Dlaczego młodzi kochają Snapchata?

Możemy przejść obok Snapchata obojętnie, szufladkując go jako przelotne zjawisko związane z sextingiem, albo otworzyć oczy na prawdziwe oblicze innowacji, w najlepszym tego słowa znaczeniu - pisze Tomasz Matuszewski.

Niezależnie od tego, czy korzystacie ze Snapchata, czy nie, na pewno o nim słyszeliście. Ojcowie aplikacji, Evan Spiegel, Bobby Murphy i Reggie Brown, mieli bardzo pracowite cztery lata, tworząc na bazie prostego pomysłu jedno z wiodących narzędzi społecznościowych. Możemy przejść obok Snapchata obojętnie, szufladkując go jako przelotne zjawisko związane z sextingiem albo otworzyć oczy na prawdziwe oblicze innowacji, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Od lat obserwujemy trendy związane z gromadzeniem danych – wszystkie nasze dokumenty i zdjęcia lądują w chmurze, a aplikacje mające ułatwić nam dostęp do naszych plików pojawiają się jak grzyby po deszczu. Nawet serwisy społecznościowe skupiają się na gromadzeniu informacji (galerie ze zdjęciami, tablice z Pinteresta, oś czasu, historia wpisów/kontaktów). W momencie, kiedy wszyscy podążają w podobnym kierunku, powstaje również miejsce dla rozwiązań, które odbiegają od bieżącego trendu. Snapchat nie potrzebował wiele czasu, aby na nie wskoczyć i stać się challengerem swojej kategorii, do dziś porywającym za sobą ponad 100 milionów aktywnych użytkowników dziennie! 

Pierwsze, co odróżnia Snapchat od konkurencyjnych produktów, to podejście do dzielenia się kontentem. Flagowa funkcjonalność aplikacji zmienia sentencję Horacego "carpe diem" w jedno z najskuteczniejszych narzędzi marketingowych ostatnich lat. Przesyłane za pośrednictwem Snapchata zdjęcia i filmiki znikają po krótkiej chwili, po czym tracimy do nich dostęp. Co więcej, dodawanie zdjęć i filmów to wszystko, co możemy zrobić w aplikacji. Cały wysiłek i liczne procedury związane z posiadaniem konta w mediach społecznościowych poszły w niepamięć. W Snapchacie nie ustawicie zdjęcia profilowego, nie dodacie opisu swojego życia ani nikt was nie spyta "o czym w tej chwili myślisz" jak na Facebooku. Nic nie jest w żaden sposób wymuszone, dostajemy płótno i farby, a to, co z tego zrobimy, zależy już tylko od nas. O czym jeszcze nie wspomniałem, a jest warte uwagi – założyciele odeszli od idei pozytywnego feedbacku, który do dziś charakteryzuje m.in. Facebooka i G+. Nie ma tam lajków, komentarzy ani żadnej innej formy jawnej aprobaty. To nie konkurs na najbardziej lubiane zdjęcie, tylko możliwość dzielenia się z innymi swoim życiem i pasjami.

Dwa lata temu świat obeszła wieść o ofercie, którą Facebook złożył Snapchatowi. Odrzucenie trzech  miliardów dolarów przez CEO Snapchata spotkało się z falą niedowierzania i krytyki, na szczęście nie ze strony użytkowników. Bałbym się myśleć, co by się stało, gdyby Facebook kupił Snapchata i zmienił je w kolejne z narzędzi do robienia pieniędzy, wyciągania danych lub zasypywania nas reklamami. Dlaczego jednak byli gotowi wydać tyle pieniędzy na aplikację, której prostota aż zawstydza konkurencję? Z dwóch prostych powodów:

1. 100 milionów aktywnych użytkowników dziennie, oglądających ponad dwa miliardy wideo każdego dnia! Ciężko niezależnie od Snapchata zweryfikować te dane, jednak gdyby były prawdziwe, oznaczałoby to, że statystyczny użytkownik Snapchata ogląda prawie pięć razy więcej wideo niż mobilny użytkownik Facebooka!
2. Milennialsi stanowią prawie połowę użytkowników Snapchata, co jest najwyższym odsetkiem młodych pośród konkurencyjnych aplikacji (dla porównania Facebook ma ich zaledwie 16 proc.).  

Liczby pokazują jasno, że uwaga młodzieży jest skierowana w kierunku wysyłania i obierania Snapów. Nikt nie mówi, co masz wysłać, o czym myśleć, nie dostajemy zaproszeń do konkursów, nikt nie pobiera naszych danych osobowych ani nie widziałem tam jeszcze ani jednej promocji z rozdawaniem za darmo 100 iPhone'ów z odklejoną folijką. Każdy z użytkowników może śledzić swoich znajomych lub nieznajomych z całego świata! Nikt nikogo nie segreguje, nie wyróżnia ani nie ocenia. Jedynym wskaźnikiem popularności danego kanału są punkty, które otrzymujemy za każdorazowe otwarcie naszych Snapów przez innych użytkowników. Im więcej punktów, tym więcej osób widziało nasz kontent. Idealne! 

Jeśli jeszcze nie korzystacie ze Snapchata, polecam gorąco zapoznanie się z tą platformą. Zarówno prywatnie, jak i biznesowo. W sytuacji, w której większość marek na naszym rynku ma swoje profile w serwisach pokroju Facebooka, płacąc za miesięczną obsługę obecności w social mediach, Snapchat może przynieść świeżą bryzę dla wielu marek, które z pełną świadomością odnajdą swoje miejsce w społeczności nastawionej na aktywność, a nie pasywny odbiór treści reklamowych. 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.