Ustawa zniechęci banki do reklam?

Projektowana ustawa o kredytach hipotecznych nakłada na banki i firmy pożyczkowe dodatkowe obowiązki w zakresie przekazów reklamowych i marketingowych.

Kierowany przez Pawła Szałamachę resort finansów przedstawił projekt ustawy o kredytach hipotecznych. Obecnie jest on na etapie konsultacji. Oprócz zakazu udzielania kredytów walutowych, co w praktyce i tak zablokowała bankom rekomendacja S wydana przez KNF w 2013 r., zawiera on także szereg obostrzeń, którym podlegać będą banki. Sporo z nich jest natury reklamowej i marketingowej. Jakby tego było mało projekt wprowadza obostrzenia także w ustawie o kredycie konsumenckim i to dalej idące niż obecne regulacje. Będą im podlegać także firmy pożyczkowe. Uzasadnienie ustawy nie pozostawia bankowcom złudzeń: "Biorąc pod uwagę informacje uzyskane od Prezesa UOKiK należy zauważyć, że sposób podawania obowiązkowych informacji w reklamach kredytu konsumenckiego nie realizuje podstawowych celów aktualnie obowiązujących rozwiązań." Ustawodawca wprost mówi, że celem nowych regulacji jest wzmocnienie pozycji konsumentów wobec banków. Oferty kredytów i pożyczek maja być bardziej przejrzyste, łatwiejsze do porównania.

Praktycznie cały artykuł 6. projektowanej ustawy poświęcono obowiązkom banków i firm pożyczkowych w zakresie reklam. To reklamodawca ma zapewnić, żeby informacje o charakterze reklamowym i marketingowym dotyczące kredytów były rzetelne, jasne i precyzyjne. Reklamy będą musiały zawierać aż osiem punktów:
1) nazwę kredytodawcy lub w stosownych przypadkach pośrednika kredytowego lub wyznaczonego przedstawiciela;
2) stopę oprocentowania kredytu, w tym wskazanie czy jest to stopa stała, zmienna czy też stanowiąca połączenie obu rodzajów oprocentowania wraz z wyodrębnieniem opłat uwzględnianych w całkowitym koszcie kredytu;
3) całkowitą kwotę kredytu;
4) rzeczywistą roczną stopę oprocentowania, przy czym rzeczywista roczna stopa oprocentowania powinna być umieszczona w materiałach reklamowych w miejscu co najmniej tak widocznym jak informacje dotyczące stopy oprocentowania;
5) czas obowiązywania umowy;
6) całkowitą kwotę do zapłaty przez konsumenta;
7) informację czy dana umowa o kredyt będzie zabezpieczona hipoteką;
8) wysokość i liczbę rat do spłaty.

Wszystkie te informacje maja być podane "w sposób co najmniej tak samo widoczny, czytelny i słyszalny" jak informacje dotyczące kosztu kredytu. Te same regulacje będą dotyczyć reklam kredytów konsumenckim, a więc de facto wszystkich pożyczek.

Czy to zniechęci banki i formy pożyczkowe do reklam w ogóle? Trudno to sobie wyobrazić. Instytucje finansowe wśród których prym wiodą banki i firmy pożyczkowe wydały w ub.r. na reklamy 783 mln zł, o blisko 5 proc. więcej niż w 2014 r. (dane: Starlink). To czwarty po sieciach handlowych, firmach farmaceutycznych i producentach żywność najważniejszy sektor dla rynku reklamowego. Niemniej przy takim natłoku wymaganych informacji "okołokredytowych" obligatoryjnie mających znaleźć się w reklamach zaczną one chyba bardziej przypominać komunikację firm farmaceutycznych, w których już wypowiedzenie przez lektora pełnej formułki "Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu" na jednym wydechu jest wyczynem samym w sobie.

