Gnuśność

Nad nową powieścią Michela Houellebecqa "Uległość" od stycznia unosi się widmo skandalu. Literacko nie lepsza od "Mapy i terytorium", ale zdecydowanie silniejsza mocą oddziaływania. Houellebecq z ironicznego nihilisty urósł do rangi moralizatora i celnego diagnosty europejskich grzechów.

„Człowiek to wierutne bydlę – do wszystkiego się przyzwyczaja” - słowa Dostojewskiego doskonale pasują do wymowy nowej powieści Houellebecqa, o której było głośno na długo przed publikacją. W dniu jej premiery redakcja „Charlie Hebdo” opublikowała numer z okładką, na której karykatura Houellebecqa w czapce wróżki informuje, że „w 2015 r. straci zęby”, a w 2022 r. będzie świętować ramadan. Tego samego dnia w redakcji od kul terrorystów ginie 12 osób, w tym przyjaciel pisarza. Od stycznia za l'entfant terrible francuskiej literatury krok w krok chodzi policjant w cywilu. Polska premiera powieści zbiega się z eksplozją narodowej dyskusji dotyczącej kwestii uchodźców. Na trzy dni przed obchodami rocznicy 11 września. Dlatego wymowa nowej powieści i celność prezentowanych przez Houellebecqa diagnoz brzmią jak mroczne memento.

Bohaterem powieści, którą można sklasyfikować jako political fiction, jest 44-letni literaturoznawca, Francois, wykładowca na Sorbonie. Samotną i przewidywalną egzystencję umilają mu kolejne publikacje, wieczory ze studentkami, czasami doniesienia francuskiej sceny politycznej, częściej wyszukane dania kuchni świata. Dylematów ma niewiele. „Dla mnie jakiekolwiek wyzwania przestały już istnieć z wyjątkiem decyzji, które danie hinduskie odgrzać sobie wieczorem w mikrofalówce – chicken biryani, chicken tikka masala, chicken rogan josh - podczas oglądania debaty politycznej na France 2.” Kadencja Hollande'a jest u schyłku, w wyborach w 2022 r. do władzy dochodzi Bractwo Muzułmańskie. Prezydent Mohammed Ben Abbes kładzie w swojej politycznej strategii szczególny nacisk na edukację. Uniwersytety z wielkimi tradycjami, jak Oxford i Sorbona, od lat przecież czarują „petrodolarowe monarchie”. Tyle że teraz francuskie uczelnie muszą przyjąć warunki nowej władzy. W zamian za zgodę na zmianę nazwy instytucji i przejście na islam wykładowcy otrzymują gwarancję świętego spokoju i trzykrotne wynagrodzenie. Powolna islamizacja pojmowana przez pryzmat polityki działa podstępnie i niepostrzeżenie, jak haszysz: sukcesywnie zmniejsza się liczba studentek, uczennice zamieniają swobodne ubrania na burki, zmniejsza się bezrobocie, bo zapotrzebowania na pracę kobiet nie ma. O obroty nie muszą się za to obawiać butiki w galeriach handlowych nastawione na bogate nastoletnie Saudyjki, bo ze strony reżimu islamskiego nic złego nie mogło ich spotkać.

