Rozmowy na weekend: Jerzy Szczerbakow i Agnieszka Holwek

O nieuznającej ograniczeń miłości do jazzu i ludziach rozumiejących, czym jest prawdziwa pasja rozmawiamy z Jerzym Szczerbakowem i Agnieszką Holwek, prezesem i wiceprezesem Fundacji EuroJAZZ wydającej pismo "JazzPRESS" (od niedawna także w wersji papierowej) i prowadzącej internetowe RadioJAZZ.FM.

Jerzy Szczerbakow i Agnieszka Holwek. Fot. Piotr Gruchała
Jerzy Szczerbakow i Agnieszka Holwek. Fot. Piotr Gruchała

 

MMP: Jak się zaczęła Wasza przygoda z jazzem?

Agnieszka Holwek: Moja - jeszcze w liceum. Nie było łatwo, bo w małym miasteczku, w którym się wychowałam w latach 90-tych, zdobycie jazzowej płyty było trudne, a też ludzi wokół słuchających jazzu nie było wielu. Po przeprowadzce do Warszawy prawdziwym objawieniem stało się dla mnie Jazz Radio i mocno przeżyłam jego zniknięcie z eteru. Więc gdy 8 lat temu zobaczyłam ogłoszenie, że Fundacja (i internetowe RadioJazz.FM) szuka wolontariuszy, weszłam w to "jak w dym".

Jerzy Szczerbakow: Muzyka zawsze była dla mnie bardzo ważna, w szkole podstawowej spisywałem notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego, uwielbiałem audycje Manna, Kaczkowskiego czy Beksińskiego. Na studiach usłyszałem „Kind of Blue” Milesa i nagrania Pata Metheny i wsiąkłem w to bez reszty.

MMP: Słyszałem, że pierwsze studio RadioJAZZ.FM mieściło się w pokoju u Twojej babci? 

Jerzy Szczerbakow: Gdy z eteru zniknęło Jazz Radio - 106.8 FM w Warszawie, 101 FM w Krakowie, jeszcze to pamiętam – wpadłem na pomysł stworzenia jazzowego radia w internecie. W styczniu 2009 roku nasze RadioJAZZ.FM zaczęło nadawać online. Po czterech miesiącach uruchomiliśmy studio, z którego emitowane były regularne audycje. Mieliśmy nowoczesną - jak na owe czasy - stronę internetową i wszyscy myśleli, że to jakieś duże przedsięwzięcie biznesowe, tymczasem studio mieściło się wówczas rzeczywiście w pokoju w mieszkaniu mojej babci. Radio od samego początku działało – i działa nadal - na zasadzie wolontariatu. Napęd do działania dawało nam poczucie, że robimy coś, czego sami potrzebujemy. Oczywiście, jak to w życiu, bywały górki i dołki – po pokoiku babci wynajmowaliśmy różne siedziby, co generowało koszty, na które trudno było zarobić, a to z kolei groziło zamknięciem stacji. Sytuacja zmieniła się po akcji crowdfundingowej na rzecz radia. Wtedy współpracę - studio i pomieszczenia redakcji - zaproponowało nam Bemowskie Centrum Kultury. Jest naszym najważniejszym partnerem już czwarty rok!

Wielu spośród słuchaczy RadioJAZZ.FM z czasem z sympatyków stawało się naszymi współpracownikami. Tak było na przykład z Ryszardem Skrzypcem, doktorem socjologii i pasjonatem muzyki, który wprawdzie nie prowadził audycji, ale mocno wrósł w naszą ekipę. Pewnego dnia powiedziałem: „Rysiek może zrobilibyśmy newsletter jako uzupełnienie radia i ty byś się tym zajął?”. On na to: „Jestem za poważnym człowiekiem, żeby robić newsletter. Zróbmy miesięcznik.” Na pytanie „Rysiek, zdajesz sobie sprawę, co mówisz?” słyszę w odpowiedzi: „Nie i właśnie dlatego musimy to zrobić”. I tak został pierwszym redaktorem naczelnym naszego pisma „JazzPRESS”. To był marzec 2011 r. Na okładce pierwszego numeru pojawił się Robert Majewski – zdjęcie Iwo Zaniewskiego pochodziło z sesji do płyty „My One and Only Love”, a udostępnił mi je przyjaciel, producent albumu. Od tamtej pory regularnie co roku ukazuje się 11 numerów pisma w wersji elektronicznej. Z okazji festiwali Jazz nad Odrą czy Sopot Jazz Festival wydawaliśmy przez lata specjalne edycje papierowe, a we wrześniu br. ruszyliśmy z papierowym dwumiesięcznikiem dystrybuowanym bezpłatnie w całej Polsce w miejscach, gdzie gra się jazz. Jako dinozaur z poprzedniej epoki zawsze marzyłem o regularnie ukazującym się papierowym „JazzPRESSie”. W „poprzednim życiu” pracowałem w branży wydawniczo-poligraficznej i pewnie stąd ten fetysz druku. Ale uważam też, że wypuszczenie pisma w fizycznej postaci jest po prostu świadectwem potencjału tkwiącego w wydawcy. Oczywiście wraz z pojawieniem się pisma w druku, nie zniknie edycja elektroniczna, chociażby dlatego, że ta nie nakłada na nas żadnych ograniczeń objętościowych.