Projekt zakazuje także bankom oferowania korzystniejszych warunków kredytów w zamian za skorzystanie z dodatkowych produktów (np. założenie lub przeniesienie konta osobistego). Ustawodawca wprost wskazuje, że bank może nakłonić klienta do założenia rachunku związanego z obsługą kredytu ale musi on być bezpłatny.

Do projektowanych regulacji uwagi zgłosiło szereg instytucji i organizacji. Najwyższa Izba Kontroli (NIK) podnosi m.in., że instytucje udzielające kredytów hipotecznych są instytucjami zaufania publicznego. Dlatego powinny ponosić odpowiedzialność za niedozwolone praktyki (np. nierzetelną reklamę). Mimo, że projekt szczegółowo reguluje kwestie reklamy, to zagadnienie, zdaniem NIK, zostało pominięte.

Stanowczy sprzeciw wobec planowych regulacji dotyczących reklam pożyczek zgłosił Związek Firm Pożyczkowych (ZFP). Jego zdaniem eksponowanie treści pouczeń prawnych w przekazie reklamowym doprowadzi do sytuacji obserwowanej w reklamach farmaceutyków, gdzie obowiązkowe pouczenie, wyraźnie eksponowane w przekazie, nie wypływa wymiernie na zwiększenie poziomu ochrony konsumenta. W przypadku reklam produktów finansowych, gdzie treść regułki informacyjnej jest znacznie bardziej rozbudowana, regulacja taka będzie prowadziła do praktycznego uniemożliwienia prowadzenia działalności reklamowej, co bezpośrednio godzi w prawa przedsiębiorców. Ponadto podanie wszystkich istotnych informacji w krótkim przekazie reklamowym w sposób czytelny, wyraźny i odpowiednio długo eksponowanych w wielu przypadkach jest praktycznie niemożliwe.

Krytycznie do planowanych regulacji reklamowych odniósł się także Związek Banków Polskich, reprezentujący branżę bankową. Zdaniem Krzysztofa Pietraszewicza, prezesa ZBP, jeżeli wskazane w artykule 6. informacje mają zostać podane w sposób identyczny (równa wielkość czcionki etc.), jak pozostała część przekazu marketingowego, istnieje ryzyko, że cały materiał stanie się dla konsumenta nieczytelny, a przekaz mało przejrzysty (według aktualnych zasad takie informacje są przekazywane, ale w tzw. disclaimerach zawartych w materiałach marketingowych) i pozbawiony podstawowych funkcji reklamy jako takiej.

Konfederacja Lewiatan wskazuje, iż wprowadzenie proponowanych obowiązkowych informacji w przekazie spowoduje, że co najmniej 50 proc. czasu reklamy, niezależnie do nośnika (telewizja, radio, internet) będzie dotyczyć danych liczbowych, a taka mnogość informacji będzie niezrozumiała dla konsumenta. Z kolei w przypadku reklam wizerunkowych, nie odnoszących się do konkretnego produktu, taki wymóg może skutkować tym, że przekaz reklamowy będzie wprowadzać konsumenta w błąd, ponieważ może przedstawiać RRSO dla produktu, którym klient nie jest zainteresowany. Podobne zastrzeżenia zgłosili także Pracodawcy RP. Organizacje te wskazują także, że planowane 30-dniowe vacatio legis jest zbyt krótkie (proponują trzymiesięczne) właśnie ze względu na konieczność wprowadzenia zmian w materiałach reklamowych.

Ale już np. Rzecznik Finansowy wskazuje potrzebę doprecyzowania, iż zastosowana w reklamie czcionka oraz czas, w jakim wyświetlane będą informacje o kredycie będą możliwe do odczytania przez konsumenta. Czyli koniec z małym druczkiem?

Maciej Burlikowski 1033 Artykuły

W "Media & Marketing Polska" od 2000 r. Zajmuje się m.in. branżą telekomunikacyjną, usług finansowych, samochodami i energetyką. Uwielbia podróże dalekie i bliskie.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.