Dobrze, że jesteś OOH?

Uważam, że dyskusja o outdoorze to dyskusja o priorytetach - pisze Agnieszka Maszewska, szefowa komunikacji Jet Line.

Kiedy proponuję mężowi "Może pójdziemy do kina?", czasem żartobliwie odpowiada mi: "Może pójdziemy, a może nie". Kiedyś mnie to irytowało, potem bawiło, wreszcie odkryłam Amerykę, że ma rację.

Rzeczywiście: może pójdziemy, a może nie. Myślę, że tak samo jest z outdoorem i odpowiedzią na pytanie, czy to dobrze, że jesteś OOH. Bo czasem dobrze, a czasem niedobrze.

Lubię outdoor nie tyko dlatego, że pracuję w Jet Line, w którym zajmujemy się outdoorem, mamy w pracy świetną atmosferę i nie wypada mówić inaczej. Lubię tę formę komunikacji, choć czasem nawet mi jest trudno.

Stosunek do outdooru jest bardzo różny. Zdarza się, że ktoś poznaje nas – pracujących w Jet Line i mówi, że teraz jakoś przychylniej patrzy na reklamy, a na outdoorowe szczególnie. Moja przyjaciółka nie znosi outdooru i mówi mi, że gdyby to zależało od niej, jej firma nie reklamowałaby się na billboardach. Odpowiadam wtedy, że rozumiem, bo ich pomysły na reklamę OOH są zwyczajnie słabe. Nie kieruje mną urażona duma, bo w tej ocenie się zgadzamy: pomysły były słabe.

Kiedyś bliżej mi było do outdooru tradycyjnego niż do cyfrowego. Klasyczny OOH uważałam za bardziej wymagający od DOOH. To się zmieniło i myślę, że to jest tak, jak z czytaniem książek. Czytam książki, uwielbiam kontakt z papierem i jestem bibliofilką ale odkąd mam czytnik ebooków, nie ruszam się bez niego, bo doceniam funkcjonalność. Zawsze powtarzam, że gdy jadę w góry nie muszę już ograniczać liczby zabieranych książek i mogę sobie wygodnie czytać, co tylko chcę w namiocie, w bazie na paru tysiącach metrów (kwestia priorytetów: zrezygnuję z prysznica na rzecz gór, ale nie zrezygnuję z książek i na szczęście, nie muszę).

Skoro mowa o priorytetach, to uważam, że dyskusja o outdoorze to dyskusja o priorytetach. Mamy różne cele, potrzeby i punkty widzenia. Przeciwnicy outdooru mówią: nie chcemy reklamy OOH. Przedsiębiorcy mówią: reklama OOH jest potrzebna. Zwolennicy OOH i DOOH i ci, którym powyższy podział jest obojętny mówią: zarezerwujcie nam coś, bo chcemy kampanię zrobić.

W mediach mocno zwłaszcza ostatnio ścierają się dwa fronty. Jedna z warszawskich instytucji zdrowo oberwała za informowanie o swojej działalności (otwarte dla wszystkich wystawy fotograficzne) na legalnych i od lat funkcjonujących ekranach DOOH.

Billboardy z najsłynniejszym ostatnio polskim palcem zbierają dziesiątki pochwalnych komentarzy i próśb o więcej, bo to „super plakaty” i „powinno być ich więcej, jak najwięcej” najlepiej nawet na każdym skrzyżowaniu w Warszawie. To, że są na technicznie kiepskich konstrukcjach, nikomu nie przeszkadza.

Prezydent miasta, w którym obowiązuje uchwała krajobrazowa, fotografuje się z zakazanym przez siebie i ustawionym przez siebie nośnikiem OOH. Tak - dobrze napisałam. Zakazał innym, ponieważ outdoor zaśmieca ale pozwolił sobie, ponieważ outdoor jest mu jednak potrzebny.

Uważam, że reklama zewnętrzna jest potrzebna, lepsza przestrzeń jest możliwa, to się da pogodzić i że czasem dobrze, a czasem niedobrze być OOH.

Tekst: Agnieszka Maszewska

Agnieszka Maszewska, szefowa komunikacji Jet Line, warszawskiej firmy outdoorowej. Absolwentka polonistyki na UW ze specjalizacją językoznawstwo oraz podyplomowych studiów Public Relations w ISNS PAN oraz CSR w akademii Leona Koźmińskiego. Wolontariuszka i członkini zarządu Fundacji Rejs Odkrywców. Autorka kilkuset branżowych artykułów, copywriterka. Urlopy spędza w wysokich górach.

Komentarze

Prosimy o wypowiadanie się w komentarzach w sposób uprzejmy, z poszanowaniem innych uczestników dyskusji i ich odrębnych stanowisk. Komentując akceptujesz regulamin publikowania komentarzy.