Francja w powieści Houellebecqa to kraj ludzi przyzwyczajonych do wygód, małych przyjemności, komfortu i jałowych dysput intelektualnych. U podstaw europiramidy Maslowa leży już nie bezpieczeństwo, a dostęp do internetu i bezpłatnych portali z pornografią. Mniej więcej na tym samym poziomie jest potrzeba bliskości sieciowego supermarketu z dużym wyborem win i soków o „zatrważającej ilości witamin”.
„Uległość” staje się w ten sposób opowieścią o całym starym kontynencie. Nie tylko dlatego, że kiedy Francja kicha, cała Europa dostaje kataru. To książka nie islamofobiczna, ale wręcz eurofobiczna. Jest oskarżeniem starej, tłustej od dobrobytu i samouwielbienia Europy o brak czujności, marazm, puste myślowe przebiegi i pielęgnowanie historycznego, dumnego status quo; o całkowite zatracenie tożsamości graniczące w pytaniem, gdzie Europa swoich podwalin tożsamościowych powinna szukać. Stary kontynent poleruje tylko swoje srebra stołowe i odkurza królewskie dywany, ale nie widzi gnijącej podłogi; zatracił kontakt z ideologicznymi fundamentami i dotychczas najważniejszymi wartościami, które niósł na sztandarach: wolność i równość. Dlatego islamizacja w „Uległości” wchodzi miękko, bezboleśnie wręcz w podbrzusze Europy, poczynając od kraju dotychczas postrzeganego jako bastion równości, niezależności myślenia i wolności.
Właśnie ta metafora: „gigantyczny cumulonimbus w kształcie kowadła wisiał nad północną częścią Paryża, od Sacre Coeur po Operę; jego ciemnoszare boki miały odcień niemal brązowy” najlepiej oddaje to, co Europie najprawdopodobniej grozi. Islamizacja nie oznacza bowiem masowej zagłady Europy, nagłej eksterminacji chrześcijan. W powieści Houellebecqa oznacza niezauważalne przejście na stronę podległości, pokory, gnuśnienia i rezygnacji. Pójście na kompromis. Sprzedanie się za butelkę wina i aromat konfitowanej kaczki.
Nie bez powodu główny bohater zajmuje się w swoich działaniach naukowych postacią Joris Karla Huysmansa – autora najdziwniejszych literackich póz, apologety jałowego dekadentyzmu i bezcelowej estetyzacji rzeczywistości. Właśnie w tym bohaterze wciąż ideologicznie obecnym w myślowych monologach Francois wyraża się najsilniejsza krytyka europejskiej bezcelowości dysput. Dyskusje pracowników naukowych nic nie wnoszą, usypiają czujność, a atmosfera rozleniwienia i gnuśności wręcz nieznośnie kontrastuje w powieści z proaktywną, płodną i zdecydowaną myślą islamu.

Przerażająco celna, ważna i - niestety - prorocza powieść. Jej siła oddziaływania wzmocniona jest jeszcze przez język doskonałego przekładu Beaty Geppert. Spokojna, przezroczysta narracja bliska dziennikarskiej smakuje jak wschodnie słodycze. Tym bardziej razi więc europejskie rozleniwienie jak po zbyt obfitym posiłku i podległość wobec wiatru od wschodu, do którego Europejczycy ustawiają się plecami, byle tylko ochronić zawartość własnej spiżarki i miejsce parkingowe.
„Spójrzmy prawdzie w oczy: Europa Zachodnia doszła do tak odrażającego stanu rozkładu, że sama siebie nie jest w stanie uratować, nie bardziej niż starożytny Rzym w piątym wieku naszej ery. Masowy napływ imigrantów, których tradycyjna kultura jest nadal naznaczona naturalną hierarchią, podporządkowaniem kobiety i szacunkiem dla starszych, stanowi historyczną szansę na moralne i rodzinne odrodzenie Europy, otwierając perspektywę nowego złotego wieku dla Starego Kontynentu. Niektórzy z przybyszy są chrześcijanami, ale najczęściej – powiedzmy to sobie szczerze – muzułmanami”.
Ostatnie zdanie cytatu niech posłuży za najlepszą rekomendację, dlaczego Europejczyk lektury „Uległości” pominąć nie może.

Michel Houellebecq, "Uległość", tłum. Beata Geppert, WAB, Warszawa 2015

Katarzyna Woźniak 417 Artykuły

Absolwentka polonistyki na toruńskim UMK ze specjalnością filmoznawczą. Na co dzień zdaje relacje z przesunięć na półkach rynku FMCG. Po godzinach - czytelniczka. Najbardziej lubi pisać o filmach i książkach, choć właśnie o nich pisze najrzadziej.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.