MMP: Patrząc na objętość „JazzPRESSu” (dziesiątki stron wypełnionych recenzjami płyt, wydarzeń i innymi tekstami) i ilość audycji w RadioJAZZ.FM, nie mogę wyjść z podziwu: jak udaje Wam się pozyskać do współpracy tak wielu pasjonatów poświęcających mnóstwo własnego czasu na wolontariacki projekt?

Jerzy Szczerbakow: Sytuacja jest prosta – to wszystko musi być i jest prawdziwe i szczere. My z Agnieszką także przez wiele lat także wkładaliśmy w ten projekt mnóstwo czasu, nie patrząc na zarobki. Z czasem rezygnowaliśmy ze wszystkich innych źródeł dochodu i w tej chwili jesteśmy we czwórkę – my, Piotr Wickowski, redaktor naczelny „JazzPRESSu” od 2014 r. oraz Janusz Falkowski, dyrektor radia i od niedawna redaktor naczelny portalu jazzpress.pl - pracownikami Fundacji EuroJAZZ. Zawsze się śmieję, że łatwiej jest znaleźć kogoś, kto poprowadzi audycje w radiu niż kogoś, kto pozmywa kubki. My jesteśmy właśnie tą ekipą, która nie siedzi na prezesowskich fotelach, tylko robi wszystko, co akurat potrzebne, np. sprząta studio albo rozwozi naszą gazetę do punktów dystrybucji. Pamiętaj też, że wolontariuszom płacimy – wprawdzie nie „biletami Narodowego Banku Polskiego”, ale walutą o nazwie „satysfakcja”. Bardzo cenimy ich pracę. Nasi autorzy mają - jak sądzimy - poczucie, że ich teksty publikowane są w opiniotwórczym periodyku docenianym przez branżę muzyczną. To samo dotyczy audycji. Nasz „oddolny” model działania daje dwie korzyści: autorzy chętnie podejmują współpracę, a środowisko muzyczne odnosi się do nas z dużą przychylnością. Znają nas jako „tych wariatów od jazzu” i wiedzą, że robimy coś, co kochamy.

W studiu RadiaJazz.FM: z lewej Piotr Wickowski (redaktor naczelny JazzPRESS oraz autor audycji), z prawej Krzysztof Komorek (autor audycji)
W studiu RadiaJazz.FM: z lewej Piotr Wickowski (redaktor naczelny JazzPRESS oraz autor audycji), z prawej Krzysztof Komorek (autor audycji)

Agnieszka Holwek: Chętnych jest naprawdę sporo. Z „JazzPRESSem” stale współpracuje około 20 osób. Mamy oczywiście rotację, ale kilku autorów i fotografów jest z nami od lat. Na przykład Rafał Garszczyński, który napisał już około 300 recenzji w cyklu „Płyta tygodnia” czy Lech Basel, który udostępnia nam swoje zdjęcia.

Ja jestem bardziej online’owa i od dawna zależało mi, żeby nasza strona internetowa stała się czymś więcej niż tylko nośnikiem PDF-ów z „JazzPRESSem”. I to moje marzenie się właśnie spełniło, bo ruszyliśmy z pełnowymiarowym portalem jazzpress.pl, na razie jeszcze w wersji beta. W ponad 80 numerach pisma, które się dotąd ukazały, mamy ogromną ilość contentu i aż prosi się, żeby go wykorzystać. W internetowym archiwum są wszystkie numery, ale do niektórych starszych treści trudno było dotąd dotrzeć.

