oznacza to dokładne dopasowanie ofert reklamowych do potrzeb potencjalnych klientów i dostarczenie ich do adresatów w najwłaściwszym momencie. Liczba danych, które w ten sposób można pozyskać, daje niewyobrażalne wręcz możliwości. Dostajemy gotowy Digital Body Language danego użytkownika. Wiemy, co go interesuje, jak często pojawia się na danych stronach WWW, ile czasu poświęca na przeglądanie konkretnych treści. Dzięki temu potrafimy dokładnie stwierdzić, co w danym czasie jest w obrębie zainteresowań potencjalnego konsumenta oraz ocenić stopień jego gotowości do dokonania zakupu. To bezcenna wiedza dla współczesnych marketerów.

Różnica między marketing automation a marketingiem prowadzonym dzięki narzędziom jest taka, że gromadzone w ten sposób dane są dużo lepiej chronione. Nie ma mowy o inwigilacji, możliwości ich wykorzystywania do celów niezgodnych z przeznaczeniem przez osoby trzecie czy przekazania w niepowołane ręce. W przypadku mediów społecznościowych sprawa wygląda inaczej – tam część danych przez samych użytkowników podawana jest do publicznej wiadomości, a nawet te udostępniane tylko wybranej grupie są chronione wyłącznie hasłem użytkownika. To niewystarczające zabezpieczenie dla danych, które w dzisiejszych czasach są przecież walutą.

Co z tą Anią?

Przyszłość Facebooka i innych mediów społecznościowych wydaje się pewna, bo nawet zachowawcza Ania wrzuci ostatecznie tam swoje zdjęcie w sukni ślubnej, potem nałoży ładny filtr i pochwali się nim na Instagramie, a na Twitterze zamieści krótki komunikat "I said yes". I nawet jeśli nie ujawni żadnych konkretnych informacji, to i tak może być pewna, że dzięki firmom korzystającym z systemów do automatyzacji marketingu otrzyma wkrótce spersonalizowaną ofertę z propozycją zakupu najlepszego wózka dziecięcego. Z której zapewne z radością skorzysta.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.