Zielony, różowy, Podsiadło. Czyli jak okładka została kampanią

Jako art director jestem wielkim fanem kampanii tzw. "design-driven", w których design jest powodem i punktem wyjścia do dalszych działań. Kampania promocyjna trzeciej płyty Dawida Podsiadło jest jedną z takich właśnie kampanii, chociaż mogłoby się wydawać, że to tylko copy.

Dawid Podsiadło, 25 lat, dwie pierwsze płyty diamentowe, niesamowita charyzma i co najważniejsze − mimo ogromnej popularności jego związek z showbusinessem nadal wygląda naturalnie. Ale jego wyczekiwany trzeci album miał być inną, w pewnym sensie − nową historią.

Sześć dni od tego briefu język prostych prawd powoli zaczął stawać się przewodnikiem po całej kampanii. Kampanii, która − choć składała się z zestawu idealnie dobranych marketingowych stuntów − przede wszystkim była głosem samego Dawida, jego tonem, sposobem bycia, nastawieniem do branży, światopoglądem − nim.

Aha. “Portret” okładkowy. Zdjęcie wykonane przez Jacka Kołodziejskiego przestawiające Dawida… tyłem. Tyłem w taki sposób, że widać jego uśmiech. Wąsy. Na pudroworóżowym tle. I to zdjęcie, które spokojnie mogłoby być frontową okładką płyty w tak pięknej, czystej formie, postanowiliśmy przykryć awangardowym designem rodem z małomiasteczkowego domu kultury, gdzie plakaty niezależnie od wykonawcy wyglądają tak samo, kserowane na kolorowym papierze dla efektu. Toksycznie zielona typografia stojąca na skraju przaśności, kontrastująca z tłem portretu. I do tego momentu − wszystko wychodzi z projektowania, tworząc wyraźny język komunikacji. A to dopiero wstęp do tego, co naprawdę chcieliśmy powiedzieć.

Maciek Woć, manager i przyjaciel Dawida, na jednym z pierwszych spotkań powiedział, że ten album jest szczególnie ważny ze względu na teksty − jako pierwszy w dyskografii został napisany wyłącznie przez Dawida, w dodatku w całości po polsku. Teksty, które często odwołują się do emocji i przeżyć samego autora, w rodzimym języku pisze się dużo trudniej niż np. po angielsku, kiedy można niejako „schować się” za tą barierą językową i znacznie łatwiej unikać dosłowności, banałów czy nazywania rzeczy wprost. Pisząc po polsku, artysta zawsze obnaża się bardziej, skracając dystans ze słuchaczem, i wystawia sam tekst na dużo bardziej wnikliwą analizę odbiorcy. Ale żeby to zrozumieć, trzeba to wypowiedzieć na głos (albo ewentualnie usłyszeć/przeczytać).

"To jest mój trzeci (3.) album pt. “Małomiasteczkowy”, który zawiera 10 piosenek, które napisałem i zaśpiewałem po polsku — Dawid Podsiadło”. Ponieważ ludzie z reguły mają problem z wypowiadaniem prostych prawd − ułatwiliśmy im to, jednocześnie stawiając zawartość płyty nad jej opakowaniem. A może lepiej − czyniąc jej opakowanie definicją zawartości. I wszystko to głosem Dawida.

Nawet jako doświadczony art director nie wyobrażałem sobie liczby JPG-ów czy innych formatów do wygenerowania, a tym bardziej nie sądziłem, że jako art director zaprojektuję kampanię opartą na copy, które dodatkowo w większości sam napiszę.

Każdy następny plik, format, medium, w którym się pojawialiśmy − mówił tym tonem. To jest billboard. To jest reklama na Spotify. To jest reklama w porannym paśmie w radiu. To jest tracklista mojej płyty. To jest post informujący o “Małomiasteczkowym Kiosku”. A ponieważ każda kolejna linijka tekstu dalej brzmiała jak Dawid, “Małomiasteczkowa trasa” wyprzedała się w okolicach premiery płyty, na której sprzedaż również ciężko było narzekać − wykorzystaliśmy konwencję do komentowania rzeczywistości, inicjatyw społecznych, ogólnopolskich gier billboardowych, żartów, informowania o imieninach, płytach, słowem − wszystkim, o czym mówiliśmy.

Wracając do formy, charakter typografii oraz kolor zielony pozwoliły nam generować kontent niemalże na żywo. Odczarowanie “małomiasteczkowości” z wiejskiej w uroczą, w wyjątkową i bardzo lokalną wizję umożliwiło nam stworzenie w obrębie języka wizualnego m.in. "40 małomiasteczkowych" (około 500 panoramicznych) − krzyżówkę, do której hasła znajdują się na billboardach w 40 małych miasteczkach w całej Polsce czy też “Małomiasteczkowego Kiosku” − nietypowego punktu sprzedaży, gdzie w dzień premiery w rolę sprzedawcy wcielił się sam Dawid. Pozwolił nam także wygrać konkurs Cover awArts, dostać się do najlepszej 30-tki konkursu 30/30, a także, zupełnie niespodziewanie, otrzymać Fryderyka.

To jest koniec tekstu o okładce, która została kampanią. I nadal nią jest.

 Tekst: Bartłomiej Walczuk / Mr. Osom 
 

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.