Edycja papierowa „JazzPRESS” to z kolei sposób na zdobycie nowych czytelników. Dotarliśmy do ok. 40 miejsc w całej Polsce i z wielu z nich dostawaliśmy dość szybko sygnały, że pula egzemplarzy się wyczerpała i potrzeba ich więcej. W tej chwili ruszamy z dystrybucją nowego, listopadowo-grudniowego numeru.

Jerzy Szczerbakow: Wystartowaliśmy jako dwumiesięcznik w nakładzie 3 tys. egzemplarzy. Na start otrzymaliśmy dotację z Ministerstwa Kultury w ramach programu „Czasopisma”. Musi ona wystarczyć do momentu, gdy pismo będzie w stanie utrzymać się z reklam.  

MMP: Było już parę takich pięknych inicjatyw i niestety kończyły się dość szybko…

Jerzy Szczerbakow: Gdy „JazzPRESS” był dostępny tylko w PDF-ie, wielokrotnie słyszałem: „Kupiłbym u Was reklamę, gdybyście wychodzili na papierze”. W tej chwili pracujemy nad skuteczną dystrybucją, żebyśmy mogli z czystym sumieniem powiedzieć reklamodawcom, że faktycznie docieramy do grupy przynajmniej 6 tys. osób (zakładając, że każdy egzemplarz czytają średnio dwie osoby). Chcemy być dostępni w klubach, na festiwalach, w centrach kultury. Zastanawiamy się w tej chwili nad opcją prenumeraty indywidualnej, w której odbiorca ponosiłby tylko koszt wysyłki.

Z dużą uważnością stawiamy kolejne kroki, tak, by kolejne elementy układanki – radio, pismo, portal – uzupełniały się i wzmacniały wzajemnie.

Opieramy się na pomysłach, a nie koncie w banku, z którego możemy czerpać. Oprócz sprzedaży reklam mocno pracujemy nad pisaniem projektów i dzięki temu wydaliśmy w ostatnie wakacje dwa papierowe numery specjalne „JazzPRESSu”: Jazzowy Debiut Fonograficzny dla Instytutu Muzyki i Tańca oraz PolishJazzPRESS w ramach programu Interwencje Narodowego Centrum Kultury.

Agnieszka Holwek: Naszym naturalnym partnerem są organizatorzy koncertów. Korzystając z naszych różnych kanałów komunikacji możemy proponować m.in. retransmisje, podcasty, przeprowadzenie wywiadu czy opublikowanie recenzji.

Jako Fundacja dostajemy również prośby o merytoryczne przygotowanie koncertów.  W tym roku zorganizowaliśmy cykl koncertowy „Made in Jazz” w Domu Kultury „Kadr”, a w Promie Kultury na Saskiej Kępie prowadzimy spotkania (rozmowa + ilustracja muzyczna) pod nazwą „Mistrzowie polskiego jazzu”.  Do tej pory przybliżyliśmy sylwetki Komedy, Stańki i Trzaskowskiego, a przed nami Kurylewicz, Śmietana, Seifert.

MMP: A czy często słyszycie głosy, że na polskim rynku wystarczy „Jazz Forum”, że nie ma miejsca dla drugiego pisma o jazzie?

Agnieszka Holwek: „Jazz Forum” ma swoją ogromną tradycje, którą szanujemy i jesteśmy z redakcją tego pisma zaprzyjaźnieni. Wcale nie uważamy się za konkurencję dla nich, raczej za „młodszego brata”, który ma zupełnie inny pomysł na siebie. Oczywiście, wielu reklamodawców zaczyna od „Jazz Forum” jako marki zakorzenionej na rynku, ale sprzedając od paru lat reklamy w „JazzPRESSie” widzę, że dostajemy coraz większy kawałek tortu. Wielkie znaczenie ma to, że jesteśmy bezpłatni i że nasza elektroniczna edycja była adresowana głównie do młodszego odbiorcy siedzącego w internecie.

Listopadowo-grudniowy numer magazynu JazzPress
Listopadowo-grudniowy numer magazynu JazzPress

Jerzy Szczerbakow: Mamy innych czytelników, inne sposoby dotarcia. „Jazz Forum” to magazyn na kredowym papierze dostępny w Empikach, my jesteśmy bezpłatną gazetą dystrybuowaną w klubach. Jestem wielkim zwolennikiem zdrowej rywalizacji, bo ona motywuje do działania. Gdy widzę, że „Jazz Forum” jakiś pomysł wypalił – jak np. fenomenalny „strzał” z obecnością na Przystanku Woodstock - to nie mogę stać w miejscu. Myślę, że to działa też w drugą stronę. Mówię szczerze: jest naprawdę super, gdy obserwując swoje działania wzajemnie się mobilizujemy.

MMP: Myślicie o tym, żeby robić radio nie tylko w internecie?

Jerzy Szczerbakow: Oczywiście eter analogowy odpada – jest kompletnie zatkany. Natomiast widzimy szansę w eterze cyfrowym (Digital Audio Broadcasting Plus, w skrócie DAB+). To przejście z formatu analogowego na cyfrowy, które już na masową skalę nastąpiło w telewizji, dzieje się także w radiofonii, z tym, że znacznie bardziej opornie, gdyż nie ma przymusu wymiany odbiorników. Ale na przykład Norwegia całkowicie wyłączyła już nadawanie analogowe w FM, stwarzając tym samym przestrzeń dla DAB+. A różnica jest gigantyczna: w paśmie FM nie mieści się teraz, powiedzmy, 50 stacji, tylko 500. Ponadto we wszystkich nowych samochodach jest dostępna opcja słuchania radia cyfrowego, a przecież jazda autem to wymarzony czas na słuchanie muzyki.

Agnieszka Holwek: Spotkaliśmy się z firmą, która ma technologię rozsiewania sygnału DAB+ i zareagowała entuzjastycznie: jasne, chcemy Was do naszego multipleksu! Jesteśmy po rozmowach w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, która również popiera ten pomysł. Musimy jednak teraz napisać wniosek o koncesję, znaleźć partnerów, pomysły na finansowanie. Jestem w tej chwili pochłonięta portalem, Jurek – edycją papierową pisma, więc chwilowo brakuje nam „mocy przerobowych”.

Jerzy Szczerbakow: Warto dodać, że Polskie Radio już weszło w DAB+. Radio Chopin i Radio Dzieciom nadają tylko cyfrowo, nie mają analogowych odpowiedników.

Agnieszka Holwek: Portal robimy razem z platformą Going, naszym partnerem technologicznym. Wspólnie wymyślamy naszą stronę i czuje, że to spotkanie będzie brzemienne w skutki. Oprócz takich oferowanych przez online i bardzo dla nas cennych opcji jak streaming i podcasty, uzyskamy także dostęp do możliwości sprzedaży biletów na koncerty bezpośrednio z jazzpress.pl.

Jerzy Szczerbakow: Myślę, że strzałem w dziesiątkę na portalu będzie „wskaźnik koncertowy” pozwalający odbiorcy zorientować się, czy ma do czynienia z propozycją muzyczną „dla każdego”, „dla fanów” czy „wysoce specjalistyczną”. Może z czasem rozszerzymy wskaźnik także na płyty. Nie ukrywamy, że mamy silne zapędy edukacyjne – w końcu „popularyzacja muzyki jazzowej” jest w nazwie naszej fundacji – i chcemy dotrzeć także do ludzi, którzy nie słuchają jazzu regularnie, a nawet do tych, których jazz przeraża.

MMP: Ciekaw jestem, jak Wasi bliscy znoszą to "szaleńcze"zaangażowanie w jazz?

Jerzy Szczerbakow: Moja partnerka poznała mnie jako wariata poświęconego bez reszty jazzowi. Dla niej to wyraz mojego życiowego romantyzmu. Wciąż to we mnie lubi i mnie wspiera. Mam szczęście, bo oprócz pracy na rzecz Fundacji jeszcze gram na gitarze basowej i sporo wolnego czasu spędzam z instrumentem na próbach, jam sessions czy koncertach.

Agnieszka Holwek: Gdyby nie mój mąż, nie mogłabym sobie pozwolić na zajmowanie się od kilku lat sprawami fundacji. On jest naszym prawdziwym mecenasem [śmiech]. Absolutnie mnie wspiera, dostrzega, że to prawdziwa pasja i że czuję się jak ryba w wodzie. Choć czasem już nie może słuchać o jazzie.

Rozmawiał: Paweł Piasecki

Paweł Piasecki 102 Artykuły

Specjalizuje się w e-commerce i nowych technologiach. Pracował m.in jako tłumacz i redaktor, przez ponad 5 lat przygotowywał codzienny serwis prasowy dla przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Miłośnik muzyki klasycznej i jazzu.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.